Z informacji, do których dotarł serwis
InfoWorld, wynika, że klient chcący korzystać z takiej usługi będzie musiał dopłacić do standardowego abonamentu na usługi internetowe co najmniej 15 USD. A to oznacza, że w najtańszym wariancie za przesyłanie danych trzeba będzie płacić 45 USD (30 USD kosztuje najtańszy abonament internetowy). Klient, któremu będzie zależało zarówno na korzystaniu z Droida, jak i synchronizacji Exchange, nie będzie miał wyboru - najnowszy smartfon Motoroli będzie dostępny na razie wyłącznie w ofercie Verizon (za 200 USD przy podpisaniu umowy na dwa lata).
Zdaniem przedstawicieli Verizon, ta dodatkowa opłata jest usprawiedliwiona - według nich Droid przeznaczony jest raczej dla użytkowników indywidualnych i mało kto będzie korzystał z synchronizacji z MS Exchange (firma przypomina, że podobną opłatę pobiera również od użytkowników smartfonów
BlackBerry).
Ale wydaje się, że w przypadku BlackBerry sytuacja jest nieco inna - tam użytkownicy korzystają z biznesowego serwera BlackBerry Enterprise Systems (a nie przeznaczonego dla użytkowników indywidualnych BlackBerry
Internet System). Dlatego w przypadku tego smartfona rzeczywiście potrzebne są dodatkowe opłaty licencyjne za korzystanie z microsoftowej technologii ActiveSync. Ale Droid pracuje pod kontrolą Androida 2.0 - open-source'owego systemu, który natywnie wyposażony jest w obsługę ActiveSync. A to znaczy, że dodatkowa opłata jest nieuzasadniona...
W ogóle, cała ta sytuacja nieco kłóci się z ideą Androida - czy nie miało być tak, że darmowy, oparty na Linuksie system operacyjne dla urządzeń mobilnych miał ułatwić oszczędzenie pieniędzy (do tej pory wydawanych np. na licencje)? Wydaje się, że w przypadku Verizon jest wręcz przeciwnie...
Motorola Milestone (Droid) w Polsce - pierwsze wrażenia
Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl