Problem w tym, że zabójcza wiadomość tekstowa pojawiła się nie w kinie, ale w rzeczywistości. Afrykańskiej rzeczywistości.Rząd Egiptu stara się uciąć głowę plotce o morderczym SMS-ie grasującym po kraju, ale jestem pewien, że co bardziej wierzący w zabobony komórkowcy mają teraz niezłego stracha. Wystarczy wyjąć telefon z kieszeni, spojrzeć na ekran i człowiek ginie plując krwią. Właśnie w tak brutalny sposób umarł podobno jeden mężczyzna w Mallawi na południe od Kairu.
Umarł na wylew wymiotując krwią chwilę po tym jak odebrał wiadomość z nieznanego numeru - napisała w środę Egyptian Gazette.
Podobno morderczy SMS zaczyna się od (+), a kończy na (111).
Śledź temat na bieżąco na technologie.gazeta.pl Reszty z ciągu cyfr nie podajemy bo możliwe, że zabija on też przez monitory. Wolałabym by polscy Komórkomaniacy nie padali po przeczytaniu tego posta.
Czytaj więcej