Już niedługo będziemy patrzeć na świat przez "oko" komórkowego wyświetlacza. Tak przynajmniej zapowiadają twórcy aplikacji rozszerzających rzeczywistość. Ale czy ta wizja kiedykolwiek się spełni?
Nowoczesny smartfon, a na jego dużym, dotykowym ekranie obraz z kamery umieszczonej z tyłu urządzenia. Obraz wzbogacony o dodatkowe informacje - chmurki z recenzjami restauracji, strzałki pokazujące drogę do najbliższej stacji metra, wirtualne tabliczki "przyczepione" do okien mieszkań na wynajem. To kolejna warstwa rzeczywistości, nałożona na te, które widzimy gołym okiem. Bogatsza o pobierane z internetu dane. Wystarczy podnieść komórkę na wysokość wzroku, by dowiedzieć się więcej na temat miejsc wokół.
Buzzowanie na stadionie i szukanie Beatlesów w Londynie
Rzeczywistość rozszerzona to jednak nie tylko nawigacja w skali mikro. Pomysłów na wykorzystanie smartfonu z GPSem i kompasem (ten pierwszy ustala nasze położenie, a ten drugi informuje aplikację, w którą stronę patrzymy) jest więcej.
Aplikacja DishPointer (na Androida i iPhone) ułatwia prawidłowe ustawienie anteny satelitarnej - wystarczy skierować telefon na niebo, by zobaczyć ikony symbolizujące poszczególnych satelitów i sprawdzić, czy na drodze między nimi, a odbiornikiem nie ma żadnych przeszkód.
Szwedzkie studio projektowe TAT przedstawiło koncepcję rozwiązania, które miałoby zastąpić wizytówki. Na ekranie smartfonu skierowanego w stronę twarzy naszego rozmówcy zobaczymy jego dane. Nie tylko numery telefonu i adresy, ale i np. listę ostatnio odtwarzanych utworów (pobraną z last.fm). Na szczęście, użytkownik miałby pełną kontrolę nad tym, czym dzieli się z innymi.
Augmented Reality to również rozrywka. Aplikacja Layar zawiera na przykład warstwę, dzięki której spacerując po Londynie możemy odkryć miejsca związane z historią The Beatles, a nawet spotkać czwórkę z Liverpoolu przechodzącą po pasach przez Abbey Road. Dzięki rzeczywistości rozszerzonej przeniesiemy się w czasie - zobaczymy budynki, które dopiero powstają, albo takie, których już dawno nie ma.
A gdyby tak stworzyć warstwę zawierającą wiadomości z Google Buzz? Wyobraźcie sobie stadion podczas meczu pełen chmurek z buzzami. Oczywiście, widocznymi tylko na ekranie smartfonów.
Potrzeba dokładności
Niestety, na drodze do realizacji tych wizji stoi technika, a dokładniej technologia GPS. Aplikacje rzeczywistości rozszerzonej wymagają bardzo dokładnej lokalizacji. Chmurka z informacjami "przypięta" nie tam gdzie trzeba jest bezużyteczna. Tymczasem, dla współczesnych smartfonów, takich jak iPhone, typowy błąd namierzania pozycji wynosi ok. 8 metrów (a dedykowane GPSy nie są niestety wiele lepsze). W przypadku klasycznej nawigacji samochodowej taka różnica nie jest problemem - interesujące nas obiekty mają znacznie większą skalę. Rzeczywistość rozszerzona stawia jednak znacznie większe wymagania. Tutaj ośmiometrowy błąd może oznaczać zupełne rozjechanie się warstw wyświetlanych na ekranie telefonu.
Co gorsza, GPS traci na dokładności właśnie tam, gdzie aplikacje augmented reality mogłyby przydać się najbardziej - w miastach. Wysokie budynki przesłaniające niebo ograniczają możliwości lokalizacji. Programy wskazujące drogę do samochodu są bezużyteczne gdy nasze auto stoi na parkingu piętrowym albo podziemnym (GPS nie działa w pomieszczeniach).
Coraz bardziej popularne techniki wspomagania GPS (znane pod wspólną nazwą Assisted GPS, lub krócej A-GPS) muszą jeszcze się rozwinąć. Na razie, dokładność namierzania jest zbyt mała.
W oczekiwaniu na killer app
Na przeszkodzie w popularyzacji rzeczywistości rozszerzonej może jednak stanąć coś znacznie trudniejszego do modelowania niż technika - zwyczaje i konwencje; kultura. Do ludzi trzymających telefon przy uchu albo stukających w klawiaturę komórki znajdującej się na wysokości pępka zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Spacerowanie ze smartfonem przesłaniającym twarz sprawia, że wyglądamy i czujemy się co najmniej dziwnie. Boimy się zostać cyborgami. Akceptujemy komórkę przy uchu, ale już słuchawka Bluetooth jest dla wielu czymś podejrzanym. Telefon umieszczony przed nosem to ciągle za wiele. A co dopiero "skanowanie" świeżo poznanych osób za pomocą aparatu fotograficznego (jak w koncepcji TAT)? Zamiast narażać się na pytania w rodzaju "ale dlaczego robi mi Pan zdjęcie?" łatwiej będzie poprosić o tradycyjną wizytówkę.
Jednocześnie, wśród zaprezentowanych pomysłów trudno znaleźć jakiś, który miałby potencjał tzw. killer app, a więc popularnej usługi przyciągającej masy zwykłych użytkowników do korzystania z rzeczywistości rozszerzonej. W większości przypadków chodzi o wyspecjalizowane aplikacje do nawigacji pieszej - coś, co doskonale działa w oparciu o tradycyjny widok mapy. Z kolei, aplikacje, które (jak DishPointer) zyskują bardzo wiele na przeniesieniu do augmented reality, mają zdecydowanie niszowe zastosowania. Dopóki ktoś nie odkryje naprawdę trafionego zastosowania dla rzeczywistości rozszerzonej, pozostanie ona (wyjątkowo efektownym) gadżetem i przedmiotem żartów - takich jak ten:
Rzeczywistość rozszerzona to jednak trochę więcej niż kolejna warstwa wyświetlona na ekranie smartfonu. Być może przyszłość należy raczej do aplikacji poszerzających to, co słyszymy (w rodzaju RjDj) albo, jak Project Natal Microsoftu, przywiązanych do urządzeń, których używamy w domu.