Mozilla udostępniła wreszcie finalne wydanie przeglądarki Firefox 3.6. Autorzy przeglądarki obiecywali, że w tej wersji zostaną wreszcie rozwiązane problemy z wydajnością programu (nastąpić miało m.in. skrócenie czasu uruchamiania, usprawnienie obsługi skryptów JavaScript oraz ograniczenie "pamięciożerności" aplikacji). I wiecie co? Te zapowiedzi przynajmniej w części zostały zrealizowane.
O tym, co nowego pojawiło się w Firefoksie 3.6 pisaliśmy już wielokrotnie - m.in. w tekstach o kolejnych wydaniach testowych (bet i "kandydatów do wersji finalnej" było w sumie chyba 7). Ale z dziennikarskiego obowiązku przypomnijmy - w wydaniu 3.6 pojawiły się:
- zintegrowana obsługa minimotywów Personas (dzięki nim szatę graficzną przeglądarki można zmienić jednym kliknięciem, bez konieczności restartowania programu). Wcześniej Personas też były dostępne - ale jako rozszerzenie.
- moduł informujący o tym, że jakaś wtyczka jest nieaktualna.
- natywne odtwarzanie filmów osadzonych na stronach WWW w trybie pełnoekranowym.
- obsługa nowych standardów webowych HTML5 i DOM.
- ogólne usprawnienie wydajności.
Co mi się podoba?
Od razu zastrzegam, że to na razie tylko pierwsze, spisane na gorąco spostrzeżenia z kilku godzin korzystania z nowego Firefoksa. Ale te pierwsze wrażenia są na razie całkiem pozytywne.
Szybszy start
Po pierwsze, przeglądarka w wersji 3.6 uruchamia się u mnie (Windows XP SP3) znacznie szybciej niż wersja 3.5.7. Ok, daleko jej do Chrome'a (który jest gotowy do pracy w pół sekundy po kliknięciu odpowiedniej ikony), ale skrócenie czasu uruchamiania z dobrych 10 sekund do 3-4 to bardzo przyzwoity wynik.
Nieco lepiej z RAM
Firefox 3.5 miał pewną paskudną przypadłość - ogromny apetyt na pamięć RAM. Aplikacja z otwartymi 9-10 stronami w kartach potrafiła zużywać (przynajmniej na moim komputerze) nawet do 400-500 MB pamięci RAM. Z wydaniem 3.6 jest znacznie lepiej - tu po kilku godzinach wartość ta nie przekroczyła 220 MB (przy tej samej liczbie otwartych stron). Czyli postęp jest.
Aktualizacja wtyczek - dobry pomysł
Bardzo też przypadł mi do gustu pomysł na wyposażenie aplikacji w moduł przypominający o konieczności zaktualizowania wtyczek. To bardzo ważna nowość - bo ostatnio mamy do czynienia z wysypem błędów w Adobe Flash i warto przypominać użytkownikom o konieczności instalowania uaktualnień dla tej wtyczki (oraz wszystkich innych). Bo do tej pory często bywało tak, że użytkownicy regularnie aktualizowali Firefoksa, zapominając jednak przy tym o zainstalowaniu najnowszych wersji wtyczek.
Dodajmy, że sprawdzanie aktualizacji rozwiązano bardzo pomysłowo - po kliknięciu na polecenie "Znajdź aktualizację" (w menu Wtyczki) użytkownik przekierowywany jest na specjalną stronę WWW (Mozilla Plugin Check), na której wyświetlone są wszystkie zainstalowane wtyczki oraz informacja, która z nich wymaga zaktualizowania.
Rozszerzenia działają
Przy okazji pojawiania się kolejnych "dużych" wydań Firefoksa już kilka razy zdarzyło mi się, że byłem zmuszony do zrezygnowania na pewien czas z niektórych rozszerzeń - bo okazywały się niezgodne z nowym wydaniem przeglądarki i musiałem czekać na aktualizacje. Tym razem jest całkiem nieźle - na 9 wykorzystywanych przeze mnie rozszerzeń tylko jedno zostało na razie wyłączone z powodu niekompatybilności z nową wersją. Oczywiście, to raczej zasługa twórców rozszerzeń niż Mozilli - ale tak czy owak to dla mnie dość istotna sprawa. Aha, warto też odnotować, że u innych użytkowników może to wyglądać całkiem inaczej - niewykluczone, że niezgodnych wtyczek jest całkiem sporo, a ja po prostu miałem szczęście.
Co mi się podoba średnio?
Szczerze mówiąc, nie bardzo pasuje mi ten cały koncept minimotywów Personas - nie do końca rozumiem, po co ktokolwiek miałby zmieniać wygląd Firefoksa (Scott Gilbertson z serwisu WebMonkey swego czasu całkiem celnie skomentował, że to trochę tak, jakby obkleić młotek nalepkami - niby można to zrobić, tylko po co?). No, ale może niektórzy tak mają, że lepiej im się pracuje z Bradem Pittem czy Angeliną Jolie w przeglądarce. Jak kto woli - mnie w każdym razie ta funkcja ani ziębi, ani grzeje.
Drugie zastrzeżenie dotyczy obiecywanego usprawnienia obsługi skryptów JavaScript oraz ładowania stron WWW - Mozilla obiecywała, że podczas pracy ze stronami przeładowanymi takimi elementami zauważymy wyraźny (nawet 20-procentowy) wzrost wydajności. Cóż, ja nie zauważyłem - z pierwszych obserwacji wynika, że wszystko działa mniej więcej tak samo, jak w poprzedniej wersji. Czyli przyzwoicie, ale bez rewelacji (szczególnie w porównaniu z niektórymi konkurentami). Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że Mozilla powołuje się na niezależne testy, potwierdzające wzrost wydajności - niewykluczone więc, że w innych użytkowników poprawa będzie zdecydowanie bardziej widoczna niż u mnie.
Kilka słów na koniec
Podsumowując: nowy Firefox to naprawdę bardzo przyzwoita przeglądarka - wygląda na to, że Mozilli udało się wreszcie rozwiązać kilka istotnych problemów, na które od miesięcy narzekali użytkownicy wydań 3.5.x. Pojawiło się też sporo nowości, z których co najmniej kilka uznać można za naprawdę istotne. Czy to wystarczy, by skutecznie konkurować np. z coraz śmielej poczynającym sobie Google Chrome? Cóż, na razie na pewno tak - ale bardzo jestem ciekaw, co się stanie, gdy w końcu pojawi się finalne wydanie Chrome 4 (czyli pierwsza wersja, która - podobnie jak Firefox - będzie oferowała możliwość instalowania rozszerzeń). Bo mimo wszystkich usprawnień przeglądarki Mozilli, Chrome ma wciąż nad nią gigantyczną przewagę wydajnościową - a dla wielu użytkowników to kluczowa kwestia. Ja na razie zostaję przy Firefoksie - wersja 3.6 bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.