Gwoli sprawiedliwości dodać trzeba, że choć błąd jest w
Windows (a dokładniej - w jądrze systemu) od bardzo dawna, to do początku bieżącego roku nikt o nim nie wiedział. Wykrył go w styczniu Tavis Ormandy, specjalista ds. bezpieczeństwa pracujący dla
Google -
Ormandy poinformował o luce i opisał sposób na wykorzystanie jej do zaatakowania komputera (tzn. do uruchomienia w systemie złośliwego kodu). Krótko później problem oficjalnie potwierdził
Microsoft.
Wiadomo, że wśród podatnych na atak wersji Windows, znalazło się wydanie 3.1 i wszystkie późniejsze - czyli m.in. NT, 95, 2000, XP, Vista oraz 7. A to znaczy, że luka istnieje już co najmniej od 17 lat (w 1992 r. na rynek trafił Windows 3.1). Problem nie dotyczy 64-bitowych wersji Windows.
Zaplanowany na jutro zestaw uaktualnień dla produktów Microsoftu będzie jednym z największych w historii - ma się składać z 13 aktualizacji zbiorczych, które usuną z Windows oraz MS
Office 26 luk w zabezpieczeniach. Koncern z Redmond tylko raz udostępnił większy pakiet - w ubiegłym roku też raz pojawiło się 13 biuletynów (z tym, że usuwały one w sumie ponad 30 błędów).
Warto przypomnieć, że Microsoft już od kilku lat pakietuje swoje poprawki i udostępnia je w każdy drugi wtorek miesiąca. Takie rozwiązanie doceniają przede wszystkim korporacyjni administratorzy - bo dzięki sztywnemu terminarzowi mogą sobie wcześniej zaplanować uaktualnienia firmowych komputerów. Politykę Microsoftu krytykują jednak niektórzy konkurenci - twierdzą oni, że poprawki powinny być udostępniane możliwie jak najszybciej, gdy tylko zostaną przygotowane i przetestowane, bez zbędnej (ich zdaniem) zwłoki.
Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl