Kilkanaście lat temu nawet najprostsze modele komórek kosztowały krocie. Ceny pierwszych telefonów GSM, zwykle przekraczające tysiąc złotych za sztukę, były barierą na drodze do rozwoju sieci komórkowych. Operatorzy wpadli więc na genialny pomysł - podpisując umowę (na rok lub dwa) dostawaliśmy aparaty ze sporą zniżką. Oczywiście, nic za darmo. Koszt zakupu telefonu został ukryty w comiesięcznym abonamencie.
Przyzwyczailiśmy się do komórek za złotówkę. Czy jednak nadal opłaca się korzystać z tego typu promocji? W końcu większość z nas potrzebuje telefonu tylko i wyłącznie do dzwonienia. A do tego całkiem dobrze nadaje się najprostszy aparat kupiony w supermarkecie (nawet za mniej niż 100 zł) albo urządzenie, które dostaliśmy od operatora dwa lata temu. Sprawdźmy, ile naprawdę kosztuje telefon za złotówkę.
Jak w sklepie, ale na raty Zacznijmy od wariantu minimum. Załóżmy, że w ciągu miesiąca wykonujemy 50 minut połączeń. Z tego 40 minut do sieci dużych operatorów i na numery stacjonarne oraz 10 minut do
Play. Przy takich założeniach, optymalna wydaje się być oferta prepaid. Wybierając mBank mobile zapłacimy co miesiąc 9,5 zł. W ramach promocji "Starter 19 groszy" możemy dzwonić płacąc 19 gr / min. - niezależnie od tego, do jakiej sieci wykonujemy połączenie. Co więcej, minimalna kwota konieczna do utrzymania aktywnego numeru to 5 zł raz na dwa miesiące.
Przyjmijmy jednak, że odstrasza nas perspektywa zamawiania startera przez internet. Wybieramy więc ofertę Heyah. Tutaj za minutę płacimy od 29 do 79 groszy (ta druga stawka dotyczy połączeń do Play). Miesięcznie wychodzi 19,5 zł. Co jednak, jeśli zamarzy nam się "darmowy" aparat? Na przykład taki, jak reklamowana na stronach Heyah
Nokia 5000. Nic prostszego - wystarczy podpisać umowę. By dostać wspomnianą Nokię za 1 zł, w ofercie Heyah Mix zobowiązujemy się do doładowywania konta przez dwa lata, co miesiąc kwotą co najmniej 30 zł. W tych 30 zł mieści się nasze 50 minut połączeń (mimo, że w Heyah Mix minuta kosztuje więcej niż w Heyah - 44 gr). Niewielka różnica, prawda? W skali 24 miesięcy rośnie ona jednak do ponad 250 zł. Mimo wszystko, będziemy musieli nieźle się naszukać, by kupić Nokię 5000 bez umowy za tak niską cenę.
Podwajamy liczbę minut - zamiast 50, potrzebujemy 100. Tym razem sprawdzamy abonamentową ofertę
Orange. Do wyboru są dwie opcje: Orange Abonament 55 zł z telefonem (np.
Samsung Avila) i Tylko SIM 35 zł. Dla uproszczenia zakładamy tym razem, że nie będziemy zbyt dużo dzwonić do Play. Do abonamentu z telefonem dostaniemy o jeden "prezent" (np. 180 minut połączeń z wybranym numerem w sieci) więcej. Do opcji Tylko SIM - o 20 minut co miesiąc więcej. Poza tym oferty są praktycznie identyczne. W obu przypadkach umowę podpisujemy na dwa lata. Ile kosztuje nas "darmowy"
Samsung Avila? Dokładnie 480 zł, czyli tyle, ile w sklepie internetowym.
Im więcej, tym taniej A może operatorzy bardziej premiują klientów, którzy rozmawiają więcej? Na przykład przez 200 minut miesięcznie. Sprawdźmy w Playu. Porównujemy dwa warianty - Play Pro 60 (60 zł miesięcznie) z Nokią 6600i Slide za 1 zł i One Play 65 bez telefonu. W tej drugiej opcji w ramach abonamentu w wysokości 32,5 zł dostajemy tylko 166 minut. Za pozostałe 34 płacimy według stawki 39 gr/min, co skutkuje rachunkiem na kwotę nieco ponad 45 zł. W tym przypadku, różnica (w skali dwóch lat) wynosi tylko 340 zł. By kupić wspomnianą Nokię poza siecią sprzedaży operatora musimy wydać ponad dwa razy tyle.
Zwiększmy ilość minut - do 400 - i sprawdźmy, co do zaoferowania ma Plus. Tutaj wybieramy taryfę Ważna 150 (150 zł miesięcznie) z
BlackBerry 8520 i najdroższą z Superkart (75 zł miesięcznie). Do tej drugiej dokładamy 160 minut (w abonamencie jest ich tylko 240) za 29 gr każda. Efekt: 121,4 zł co miesiąc, a więc prawie 30 zł mniej niż w Ważnej 150. W ciągu dwóch lat za naszą "jeżynkę" płacimy niecałe 700 zł. To znowu wyraźnie taniej niż w sklepach internetowych, chociaż różnica nie jest aż tak duża jak w przypadku Playa -
BlackBerry 8520 bez umowy można kupić za nieco poniżej 1000 zł.
Podsumujmy nasze obliczenia: podpisując umowę z operatorem, nawet w stosunkowo niskim abonamencie płacimy za telefon mniej-więcej tyle, ile kosztowałby on w sklepie. A im wyższy abonament, tym większa szansa, że wydamy mniej. Do tego dostajemy dwuletni, nieoprocentowany kredyt konsumpcyjny. To idealne rozwiązanie - tak przynajmniej chcieliby nam wmówić operatorzy. Jest jednak kilka, drobnych haczyków.
Haczyki i kruczki Po pierwsze, powyższe obliczenia mają sens jedynie w sytuacji, w której wymieniamy telefon co dwa lata i tylko przy założeniu, że do dzwonienia potrzebujemy komórki z megapikselowym aparatem oraz dużym wyświetlaczem. Jeśli w zupełności wystarczy nam najprostszy model z podstawowymi funkcjami, zaoszczędzimy kilkaset złotych rezygnując z oferty z dotowanym telefonem. A im więcej dzwonimy, tym więcej pieniędzy zostanie nam w kieszeni.
Po drugie, wszystkie obliczenia oparte są na stawkach z 22 lutego 2010. Podpisując umowę decydujemy się na aktualną ofertę - za połączenia będziemy płacić przez całe dwa lata według dzisiejszego cennika. Tymczasem, ceny usług w sieciach komórkowych systematycznie spadają. Wybierając wariant bez telefonu podpisujemy zwykle umowę na rok (w Play - 6 miesięcy). Po tym roku możemy zmienić taryfę na nową, tańszą.
Po trzecie, cenniki największych operatorów są skrajnie niekorzystne dla osób, które dzwonią często do abonentów sieci Play. W Orange za minutę takiego połączenia zapłacimy 75 groszy, w Erze i Plusie - 72 grosze, a więc znacznie więcej, niż za rozmowę z klientami innych operatorów. Ta różnica wynika głównie z preferencji przyznanych Play przez UKE. W skrócie: najmniejsza z sieci ma prawo pobierać za połączenia przychodzące wyższą opłatę niż pozostali operatorzy. Dysproporcja będzie jednak stopniowo zmniejszana przez regulatora, co powinno doprowadzić do zmian w cennikach "wielkiej trójki". Jednocześnie, Play rozwija się wyjątkowo dynamicznie - to właśnie do tej firmy przenoszonych jest najwięcej numerów. Może się więc okazać, że nasze rachunki telefoniczne zaczną niespodziewanie rosnąć na przykład po roku od podpisania dwuletniej umowy, mimo że wcale nie rozmawiamy więcej niż dotąd. Zostaniemy złapani w pułapkę - z jednej strony coraz częściej dzwoniąc do Play, z drugiej - nie mając możliwości zmiany taryfy.
Jeśli weźmiemy pod uwagę te trzy, "drobne" haczyki, promocje z telefonem za 1 zł i dwuletnią umową nie wyglądają już tak dobrze.