Digital Rights Management (
DRM, czyli właśnie cyfrowe zarządzenie prawami) to sposób kontrolowania podejścia, w jaki stosowane są dane pliki; służyć może między innymi ochronie praw autorskich. Zwolennicy open-source, zrzeszeni we Free Software Foundation, rozwijają jednak skrót DRM jako Digital Restirictions Management, czyli cyfrowe zarządzanie ograniczeniami.
Nawrócić wielbicieli Apple Przedstawiciele FTF zgromadzili się wczoraj przed Centrum Sztuki w Yerba Buena w San Francisco tworząc specjalne "Apple Restriction Zones", chcąc informować zgromadzonych o prawach, jakich zrzec będą się musieli na rzecz korzystania z iPada (wcześniej organizowali protest przeciw polityce Microsoftu, pisaliśmy o tym w tekście
Siedem grzechów głównych Windows i Microsoftu). Podkreślali, że DRM na wiele sposobów ogranicza wolność osób korzystających z urządzeń Apple - nie ma na przykład legalnej możliwości instalowania oprogramowania pochodzącego ze źródeł innych niż App Store. Apple rości sobie pretensje nawet do sposobu korzystania z filmów pobranych za pośrednictwem iTunes. Koncern twierdzi, że obchodzenie narzucanych przez niego restrykcji jest niedozwolone; nawet w celach, które nie łamią praw autorskich.
Petycja FSF - aby Apple zrezygnował z DRM John Sullivan z FSF, jeden z organizatorów protestu, stwierdził "jeśli Apple faktycznie oddany jest kreatywności, wolności i indywidualnemu podejściu, to powinien to udowodnić udowodnić rezygnując z ograniczeń które sprawiają, że kreatywność i wolność stają się nielegalne". Dodał tez, że tego typu kampanie odnosiły już w przeszłości sukcesy - "Steve Jobs ugiął się pod presją i zrezygnował z DRM w muzyce" i iTunes. FSF stara się zebrać podpisy pod
petycją przeciwko DRM.
"W historii komputerów to wielki krok wstecz - prorokuje Holmes Wilson z FSF. Skoro w dalszym ciągu trzeba "mieć pozwolenie producenta" na zainstalowanie jakiejś aplikacji, to zmierzamy w kierunku cyfrowego totalitaryzmu, stwierdził.
iPad, czyli iPhone Przypomnijmy - zaprezentowany wczoraj światu tablet iPad oparty jest na systemie operacyjnym rodem z iPhone'a. Wiążą się z tym zarówno jego plusy, jak i minusy. Osoby które zakupią iPada będą miały jednocześnie dostęp do całej bazy aplikacji znajdujących się już w App Store (ok. 150 tysięcy), lecz nie będą mogły ich uruchamiać symultanicznie - tak jak ma to miejsce na smartfonie. Czy to oznacza, że właśnie pojawiło się nowe urządzenie, na którym można będzie dokonać
jailbreakingu?
Na marginesie trzeba zauważyć, że protest FSF zapewne nie odniesie żadnego skutku. Apple od lat trzyma się obranego przez siebie kierunku zarządzania aplikacjami i raczej nie zamierza zmieniać swojego podejścia. Postulaty FSF są jednak o tyle istotne, że wskazują na ograniczenia narzucane na użytkowników produktów Apple. Którym ci bez słowa się podporządkowują, lub też "łamią" swoje urządzenia.
Więcej informacji na stronach
Free Software Foundation Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl