Technologie.gazeta.pl

TomTom XL - test

Michał Młynarczyk
31.08.2009 15:20
A A A Drukuj
TomTom XL fot. TomTom
  • TomTom XL
  • TomTom XL
  • TomTom XL
  • TomTom XL
  • TomTom XL
  • TomTom XL
  • TomTom XL
TomTom XL poddaliśmy naprawdę solidnemu testowi. Przejechaliśmy z nim prawie 5000 km, a na naszej trasie znalazły się m.in. kraje byłej Jugosławii. Zdążyliśmy dość dobrze poznać zalety i wady TomTom XL.
Dla najbardziej oszczędnych TomTom ma model One z 3,5-calowym ekranem i podstawowymi funkcjami. Dla tych, dla których cena nie ma znaczenia jest seria Go - wraz z topowym TomTom Go 930. TomTom XL to średnia półka. Kosztuje ok. 200 zł więcej niż One, a różni się od niego wyłącznie wielkością ekranu (4,3" zamiast 3,5").

Do testów dostaliśmy najlepiej wyposażoną (kosztującą 950 zł) wersję TomTom XL z mapami 42 krajów Europy. Bardziej niż niemieckie autostrady interesowały nas kręte drogi w Górach Dynarskich. Trasa podróży wiodła (kolejno) przez Czechy, Słowację, Węgry, Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Chorwację i - z powrotem - Węgry, Słowację i Czechy.

Mocowanie (się z) TomTom XL

Uchwyt, który mocuje TomTom XL do szyby jest bardzo pomysłowo skonstruowany. Dzięki oryginalnej budowie można go łatwo odczepić, złożyć i schować - na przykład do kieszeni. W stanie złożonym zajmuje mniej miejsca niż typowa metrówka. Niestety, to jego jedyna zaleta. Tradycyjne uchwyty są znacznie wygodniejsze w obsłudze (prostsze mocowanie urządzenia), a do tego mogą być wyposażone (jak uchwyt Becker Z 204) w złącze ładowania. Zdecydowanie bardziej podobał się nam uchwyt TomTom Go 930 - również dość kompaktowy, ale jednocześnie całkiem praktyczny.

TomTom XL ma niezłej jakości ekran. Dotknięcia palcem są rejestrowane bezbłędnie, a dzięki dużym rozmiarom poszczególnych elementów interfejsu do korzystania z urządzenia nie jest niezbędny rysik. I bardzo dobrze. W większości przypadków, nie ma problemów z czytelnością. Tylko przy naprawdę mocnym słońcu ekran TomTom XL staje się bezużyteczny.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden drobiazg. Obudowa urządzenia jest wykonana wyjątkowo przyzwoicie. Plastiki mają dobrą jakość i są złożone perfekcyjnie. Nic tu nie trzeszczy, nie ma widocznych szczelin.

W Belgradzie radź sobie sam

TomTom XL bez większych trudności przeprowadził nas przez Polskę, Czechy i Słowację. Niestety, mapy TomTom nadal nie zawierają pełnych danych dotyczących ograniczeń prędkości, nawet dla tak popularnych dróg jak trasa Warszawa - Katowice. Zaufanie do informacji podawanych przez XL może kosztować nas naprawdę dużo.

To jednak drobiazg w porównaniu z tym, czego powinniśmy spodziewać się przekraczając granicę węgiersko-serbską. O tym, że opuszczamy właśnie Unię Europejską świadczy nie tylko olbrzymi korek na przejściu. Mapy TomToma pokrywają jedynie główne drogi Serbii i Bośni. Po Suboticy, Nowym Sadzie, Belgradzie, Sarajewie i Mostarze poruszamy się korzystając z tradycyjnych, papierowych planów. Dobrze, że wzięliśmy je ze sobą. TomTom XL zna drogi Szeged - Subotica - Nowy Sad - Belgrad, Belgrad - Kragujevac i Cacak - Sarajewo - Mostar, ale nie jest nawet w stanie doprowadzić nas do centrum tego ostatniego miasta - zamiast okolic słynnego mostu wskazuje miejsce na obrzeżach.

Obyś zginął na drogach Hwaru

Znacznie lepiej jest w Chorwacji. Chociaż mapy TomToma pokrywają tylko 43% dróg w tym kraju, XL bezbłędnie prowadzi do promu płynącego na wyspę Hwar. Tę część podróży kończy komunikat "wjedź na prom".

Chorwaci lubią podobno mawiać - obyś zginął na drogach Hwaru! I coś w tym jest. Wyspiarze składają lusterka, by móc minąć się na drodze, która ma nie więcej niż 4,5 m szerokości, żadnego pobocza i wije się po górskich zboczach. Odcinek 50 km pokonujemy w półtorej godziny. Szybciej się po prostu nie da. TomTom XL nie ma tu zbyt wiele do roboty - droga ciągnie się przez całą wyspę i manewry są rzadkie. Sygnał GPS od czasu do czasu ginie. Nierzadko pojawiają się błędy. XL sugeruje, że poruszamy się w powietrzu i proponuje zaskakujące manewry. W górach przydałaby się technologia EPT, która odpowiada za korygowanie odczytów satelitarnych w TomTom serii Go. Niestety, XL jej nie ma.

TomTom XL doskonale radzi sobie z wyznaczaniem trasy zawierającej przeprawy promowe. Nam zaproponował tę najlepszą, a do tego dość dokładnie podał czas trwania rejsu.

Urządzenie nie zawsze jednak radziło sobie tak dobrze. XL nie wie jeszcze, że Węgrzy już rok temu doprowadzili autostradę M7 aż do granicy z Chorwacją. Stosowanie się do instrukcji TomToma kosztowałoby nas dodatkowych kilkadziesiąt minut jazdy.

Już w Warszawie, XL nie był w stanie doprowadzić nas pod adres Odrowąża 15 twierdząc, że najniższy numer posesji przy tej ulicy to 75. Targeo (a więc internetowy odpowiednik Automapy) dysponuje znacznie pełniejszymi danymi dotyczącymi numeracji.

TomTom XL - warto?

TomTom XL słabo sprawdza się na drogach Europy Środkowej i Bałkan. Mapy tego obszaru wymagają pilnego rozszerzenia i aktualizacji. Nawet tam, gdzie TomTom obiecuje niemalże stuprocentowe (99,9%) pokrycie, zdarzają się istotne braki (patrz: węgierska autostrada M7). W miastach szwankują plany numeracyjne.

Być może, zupełnie inne wrażenia przywieźlibyśmy z podróży do Niemiec lub Francji. Tam moglibyśmy skorzystać nie tylko z dokładniejszych map, ale i z technologii IQ Routes (omijanie korków na podstawie danych historycznych) i TMC (pobierane na bieżąco komunikaty o zatorach). Tego jednak nie sprawdziliśmy.

TomTom XL ma doskonały hardware i bardzo przyzwoite oprogramowanie. Korzystanie z urządzenia jest przyjemne, a wyznaczanie nawet długich odbywa się całkiem szybko. Problemem są mapy. Płacąc 950 zł chcielibyśmy dostać nawigację, która (to opcja minimum) doprowadzi nas pod dowolny adres w Warszawie. TomTom XL nie spełnia nawet tego warunku.

Zobacz więcej na temat:

    Podziel się

    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      23 głosy

    PYTANIE Czy korzystasz z nawigacji samochodowej?

     Tak
     Nie
     Nie wiem

    Komentuj, dodawaj zdjęcia i znajomych!