Technologie.gazeta.pl

Chrześcijański serwis randkowy w rękach wydawcy porno

Regina Lynn
28.05.2008 17:14
A A A Drukuj
Newsweek ostatnio wywołał burzę wśród konserwatywnych chrześcijan wskazując, że chrześcijańska strona randkowa BigChurch.com jest własnością Penthouse Media Group.
Nie była to wielka nowina dla członków BigChurch, którzy zawrócili sobie głowę sprawdzeniem pochodzenia strony. Chrześcijański serwis randkowy od lat był obsługiwany przez giganta sieci społecznościowych Various (który obsługuje takie serwisy jak AdultFriendFinder.com, Bondage.com and Penthouse.com). Penthouse Media Group kupiło BigChurch wraz z wieloma innymi niszowymi stronami społecznościowymi, kiedy w grudniu przejęło Various.

W rezultacie, Penthouse jest obecnie jedną z wielu marek w korporacji zajmującej się serwisami społecznościowymi, mówi Marc Bell, prezes Penthouse Media Group.

Niektórzy myślą o Penthouse jak o bardziej sprośnym kuzynie Playboya, chociaż w 2004 roku Penthouse zmienił właściciela i obecnie stara się być nieco bardziej lubieżny od Maxima, niż mieć nieco więcej klasy od Anal Sluts 13.

Ale, gdy gruba ryba porno taka jak Penthouse staje się jednym z wielu niszowych pism, oznacza to, że czasy się zmieniły. Ta koncentracja na serwisach społecznościowych wspiera moja teorię, że fantazja porno będzie zyskiwać dzięki fantazjom o seksie, i że pomysłowe firmy z branży dla dorosłych podążą za tymi zmieniającymi się oczekiwaniami konsumentów.

Uważam również, że fantazje seksualne, którym służą zarówno mainstreamowe strony randkowe jak i strony społecznościowe dla dorosłych, otworzą nasze portfele w sposób, w jaki nie udało się tego przez lata dokonać internetowemu porno.

Oczywiście media społecznościowe nie gwarantują seksu w większym stopniu niż porno. Ale zapewniają oczekiwanie seksu, jego możliwość, poczucie, że tobie akurat może się poszczęścić. To założenie porno manifestowane w rzeczywistości. Prawie.

Serwisy społecznościowe obiecują za każdym razem nowe doświadczenia. A darmowe porno może mieć przewagę w kontekście serwisu społecznościowego dla dorosłych. Jak w przypadku serwisu YouPorn.

Gdy klienci zaczynają ze sobą flirtować, a nawet randkować w cyberprzestrzeni, będą powracać i płacić za członkowską kartę premium, aż pojawi się rozczarowanie (dlaczego to się nie dzieje naprawdę?). Ci, którzy spotkają się osobiście pozostają członkami tak długo, jak stanowi to zabawę.

Staroświeckie porno nie może z tym konkurować. Nie dlatego, że nie lubimy już oglądać, ale ponieważ nie lubimy za to płacić - szczególnie, jeśli możemy obejrzeć te same rzeczy na stronach społecznościowych czatując z kobietami ze zdjęć.

Nie chodzi o to, że w BigChurch wcale nie chodzi o seks. Jest po prostu subtelniejsza, niż strona, która wyraźnie jest skierowana do swingersów. Zadaniem BigChurch jest łączenie ludzi, których wizje seksu są tak ściśle powiązane z wiarą i doktryną, że trudno by było im znaleźć potencjalnych partnerów w bardziej tradycyjnych okolicznościach.

Wielu ludzi identyfikujących się jako Chrześcijanie ma stosunkowo świeckie podejście do seksu przedmałżeńskiego, podczas gdy inni wierzą w czerpanie przyjemności seksualnej w małżeństwie. Niewielu w dalszym ciągu degraduje seks wyłącznie do prokreacji sądząc, że Bóg zabrania tobie (a przynajmniej jej) cieszyć się nim

Przy tej całej różnorodności, możliwe jest, że Chrześcijanie korzystają nawet bardziej z randek online, niż osoby perwersyjne, w tym sensie, że nie marnują czasu zagadując osoby, które nie podzielają konkretnych przekonań. W końcu, z wirtualną swatką, jest to wyłącznie kwestia odpowiedniego wypełnienia formularza.

To czy BigChurch przetrwa wyjście na jaw powiązania z Penthouse Media Group dopiero się okaże. Nie jestem pewna czy Penthouse ucierpiałby, gdyby BigChurch przeżył opuszczenie członków, co w rezultacie oznaczałoby śmierć chrześcijańskiej strony randkowej. BigChurch twierdzi, że ma zaledwie pół miliona członków, podczas gdy sam serwis AdultFriendFinder przyznaje się aż do 24 milionów.

Nawet sprzedaż BigChurch może okazać się teraz wyzwaniem, ponieważ URL będzie niósł ze sobą rażący ślad seksualności, chyba że ktoś, kto zdecydowałby się na kupno przeprowadziłby kampanię reklamową w stylu "ratowania BigChurch przed diabłem".

Uwzględniając, że Penthouse Media Group jest właścicielem stron FriendFinder i Spring Street Networks oraz już legendarnej Danni.com, a także kilku innych sieci z kamerkami wideo, trudno jest przypuszczać, że utrata jednego małego serwisu mogłoby mu jakoś zaszkodzić.

To korporacyjna wersja Pytania Naszego Wieku: "Co jeśli w pracy dowiedzą się moim seks blogu?" Tylko, że w tym przypadku seks zawsze wygra.

Zobacz więcej na temat:

    Podziel się

    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      0 głosów