Tak naprawdę to bardzo trudno jest uzyskać wiarygodne dane na temat skutków ataków dronów - szczególnie, że do większości z nich dochodzi w odludnych regionach, rządzonych przez lokalnych przywódców plemiennych. Pakistański rząd nie tylko nie wpuszcza tam mediów, ale także blokuje dostęp do tych terenów organizacjom takich jako np. Lekarze Bez Granic. A to oznacza, że autorzy analiz skazani są na opieranie się na doniesieniach prasy i mediów elektronicznych - które zwykle opierają się na plotkach i nieoficjalnych informacjach. Skutkuje to pojawianiem się mocno rozbieżnych szacunków dotyczących ofiar ataków "bezzałogowców".
W kwietniu tego roku serwis News of Pakistan donosił, że samoloty Predator i Reaper zabiły do tej pory
jedynie 14 rebeliantów - reszta to ofiary przypadkowe. Miesiąc temu Long War Journal donosił z kolei, że
cywilne ofiary to ok. 10% wszystkich zabitych.
Najnowszy raport New America Foundation, przygotowany przez znanego specjalistę od terroryzmu, Petera Bergena, wydaje się dość wiarygodny - wynika z niego, że prawda leży po środku.
Dyrektor CIA, Leon Panetta,
tłumaczył niedawno, że "drony są tak naprawdę jedynym skutecznym sposobem na zwalczanie przywódców Al Kaidy". Ale nowy raport nieco przeczy tej tezie - dowiadujemy się z niego, że wyżej postawieni przywódcy organizacji terrorystycznych stanowią zaledwie ułamek wszystkich ofiar latających robotów. "Z naszych analiz wynika, że od 2006 r. w 82 atakach amerykańskich dronów zginęło pomiędzy 750 a 1000 osób. W tej grupie znalazło się tylko ok.
20 przywódców Al Kaidy, talibów oraz sprzymierzonych z nimi grup - wszyscy oni zginęli po styczniu 2008 r." Reszta zabitych to szeregowi bojownicy oraz cywile.
Do tej pory najczęściej atakowanym człowiekiem był lider pakistańskich talibów,
Baitullah Mehsud - za czasów prezydenta Obamy aż 15 z 41 ataków dronów miało skończyć się właśnie jego wyeliminowaniem. Udało się to dopiero 5 sierpnia - Mehsud zginął razem z jedną ze swoich żon oraz jej ojcem.
Ujawnienie powyższych informacji sprawiło, że Jane Mayer - reporterka New Yorkera, które swego czasu ujawniła przypadku torturowania jeńców -
wzięła pod lupę cały program dronów. Mayer napisała m.in.
"Program Predator został wprowadzony w życie praktycznie bez rozgłosu - a musimy mieć świadomość, że jest to zupełnie nowa, radykalna i możliwa do wykorzystania praktycznie wszędzie metoda zabijania. A ponieważ
program nadzoruje CIA, to nie mamy żadnych informacji na temat skuteczności tego systemu - mimo iż agencja wykorzystuje go do zabijania cywilów w niestabilnym rejonie, w kraju dysponującym bronią atomową, z którym USA nie prowadzi wojny... (...) W lipcu 2001 r. USA potępiły użycie podobnej broni przez Izrael w walkach z palestyńskimi terrorystami. Wtedy CIA nie zgadzała się na zastosowanie Predatorów do celów innych niż zwiadowcze. George Tenet, szef CIA, mówił wtedy, że użycie dronów jako broni byłoby strasznym błędem..."
Wygląda na to, że teraz - siedem lat później - zabijanie ludzi za pomocą latających robotów stało się oficjalną strategią USA.
Drony polują na narkotyki Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl