Premierze T-Mobile G1, pierwszego smartfonu pracującego pod kontrolą Androida, towarzyszyło spore zainteresowanie. Na pewno jednak nie da się porównać go z
szałem, jaki wywołała prezentacja Apple iPhone 3G. Nikt nie ustawiał się w kolejkach pod sklepami, a sprzedanie pierwszego miliona urządzeń zajęło operatorowi T-Mobile ponad dwa miesiące (w przypadku
iPhone 3G trwało to mniej niż tydzień). Wiele wskazuje jednak na to, że
Android dopiero pokaże pazurki.
Era G1 czyli T-Mobile G1 - czyli co? Telefon, który testujemy ma logo międzynarodowego operatora T-Mobile i angielskie menu. Era zapewnia jednak, że jej wersja G1 będzie różniła się od pierwowzoru jedynie nieistotnymi drobiazgami. Zamiast ikonki web'n'walk (skrót do strony WWW przygotowanej przez T-Mobile), na pulpicie znajdzie się Blueconnect. Znaczek T-Mobile na obudowie zastąpi logo Ery. G1 był do niedawna dostępny jedynie na rynkach amerykańskim i brytyjskim. Teraz
trafia m.in. do Polski.
Spójrzmy na specyfikację telefonu. Dotykowy wyświetlacz o przekątnej 3,2 cala ma rozdzielczość 480 x 320 pikseli. Do wprowadzania tekstu nie służy tu jednak klawiatura ekranowa (jak chociażby w
iPhone 3G i
HTC Touch HD), a całkiem solidny zestaw przycisków w układzie QWERTY. Transmisja danych - za pomocą technologii HSDPA (w sieci komórkowej), WiFi albo Bluetooth. Aparat fotograficzny ma przeciętne parametry (3,2 megapiksela i autofokus), brakuje mu też jakiejkolwiek lampy doświetlającej. Niewielką, wbudowaną pamięć można rozbudować za pomocą karty microSD. Miłym (chociaż, przynajmniej na razie, niespecjalnie użytecznym) dodatkiem jest odbiornik GPS. Dane techniczne wyglądają całkiem nieźle, chociaż na rynku są już urządzenia o podobnych parametrach - na przykład takie jak
Sony Ericsson Xperia X1 i
HTC Touch Pro. Żeby było zabawniej, oba, podobnie jak Era G1, produkowane przez tę samą firmę - HTC.
Polska cena G1 nie jest jeszcze znana. W czeskim T-Mobile, który właśnie wprowadza telefon do swojej oferty, G1 bez umowy (w prepaidzie) kosztuje równowartość 1600 zł. Wybierając abonament za ok. 80 zł, za komórkę zapłacimy niecałe 800 zł. Najtańsza taryfa, do której "przysługuje" dotowany G1 w niemieckim T-Mobile, to abonament za 110 zł miesięcznie. Wybierając tę opcję, za smartfon Google zapłacimy niecałe 270 zł. Polskie ceny nie powinny znacząco różnić się od czeskich i niemieckich.
Jakość wykonania - lepiej niż w Nokii N96, ale gorzej niż w X1 Era / T-Mobile G1 nie robi na pierwszy rzut piorunującego wrażenia. To kolejny, przeciętnie zaprojektowany smartfon. Plastikowa obudowa telefonu mogłaby być wykonana dokładniej. Brak jej solidności
Sony Ericssona X1, ale z drugiej strony nie sprawia - jak
Nokia N96 - wrażenia zabawki. Wiemy, że nie jest łatwo zaprojektować porządny slider, ale jak pokazuje przykład Xperii - jednak się da. Minusem takiej a nie innej konstrukcji smartfonu jest jego znaczna grubość.
W przypadku G1, to nie klawiatura wysuwa się spod ekranu. To ekran wysuwa się (wykonując przy tym dość zabawny ruch) znad klawiatury. Na QWERTY Ery G1 pisze się całkiem przyjemnie, chociaż użytkownicy
BlackBerry z pewnością nie będą zachwyceni jakością klawiatury.
Poza schowaną pod ekranem klawiaturą, do sterowania G1 służy pięć przycisków oraz malutki trackball, które umieszczono obok wyświetlacza. Takie bogactwo manipulatorów nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie - dzięki niemu, ze smartfonu Ery da się wygodnie korzystać w bardzo wielu sytuacjach. Nie zawsze musimy zdawać się na dotykowy ekran, który - ze swojej natury - jest najmniej precyzyjnym ze sposobów sterowania telefonem. W tej kwestii G1 wyraźnie różni się zarówno od
iPhone jak i od
HTC Touch HD. Ale to dobrze - jest dzięki temu znacznie bardziej uniwersalny.
Push (G)mail i przeglądarka WWW jak w komputerze Przy pierwszym uruchomieniu Ery G1 musimy podać nie tylko PIN, ale i... swoje, google'owe login i hasło. Jeśli jeszcze nie mamy konta - możemy od razu je założyć. Ci, którzy dotąd aktywnie korzystali z usług Google, poczują się jak w domu. Klient pocztowy od razu zacznie ściągać listy (które będą pojawiały się w skrzynce natychmiast - za usługę push email nie trzeba dodatkowo płacić!), a książka adresowa i kalendarz zapełnią się danymi pobranymi z odpowiednich usług internetowego giganta. Wszystko synchronizuje się na bieżąco, bez angażowania uwagi użytkownika.
Wbudowana przeglądarka WWW działa wyjątkowo sprawnie. Poprawnie wyświetla nawet te strony, z którymi większość jej odpowiedników ma poważne problemy. Serwis transakcyjny mBanku, witryna warszawskiego ZTM, webmail Novella - działają prawidłowo (w przypadku tego ostatniego, by zobaczyć listę maili znajdujących się w skrzynce, trzeba tylko trochę pokombinować z powiększeniem). Przeglądarka Androida zdecydowanie wygrywa z Operą Mobile 9.5 i nawiązuje równorzędną walkę z mobilnym Safari iPhone'a (oba programy oparte są na tym samym engine WebKit). Brak multitouch (przydatny do powiększania fragmentów przeglądanych dokumentów) nadrabia obecnością niewielkiego trackballa, dzięki któremu można precyzyjnie i szybko klikać nawet w mało widoczne linki. Android Browser może pochwalić się jeszcze jednym, praktycznym rozwiązaniem - w przeciwieństwie do Safari, jest wyposażony w menadżera haseł.
Raczej internet niż multimedia To nie miał być multimedialny kombajn. Era G1 jest przede wszystkim kieszonkowym narzędziem do korzystania z internetu. I nie chodzi tu tylko o WWW czy nawet email. Możliwość uruchomienia dowolnego programu w tle dotyczy również komunikatorów internetowych. Zintegrowany system powiadomień (panel, na którym pojawiają się informacje o SMSach, nieodebranych połączeniach, wiadomościach z komunikatora, pobranych plikach, etc.) sprawia, że czatowanie jest równie wygodne jak korespondowanie za pomocą SMSów. Fabrycznie, w pamięci zainstalowano komunikator obsługujący Google Talk. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by pobrać inny ze
sklepu z aplikacjami.
Sklep, a nawet targ czy rynek (Market), to jednak niezbyt dobre określenie na katalog, w którym znajdują się same, bezpłatne programy. To zaleta i jednocześnie... wada. W Markecie znajdziemy wiele, przydatnych aplikacji. Wybór jest jednak nieporównywalnie mniejszy, niż w przypadku iPhone. Nie znajdziemy tu też sztandarowych pozycji ze świata Windows Mobile - pakietu Office i programów do nawigacji samochodowej. Google na pewno będzie musiał zrobić coś, by zachęcić programistów do tworzenia rozbudowanych aplikacji na swój system operacyjny. Konkretniej - wprowadzić możliwość sprzedawania programów przez
Android Market.
G1 zawiedzie każdego, kto liczy na bogate funkcje multimedialne. Wbudowany aparat, chociaż ma całkiem znośne parametry, robi dość kiepskie zdjęcia. Co gorsza, szkiełko obiektywu nie jest w żaden sposób chronione - bardzo łatwo je zabrudzić. A wtedy fotografie wyglądają jeszcze gorzej...
Dołączone słuchawki nie zrobiły na nas wielkiego wrażenia. Nie oczekujmy po nich niczego szczególnego - grają bardzo przeciętnie. Co gorsza, ciężko wymienić je na lepszy model. Era G1 nie ma standardowego gniazdka mini-jack. Trudno oprzeć się wrażeniu, że multimedia zostały potraktowane po macoszemu. To nie
Nokia N96.
Android - taki bardziej otwarty iPhone Rynek smartfonowych systemów operacyjnych jest dziś bardzo zatłoczony. O serca i portfele klientów walczą Symbian, BlackBerry OS, iPhone OS, Windows Mobile - by wymienić tylko najpopularniejsze platformy. Co nowego może wnieść Android? Wbrew pozorom, całkiem sporo. Symbian dusi się ciągle w świecie niedotykowych ekranów o archaicznej rozdzielczości QVGA (
Nokia podejmuje dopiero nieśmiałe próby wejścia na rynek smartfonów z ekranami dotykowymi - chodzi o model
5800 XpressMusic); system BlackBerry jest podporządkowany jednemu celowi - obsłudze poczty email;
na iPhone OS ciążą ograniczenia, które (nierzadko - zupełnie sztucznie) narzuciło Apple; Windows Mobile nie dorobił się jeszcze interfejsu, który można by łatwo obsługiwać jedną ręką.
Android ma chyba, mimo wszystko, najwięcej wspólnego z systemem Apple. I to nie tylko na poziomie technologicznym (iPhone OS należy do rodziny uniksopodobnych). W obydwu przypadkach "internet" to słowo klucz. G1, podobnie jak iPhone, najlepiej sprawdza się w połączeniu z ryczałtem na przesyłanie danych przez sieć komórkową. To, co najbardziej odróżnia Androida od iPhone OS, to podejście producenta. Google nie ma nic przeciwko instalowaniu aplikacji spoza oficjalnego katalogu. Co więcej, programy stworzone przez zewnętrznych twórców mogą bez problemu zastąpić fabryczne elementy systemu. Znaleźliśmy w internecie świetny zamiennik aplikacji do obsługi aparatu? Nie ma problemu, możemy "podpiąć" go pod przycisk spustu na obudowie telefonu. Android łączy w sobie ergonomię iPhone OS z wolnością wyboru, jaką dotąd oferowały tylko Symbian i Windows Mobile. G1 to na razie jedyny telefon z systemem Google. W najbliższym czasie powinniśmy jednak spodziewać się kolejnych modeli - swoje
komórki z Androidem szykują m.in. Motorola, LG i Samsung.
Dla kogo jest Era G1? Dla wszystkich, którzy chcieliby mieć kieszonkowe urządzenie zapewniające wygodny dostęp do usług internetowych. Na pewno nie dla maniaków multimediów. To taki iPhone, tylko trochę brzydszy, mniej muzyczny, ale za to znacznie bardziej otwarty. I - najprawdopodobniej - nieco tańszy. Aha, obsługuje MMSy.