Co dokładnie się zmieniło? We wpisie wymieniono trzy najważniejsze, zdaniem
Google, modyfikacje:
1. Użytkownik ma teraz ułatwiony dostęp do opcji, dzięki której może określić, czy lista osób, których działania obserwuje oraz użytkowników, którzy obserwują jego, będzie widoczna w profilu publicznym. Odpowiednie polecenie pojawiło się na ekranie pojawiającym się podczas tworzenia konta (do tej pory trzeba go było szukać w ustawieniach).
2. Na liście osób śledzących działania użytkowników pojawił się przycisk "Blokuj" - dzięki temu można szybko usunąć wybrane osoby z listy obserwujących (jeśli pojawił się na niej ktoś, z kim nie chcemy się w ten sposób kontaktować). Do tej pory owo polecenie było "zakopane" w opcjach.
3. Wprowadzono usprawnienie interfejsu, dzięki którym użytkownik może wygodnie sprawdzić, które z obserwujących go osób - lub osób, które on śledzi - mogą pojawić się w jego profilu publicznym (ponieważ same mają taki profil).
Google nie omieszkał przy okazji pochwalić się, że w ciągu pierwszych 24 godzin dostępności serwisu Buzz skorzystały z niego "dziesiątki milionów" użytkowników, którzy zostawili w sumie ok. 9 mln wpisów i komentarzy. Co więcej - każdej minuty pojawia się ok. 200 postów wysyłanych z urządzeń mobilnych. Przedstawiciele firmy napisali też, ze wciąż dociera do nich mnóstwo uwag i wskazówek od użytkowników - jak widać po powyższych przykładach, niektóre z nich Google bierze sobie do serca.
Więcej informacji znaleźć można w
oficjalnym blogu Gmail.
O problemach z prywatnością w Google Buzz pisaliśmy już w tekście
"Google Buzz zdradza, z kim korespondujesz?", zaś o samej usłudze - w artykule
"Google Buzz - pierwsze wrażenia z zabawy".
Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl