W ten sposób platforma
wideo reaguje na roszczenia organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi PRS for Music (wcześniej Performig Rights Society) - oświadcza menedżer
YouTube'a Patrick Walker we wpisie na
blogu YouTube. Odkąd skończyła się licencja PRS, organizacja postawiła nowe warunki licencyjne, które dla YouTube'a były nie do zaakceptowania. Warunki te nie są przejrzyste i prowadziłyby do wyższych kosztów funkcjonowania serwisu - wyjaśnia Walker.
Według własnych deklaracji YouTube podpisał porozumienia licencyjne z trzema z czterech największych firm płytowych oraz z wieloma firmami niezależnymi. Do tego dochodzą roszczenia formułowane przez firmy i organizacje, które reprezentują interesy piosenkarzy, tekściarzy, kompozytorów i innych twórców. Jak pokazuje obecny przypadek, to może prowadzić do komplikacji - zauważa Walker. PRS for Music nie jest w stanie wymienić utworów muzycznych, dla których mają obowiązywać licencje, a tym samym niemożliwe jest ich zidentyfikowanie - czytamy dalej w blogu YouTube'a. Tym samym wideoportal zostaje postawiony w sytuacji klienta w sklepie z płytami, który ma kupić niepodpisaną płytę CD, nie wiedząc, jaka muzyka się na niej znajduje.
W swoim
komunikacie PRS for Music, występując w interesie słuchaczy i muzyków, stwierdza, że jest zniesmaczone, zszokowane i rozczarowane blokadą filmów wideo. Google podjęło ten krok w środku negocjacji, z własnej inicjatywy i bez uprzedzenia. W ten sposób operator wyszukiwarki potwierdził, że chce płacić muzykom mniej niż do tej pory - i to pomimo rosnącej popularności platformy.
Czytaj więcej na technologie.gazeta.pl >>