Zintegrowanie ze swoim sklepem muzycznym wolnej od reklam usługi muzycznej LaLa (w której kolekcja muzyki przechowywana jest online i za niewielką opłatą dostarczana do urządzeń via streaming) może być najważniejszym uaktualnieniem oferty iTunes od momentu startu serwisu w 2003 r.
Warto przypomnieć, że LaLa
podpisała niedawno kontrakt z
Google, przewidujący, że w wynikach wyszukiwania będą za darmo odtwarzane piosenki. Ale
Apple podobno najbardziej jest zainteresowany programistami i inżynierami, którzy stworzyli na potrzeby LaLa "system płatności i dostarczania treści, który mógłby sprawić, że Apple zaoszczędzi miliony USD każdego roku" - tak w każdym razie twierdzi informator cytowany przez
CNET. LaLa sprzedaje klientom tzw. kredyty na piosenki w modelu pre-paid (zamiast pojedynczych utworów) - takie rozwiązanie mogłoby znacznie ograniczyć wydatki, które Apple ponosi na obsługę płatności kartami kredytowymi. Dodatkową zaletą byłoby wprowadzenie w iTunes opcji sprzedaży muzyki w postaci strumieniowej transmisji dźwięku (a nie tylko w postaci plików do pobrania).
Przejęcie LaLa pozwoliłoby również na zwiększenie dochodów z jednego użytkownika iTunes. Steve Jobs przyznał w 2007 r., że przeciętny klient iTunes kupił w serwisie zaledwie 22 piosenki. LaLa ma się pod tym względem znacznie lepiej - szef serwisu
Bill Nguyen powiedział nam w październiku, że przeciętny klient kupił w nim muzykę wartą 67 USD (zarówno w postaci plików do pobrania, jak i streamingu).
Warto dodać, że LaLa dysponuje technologią, która kopiuje listę nagrań użytkownika iTunes na serwery firmy i umożliwia mu odtwarzanie ich na dowolnym urządzeniu podłączonym do Sieci. To rozwiązanie może znacząco ułatwić Apple zmianę modelu działalności muzycznej - z oferowania muzyki do przechowywania na lokalnym dysku, do nagrań odtwarzanych z Internetu.
Ta opcja z pewnością podoba się Apple - ponieważ zarówno
iPhone, jak i
iPod Toch mają stosunkowo niewiele pamięci flash (w przeciwieństwie do starych iPodów wyposażonych w dyski twarde). Pamięć ta jest zwykle zapełniona najróżniejszymi danymi, zdjęciami, filmami, aplikacjami itp. - usługa, w której nagrania nie będą przechowywane lokalnie (i nie będą zajmowały cennej przestrzeni dyskowej) może więc liczyć na spore zainteresowanie klientów.
Co ważne, LaLa może odtwarzać ostatnie kilkaset odegranych piosenek z pamięci cache - więc z takiej usługi da się korzystać nawet jeśli użytkownik nie będzie miał w danym momencie połączenia internetowego.
Przypomnijmy, że nie jest to pierwsza usługa muzyczna, jaką przejął Apple - w 2000 r. firma przejęła odtwarzacz audio o nazwie SoundJam MP, który później przekształcony został w iTunes. Nie będzie to też pierwsza taka transakcja dla Billa Nguyena, który w 1999 r. za 800 mln USD sprzedał serwisowi Phone.com swoja firmę OneBox (to dzięki tej sprzedaży był w stanie
przez lata dopracowywać model biznesowy LaLa).
Wygląda więc na to, że w kolejnej wersji iTunes powinniśmy się spodziewać możliwości kupowania i słuchania taniej muzyki w postaci strumieniowej transmisji dźwięku. Dodajmy, że inwestorami LaLa są m.in. Bain Capital, Ignition Partners oraz Warner Music Group.
Google vs Apple - robi się ciekawie... Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl