Zestaw składa się z dwóch elementów - niewielkiego modułu, który należy wyświetlić na wizjerze oraz wyświetlacza o rozdzielczości 640 x 480 pikseli, na którym można obserwować obraz.
Nadajnik dostępny jest w wielu wersjach - dzięki czemu można go umieścić na praktycznie dowolnej lustrzance Canona, Nikona, Olympus czy Sony. Co więcej - każdy wyświetlacz może współpracować z czterema nadajnikami (obraz z nich można wyświetlać przemiennie lub na wspólnym ekranie, podzielonym na cztery części). Bateria w nadajniku wystarczy na cztery godziny, zaś w ekranie - na 10.
Pomysł jest niezły, ale mógłby być lepiej zrealizowany. Urządzenie nie pozwala np. na zdalne wykonanie zdjęcia - do tego trzeba dokupić dodatkowy (i raczej drogi) moduł. Ale i tak jest to znacznie ciekawszy pomysł niż dostępne obecnie alternatywy - czyli np. aplikacja OnOne, która pozwala oglądać obraz z cyfrówki na ekranie
iPhone'a (ale pod warunkiem, że aparat jest podłączony via USB do komputera).
Wkrótce na rynku ma się pojawić podobna przystawka do lustrzanki, która będzie w stanie wysyłać obraz do iPhone'a (a nie specjalnego, dedykowanego wyświetlacza) - to idealne rozwiązanie, bo wykorzystamy tu coś, co i tak nosimy w kieszeni. No i pewnie będzie to kosztowało znacznie mniej niż 400 USD (a takiej kwotą żąda Pro-View za opisany powyżej zestaw).
Więcej informacji:
oficjalna strona Pro-View (via
Oh Gizmo!)
Aparaty Panasonic z filmem o fotografii Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl