Umowę zawarto już
w lipcu i od tego czasu jej warunki pozostały niezmienne. Teraz jednak dopiero zielone światło dały Komisja Europejska i amerykański Departament Sprawiedliwości. Za wyszukiwanie w
Yahoo! odpowiadać będzie Bing, za to
Yahoo! będzie wyłącznym podmiotem odpowiedzialnym za sprzedaż reklam - na stronach swoich oraz koncernu z Redmond.
Wyszukiwanie i reklamy Steve Ballmer entuzjastycznie podchodzi do zawartego porozumienia. "Sądzę, że razem
Microsoft i Yahoo zapewnią lepszy wybór, lepszą jakość i większe innowacje naszym klientom, jak również reklamodawcom (...)", mówił. Porozumienie zacznie fizycznie wchodzić w życie do końca 2010 roku. Co to oznacza dla nas? My, użytkownicy, nie dostrzeżemy właściwie żadnej zmiany. Wygląd stron się nie zmieni, nie zmieni się także nazwa Yahoo Search. Jednak za wyszukiwanie odpowiadać będzie silnik Binga, co oznacza, że wyniki wyszukwiania będą na obu serwisach mniej więcej takie same. Mniej więcej, ponieważ Yahoo w dalszym ciągu będzie mogło utrzymywać "swój kontent".
Rynek wyszukiwarek - czy coś się zmieni? Cóż, porozumienie zawarte przez Microsoft i Yahoo wymierzone jest w
Google, który w dalszym ciągu posiada ok. 90 proc. udziału w rynku wyszukiwarek (dane:
StatCounter). Google jest zatem bardziej atrakcyjny dla reklamodawców - właśnie tą sytuację zmienić chcą Microsoft i Yahoo. Porozumienie jednak tak czy inaczej wpłynie na sam rynek wyszukiwarek, umacniając pozycję koncernu z Redmond. Czy jednak sygnatariuszom umowy uda się wyjść z cienia Google? Jeśli tak, to z pewnością nieprędko. Chociaż
giełda zanotowała ostatnio znaczny wzrost wartości akcji zarówno Microsoftu, jak i jego partnera.
Więcej informacji na
blogu Microsoftu Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl