Na terenie Unii Europejskiej ochroną naszej prywatności - także tych jej śladów, które pozostawiamy po sobie w Internecie - zajmuje się
Grupa Robocza Artykułu 29. Jak wynika z zamieszczonych o nich informacji, ich głównym ośrodkiem zainteresowania jest "ochrona osób fizycznych w zakresie przetwarzania danych osobowych". Należą do niej przedstawiciele poszczególnych krajów, reprezentujący służby ochrony danych. W 2007 roku Grupa zwróciła się do koncernów internetowych oferujących usługi wyszukiwania o skrócenie okresu w którym przechowywane są informacje o użytkownikach. W przypadku
Google, wynosiło to wówczas nawet 24 miesiące. Oto więc krótkie zestawienie danych, które pozostają po naszym wyszukiwaniu. Pod uwagę biorę Google, ponieważ bezsprzecznie króluje w dziedzinie wyszukiwarek (90 proc. w rynku wyszukiwarek, wg danych
StatCounter), oraz Bing - gdyż wprowadził właśnie znaczne zmiany w swojej polityce prywatności.
Co zbiera po nas Google? Jak czytamy w oficjalnym oświadczeniu dotyczącym
polityki prywatności, Google kolekcjonuje te dane, które podaje sam użytkownik (na przykład informacje wprowadzone do Konta Google).
| Google | informacja |
| cookies | małe pliki, dzięki którym (między innymi) można zidentyfikować przeglądarkę użytkownika |
| zapytanie | fraza której poszukujemy |
| adres IP | na jego podstawie można ustalić lokalizację osoby |
| linki w które klikamy | w ten sposób ustalany był tzw. PageRank - matematyczna ocena strony, ustalana w skali od 1 do 10 |
Informacjami które posiada o nas wyszukiwarka (związanymi z kontem Google) można zarządzać za pośrednictwem
Google Dashboard.
Jak Google wykorzystuje i udostępnia informacje? Google podaje, że zebrane informacje wykorzystywane są następnie do rozwoju ich usług, czyli ulepszania mechanizmów wyszukiwarki. Internetowy gigant argumentuje, że przez analizę zachowań użytkowników można stwierdzić, czy otrzymane wyniki spełniły oczekiwania użytkownika, można tez dostarczać mu spersonalizowanych wyników wyszukiwania czy reklam. W praktyce wygląda to tak, że analizowane są kroki osoby wyszukującej - czy pierwszy link w wynikach wyszukiwania okazał się oferować żądane informacje, czy szukała dalej. Co należy zrobić żaby następnym razem pierwszy wynik był tym właściwym.
Prywatne informacje, na podstawie których można nas zidentyfikować, mogą zostać udostępnione osobom trzecim w kilku przypadkach. Przede wszystkim - gdy sami wyrazimy na to zgodę; następnie - w wypadku ścisłej współpracy - zewnętrznym firmom (które również przestrzegają polityki prywatności Google). Dochodzą do tego kwestie prawne (jakie miały kiedyś miejsce np.
w Holandii, zatem jeśli rząd wystąpi z uzasadnionym wnioskiem, popartym literą prawa, wówczas również podane zostaną mu żądane informacje.
Bing jak Google Z zapisów
polityki prywatności wyszukiwarki Bing dowiemy się właściwie tego samego, co w Google. Kolekcjonowane są pliki cookies, wpisywane zapytania, adres IP, konfiguracja przeglądarki. Jeśli użytkownik zalogowany był wcześniej do konta
Windows Live, dojdą związane jeszcze z tym ciasteczka. Powód przechowywania informacji jest ten sam - oferowanie lepszych wyników wyszukiwania, lub personalizowanie reklam.
Czas przechowywania informacji w wyszukiwarkach Na blogu
Microsoft on the Issues Peter Cullen poinformował właśnie, że Bing skraca czas przechowywania danych o użytkownikach z 18 do 6 miesięcy. Po upływie tego okresu skasowane zostaną adresy IP połączone z konkretnymi zapytaniami. Stało się to między innymi ze względu na wniosek Grupy Roboczej Artykułu 29. Google ze swej strony w sierpniu 2008 roku
także ogłosił, że zgromadzone informacje o użytkowniku przechowywane będą krócej niż do tej pory. Różnica polega na tym, że Google kasuje adresy IP po 9 miesiącach.
Internetowy ślad - nie tylko w wyszukiwarkach Warto zdawać sobie sprawę z tego, że każda nasza czynność w Internecie pozostawia po sobie ślady, oraz jak długo są one przechowywane. Jak podaje sam zainteresowany, czyli Google (w liście
odpowiadającym na zarzuty Grupy Roboczej Artykułu 29 o zbyt długi okres przechowywania danych), wiadomości przez nich posiadane wskazują na to, że "większość przedsiębiorstw internetowych przechowuje dane o użytkownikach znacznie dłużej niż Google - często w nieskończoność".
'Uciec od Google' Jeśli chcemy jednak maksymalnie uchronić swoją prywatność, można usuwać systematycznie pliki cookie zapisywane przez przeglądarki.
| Przeglądarka | Wskazówki |
| Internet Explorer | Narzędzia - Opcje internetowe - zakładka Ogólne - Historia przeglądania - Usuń - pliki cookie |
| Firefox | Narzędzia - Opcje - zakładka Prywatność - usuń pojedyncze ciasteczka |
| Opera | Narzędzia - Preferencje - zakładka Zaawansowane - zakładka Ciasteczka |
| Chrome | Ustawienia - Opcje - Dla zaawansowanych - Pokaż pliki cookie i uprawnienia witryn |
Komentarz Kiedyś wielką dyskusję w redakcji wywołały słowa Erika Schmidta, szefa koncernu Google, który powiedział "Jeśli robisz coś, co chciałbyś ukryć przed innymi, to może w ogóle nie powinieneś tego robić?". Stwierdzenie to opisaliśmy w tekście
Szef Google odpowiada obrońcom prywatności. Zwięźle i bez ogródek.... Jestem zdecydowaną przeciwniczką wszelkich teorii spiskowych, więc twierdzenia, że "Google nas szpieguje i wie o nas wszystko" w ogóle do mnie nie trafia. Po każdej naszej działalności w Internecie zostaje ślad. Moim zdaniem bardziej należy się martwić tym, jakie treści zamieszczamy na swoich profilach w portalach społecznościowych (co przecież z łatwością każda osoba z zewnątrz może odnaleźć) niż tym, co znajduje się w logach serwerów Google. Konia z rzędem, rękę królewny i połowę królestwa oddam za dowód, że kiedyś jakikolwiek tego typu wpis został wykorzystany przeciwko niewinnemu internaucie.
Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl