- To skok cywilizacyjny. W bankowości przeskoczyliśmy etap czeków, wprowadzając od razu karty płatnicze, teraz od kart przechodzimy od razu do prostych płatności mobilnych - chwalił się wczoraj Sylwester Janik, wiceprezes firmy mPay, należącej do grupy kapitałowej ATM.
Spółka z pierwszymi transakcjami ruszyła we wrześniu ubiegłego roku - z płatności komórką mogli korzystać klienci Polkomtela (sieć Plus). Najpierw muszą wpłacić pieniądze na konto w mPayu. Żeby zapłacić, najpierw trzeba zadzwonić pod specjalny numer, podać kod sprzedawcy, kwotę do zapłaty i na koniec potwierdzić wszystko PIN-em.
mPay miał chrapkę na to, by jego system stał się standardem w płatnościach komórkowych.
Do współpracy udało się przekonać Plusa, Playa oraz wirtualną sieć mBank mobile. Ich klienci już mogą płacić telefonem w niemal tysiącu punktów handlowych w kraju, m.in. w McDonald's, Pizza Dominium, Sodexho, Coffee Heaven oraz w niektórych taksówkach i sklepach internetowych. Z systemu korzysta dziś 15 tys. osób.
Ale ekspansja mPaya wyhamowała - dwójka pozostałych operatorów, Era i
Orange, stanęła bowiem okoniem, uznając, że system jest zbyt skomplikowany.
Zbigniew Lazar z PTC, operatora Ery i Heyah: - Nie prowadzimy rozmów z mPay. Nas interesuje system znacznie bardziej przyjazny dla użytkownika i nad takim systemem pracujemy w gronie wszystkich polskich operatorów - zaznacza. - Będziemy pracować nad wspólnym systemem płatności opartym o technologie bezstykowe - deklaruje Wojciech Jabczyński, szef biura prasowego Grupy TP, właściciela Orange. Operatorzy skłaniają się ku metodzie płatności chipem wbudowanym w telefon. Nie wymaga to wpisywania żadnych kodów.
Operatorów rozumie Michał Macierzyński, analityk portalu Bankier.pl. - Sami użytkownicy pokazują, że taka metoda płacenia jest dla nich zbyt trudna. Czym jest 15 tys. osób wobec 8 mln użytkowników kart kredytowych?
mPay przekonywał jednak wczoraj, że zna swoje słabe punkty. I ma na nie antidotum. - We wszystkich punktach z naszym logo można już zapłacić znacznie prostszą metodą bezstykową - mówi Henryk Kułakowski, szef mPaya. - Posiadacze wybranych modeli telefonów [np. Nokii 6131
NFC] zbliżają jedynie aparat do naklejki na kasie, a następnie potwierdzają transakcję kodem PIN - wyjaśnia.
- Sprzedawcy nie muszą też instalować specjalnych czytników - wyjaśnia Kułakowski. Dodaje, że wkrótce zniknie potrzeba wcześniejszego wpłacania pieniędzy na konto w mPay - spółka prowadzi rozmowy z bankami, by płatności komórką ściągane były z rachunku bankowego lub karty kredytowej.
Technologia płacenia bezstykowego ruszy też w przyszłym tygodniu na warszawskich parkingach. Jak ma działać? Kierowca kupuje w kiosku specjalną kartę parkingową z indywidualnym kodem i nakleja ją na szybę auta. Kodu używa za każdym razem, gdy chce zapłacić za parking, dzwoniąc pod numer w systemie mPay - pierwsze połączenie telefoniczne aktywuje naliczanie opłaty, a kolejne kończy. W ten sposób płaci tylko za wykorzystany czas parkowania.
- Nie musimy szukać parkomatu ani dbać o to, by w portfelu były drobne - mówi Kułakowski.
O tym, że kierowca opłacił postój, straż miejska wie dzięki telefonom komórkowym obsługującym technologię zbliżeniową NFC - wystarczy, że strażnik zbliży komórkę do naklejki w samochodzie, a na ekranie wyświetli mu się odpowiedni komunikat.
Firma badawcza Jupiter Research szacuje, że w 2011 r. konsumenci na świecie wydadzą 22 mld dol., płacąc za zakupy czy usługi komórką.