425,78 zł brutto - tyle kosztowała
Nokia 1611 w promocji Ery GSM niecałe 12 lat temu. Dodatkowo, klient musiał wydać kolejne 267,5 zł na aktywację. W sumie: niecałe 693,28 zł za podstawowy model telefonu. A do tego umowa na 12 miesięcy. Kilka lat później, na przełomie wieków, nową komórkę mogliśmy mieć już za kilkadziesiąt złotych. Pod warunkiem, że zadowoliliśmy się np. Alcatelem One Touch Gum db albo Sagemem MC815 i podpisaliśmy dwuletni kontrakt z Erą lub Plusem. Rok 2001 przyniósł pierwsze telefony za złotówkę.
Od tego czasu zmieniały się promocje, nazwy operatorów (
Era i Plus zgubiły literki GSM, a Idea stała się
Orange) i technologie, spadały ceny połączeń, malały obudowy komórek. Jedna rzecz była względnie stała - podpisując umowę z operatorem mogliśmy liczyć na
telefon za 1 zł.
Wiele wskazuje jednak na to, że telekomy będą chciały w najbliższym czasie przyzwyczaić nas do nieco innych warunków promocji.
Drogie euro, kryzysowe oszczędności Rok temu za 1 euro płaciliśmy niecałe 3,4 zł. Dzisiaj - ponad 4,5 zł. Osłabienie polskiej waluty musiało wpłynąć na końcowe ceny komórek. Operatorzy zostali zmuszeni do zwiększenia wydatków na subsydiowanie telefonów.
Od początku grudnia do połowy kwietnia
niektóre modele aparatów zdrożały o prawie 20 %. Podwyżki dotknęły nawet urządzenia, które już dawno nie były nowościami. Z danych dostarczonych przez porównywarkę
Okazje.info wynika, że w ostatnich miesiącach ceny komórek ustabilizowały się. Niestety, na dość wysokim poziomie.
Drogie euro spowodowało nie tylko wzrost cen telefonów. W górę poszły też koszta budowy sieci i utrzymania salonów (zarówno za elementy infrastruktury jak i za wynajem lokali w centrach handlowych telekomy płacą w eurowalucie).
Z drugiej strony, abonenci przestraszyli się kryzysu. Wzrosło zainteresowanie najtańszymi ofertami i jednocześnie spadła średnia długość połączeń telefonicznych.
Wojna cenowa w prepaidach doprowadziła do obniżenia kosztów połączeń, co ucieszyło klientów, ale na pewno nie wpłynęło zbyt dobrze na kondycję finansową operatorów.
Subsydia stop Telekomy stanęły przed trudnym dylematem - dalej powiększać straty czy ograniczyć dopłaty do telefonów? Coraz częściej mówi się o tym drugim. W wywiadzie dla
Telepolis, prezes operatora będącego właścicielem marek Era i Heyah przyznał, że jednym ze sposobów na "kryzysowe oszczędności" w jego firmie będzie ograniczenie subsydiów. Co to oznacza w praktyce? Podpisując umowę, za 1 zł dostaniemy jeden z najprostszych modeli telefonów. Chyba, że wybierzemy znacznie wyższy abonament albo kontrakt trwający dłużej niż standardowe 24 miesiące.
Klienci Plusa, którzy zdecydują się na najniższą kwotę miesięcznego zobowiązania (25 zł) już dziś muszą wybierać między "resztkami" z promocji wyprzedażowej, a telefonami za zdecydowanie więcej niż 1 zł. Najtańsza
Nokia 1680 kosztuje 49 zł. Bez umowy kupimy ją za mniej niż 200 zł.
A to
nie jedyny przypadek, gdy podpisywanie kontraktu z operatorem, tylko po to by dostać tańszą komórkę ma ograniczony sens.
Taniej bez telefonu Operatorzy starają się pozbyć ciężaru subsydiowania na jeszcze jeden sposób. Coraz śmielej promują oferty bez telefonu. Na blogu Wojciecha Jabczyńskiego, rzecznika grupy TP czytamy:
- Lepsze telefony podrożały u wszystkich operatorów, a jeśli nawet kosztują dalej symboliczne 1 zł, to trzeba zdecydować się na wyższe zobowiązanie i dłuższą lojalkę. Co więcej nie zanosi się, aby ten trend szybko zmienił się. [...] Z drugiej strony brak konieczności subsydiowania telefonu pozwala dać atrakcyjniejsze warunki. Okazuje się, że klienci Orange coraz częściej przekonują się, że warto skorzystać z takiej oferty. Wybierających Tylko SIM liczymy już w dziesiątkach procentów, wszystkich podpisujących umowy. [...] Na koniec pozwolę sobie wysnuć hipotezę, że oferty bez telefonu będą zdobywały coraz więcej chętnych i to u wszystkich operatorów.
- Zainteresowanie ofertami bez telefonów rośnie - potwierdza Konrad Mróz z Ery - nie każdemu klientowi zależy na tym, by dostać co dwa lata nowy telefon - często ważniejsze są dodatkowe rabaty. Zwłaszcza w momencie, gdy media odmieniają słowo "kryzys" przez wszystkie przypadki.
A abonenci, którzy rezygnują z dotowanej komórki mogą liczyć na znaczne zniżki - Orange i Plus podwajają im darmowe minuty, a Era i
Play przyznają spore rabaty na abonament. Zwykle też, umowa trwa 12 zamiast 24 miesięcy.