Zapowiedziany pod koniec 2007 roku Android wywołał sporo szumu, co nie dziwi biorąc pod uwagę fakt, że za projektem stał Google. Niestety, pierwszy telefon z tym systemem - HTC Dream (znany u nas jako
Era G1) pojawił się w sprzedaży niemal rok po premierze samego systemu i nie został przyjęty przesadnie gorąco. Wytykano mu toporny design, duże wymiary i ograniczoną pojemność pamięci (Android nie umożliwia instalowania aplikacji na kartach pamięci).
Przez długi czas jedynym producentem smartfonów z systemem Google było tajwańskie HTC. Jego kolejne produkty -
Magic i
Hero - odnosiły sukcesy na niektórych rynkach (ten ostatni doskonale sprzedawał się w Polsce), jednak w sumie nie były w stanie dać Androidowi popularności porównywalnej z iPhone albo BlackBerry (o Symbianie nie wspominając).
Jeśli wierzyć raportom przygotowywanym przez firmę badawczą Gartner,
pod koniec 2009 roku system Google był obecny jedynie na co trzydziestym sprzedanym smartfonie. W tym samym czasie, Apple i RIM miały razem prawie 40% rynku inteligentnych komórek. Przez rok od premiery HTC Dream Android stał w miejscu. Tak przynajmniej mówią raporty sprzedaży.
Rok ciężkiej pracy To jednak tylko połowa historii. Google nie próżnował. W ciągu 2009 roku udostępnił trzy duże aktualizacje Androida (Cupcake, Donut i Eclair), które usuwały najpoważniejsze braki systemu. Pojawiły się nowe funkcje, naprawiono stare błędy. Internetowy gigant zrobił też coś, na co nie zdecydował się nikt wcześniej - dodał do oprogramowania
bezpłatną aplikację do nawigacji, napędzając przy tym
trochę strachu firmom takim jak TomTom i Garmin.
Pod koniec zeszłego roku do HTC dołączyli kolejni producenci.
Motorola Droid (Milestone) wypełniła lukę na najwyższej półce; miejsce czekające na hipotetyczną wersję
HTC HD2 z Androidem. Z drugiej strony, w sklepach pojawiły się pierwsze, stosunkowo niedrogie, smartfony Samsunga. Wreszcie, na początku tego roku, do sprzedaży trafił
Nexus One - telefon produkowany przez HTC, ale noszący logo Google.
Przełom w Barcelonie? Prawdziwy wysyp smartfonów z Androidem przyniosły jednak dopiero targi MWC 2010. Nowe modele zaprezentowali producenci tacy jak Acer, Alcatel, Samsung i
Sony Ericsson. Czterech spośród pięciu największych dostawców telefonów komórkowych na świecie ma dziś (albo lada chwila będzie miało) w swojej ofercie smartfony z systemem Google. Wyjątkiem jest numer jeden:
Nokia. Gdy premiery z Barcelony trafią do sklepów, będziemy mieć pełen wybór androidowych urządzeń - od niedrogich modeli w rodzaju
X10 mini Sony Ericssona albo
HTC Tattoo, poprzez średnią półkę w wykonaniu HTC (
Legend), Acera (beTouch E110M) i Samsunga (Galaxy I5700), aż do świetnie wyposażonych Nexus One, HTC Bravo i Samsunga Beam.
Podczas MWC 2010 dowiedzieliśmy się też, że numer cztery (LG)
nie zamierza przygotowywać własnego systemu operacyjnego - firma chce się skupić na produktach z Windows i Androidem. Samsung, który inwestuje w nową platformę Bada, nie rezygnuje z rozwiązań Google. Co więcej,
planuje zwiększać ich udział w swoim portfolio smartfonów - przynajmniej przez najbliższe dwa lata.
Nieoczekiwany prezent od Microsoftu Warto wspomnieć też o premierze
Windows Phone 7 Series - systemu, który całkowicie zrywa z tradycjami Windows Mobile. Prasa i blogerzy bardzo dobrze przyjęli nowy produkt Microsoftu. Jest jednak grupa wiernych fanów mobilnych okienek, zawiedzionych brakiem pełnej wielozadaniowości czy znacznym ograniczeniem możliwości ingerencji w to, jak system wygląda i działa.
Przesiadka z Windows Mobile 6 na Windows Phone 7 Series oznacza konieczność całkowitej zmiany przyzwyczajeń. Użytkownik jest też odcięty od aplikacji, z których korzystał dotychczas. Paradoksalnie, znacznie mniej bolesna może okazać się zmiana na Androida - system o zdecydowanie mniej oryginalnym interfejsie i dużo większych możliwościach konfiguracji (w porównaniu z Windows Phone 7 Series). Poza tym, pierwsze smartfony z nowym oprogramowaniem Microsoftu pojawią się dopiero na gwiazdkę.
Goniąc iPhone Statystyki sprzedaży telefonów z systemem Google nie powalają na kolana, zwłaszcza, gdy porówna się je z wynikami Apple czy RIM. Według Gartnera, w trzecim kwartale 2009 roku (a więc jeszcze przed premierą Droida i Nexus One), Android miał 3,5% światowego rynku smartfonów. iPhone - 17,1%.
Jest jednak pewne "ale". System Google pojawia się w cytowanych statystykach dopiero od czterech kwartałów (a więc od premiery HTC Dream w październiku 2008). Tymczasem, iPhone ma już za sobą dziewięć kwartałów obecności na rynku. Co więcej, przez pierwsze pierwszy rok, jego wynik nie przekraczał 5,3%, by na koniec tego okresu osiągnąć wartość... 2,8%. Android jest więc mniej-więcej na tym samym etapie, na którym był iPhone w przeddzień premiery modelu 3G. Pytanie tylko, czy wysyp nowych modeli smartfonów z systemem Google spowoduje podobny skok sprzedaży, jak wprowadzenie drugiej generacji iPhone. W kolejnym (piątym) kwartale Apple miał już niemal 13% rynku.
Podczas targów MWC 2010 Google pochwalił się aktualnymi wynikami sprzedaży smartfonów z Androidem. Według prezesa firmy,
każdego dnia jest dostarczanych 60.000 urządzeń. Znaczyłoby to, że system ma już zapewnione solidne, czwarte miejsce (po Symbianie, BlackBerry i iPhone OS) z udziałem w rynku na poziomie nieco ponad 10%.
Słowa Erica Schmidta znajdują potwierdzenie w
wynikach opublikowanych przez AdMob, największego pośrednika dostarczającego reklamy do urządzeń mobilnych. Według firmy, od października do grudnia 2009, ruch w sieci generowany przez smartfony z systemem Google wzrósł niemal dwukrotnie.
Z ogłaszaniem sukcesu Androida powinniśmy jednak poczekać na raporty niezależnych firm badawczych.
AdMob jest od niedawna własnością Google.
Jeśli nie teraz, to kiedy? Android jest dziś w pełni dojrzałym systemem. Trudno wskazać jakieś istotne braki wersji 2.1 (pamiętajmy, że w pierwszej odsłonie Android nie miał m.in. kamery
wideo i klawiatury ekranowej). System jest powiązany z "żyjącym" sklep z aplikacjami (ponad 20.000 programów). Współpracuje już nie tylko z usługami Google, ale i z serwerami MS Exchange - może być więc alternatywą dla biznesu. Android jest dostępny na urządzeniach z różnych półek cenowych. Zaakceptowali go najwięksi producenci telefonów. Wydaje się, że wszystkie elementy układanki są w końcu na miejscu. W ciągu kilku najbliższych miesięcy okaże się, czy to wystarczy, by odnieść prawdziwy sukces.