Owszem, ten serwis jest przydatny i świetnie nadaje się do śledzenia rozwoju wydarzeń z zagranicy (np. z USA). I być może pewnego dnia Twitter rzeczywiście stanie się narzędziem rewolucji. Ale zdecydowaną przesadą jest nazywanie go już dziś "medium tego ruchu" (jak robi np.
Times).
Nie mamy pojęcia, jak wiele komunikatów z Twittera jest rozsyłane przez RSS-ty, strony Facebooka czy SMS-y. Nie wiemy też, jak informacje trafiają do serwisu mikroblogowanego. Ale jest sporo dowodów świadczących o tym, że najbardziej aktywni irańscy twitterzy "Zielonej Rewolucji" wcale nie są aż tak popularni. Wielu z opisywanych w zachodnich mediach irańskich użytkowników Twittera ma od 10 000 do 30 000 obserwatorów - to sporo, ale daleko im do Ashtona Kutchera (który dawno przekroczył milion). Co więcej - znaczna część tych obserwatorów pochodzi z USA - zerknijcie na @Change_for_Iran, @persiankiwi, @StopAhmadi, @persiankiwi czy @mousavi1388 - wszędzie zobaczycie amerykańskie nazwiska. Po przejrzeniu kilku pierwszych stron wyraźnie widać, że przynajmniej ok. 30% obserwatorów pochodzi z USA.
Anglojęzyczni mikroblegerzy mają, co oczywiste, anglojęzycznych obserwatorów - ale faktem jest, że Twitter wcale nie ułatwia publikowania i czytania wpisów w Farsi (w
zaawansowanym wyszukiwaniu nie możesz wybrać tego języka). Ale Nancy Scola przeszukała dokładnie Twittera i sprawdziła wszystkich użytkowników, którzy jako swoją lokalizację zadeklarowali
miejsce w promieniu 250 mil od Teheranu - okazało się, że publikuje oni tylko po hiszpański, niemiecku i angielsku.
Skontaktowałem się w tej sprawie z profesorem Babakiem Rahimi, autorem książki "
Internet & Politics in Post-revolutionary Iran", który jest teraz w Teheranie i pisze o bieżących wydarzeniach. Spytałem go m.in. o to, czy jego zdaniem zachodnia prasa przesadza pisząc o wpływie Twittera. Odpisał mi tak:
"W znacznym stopniu się zgadzam z tą opinią. Owszem, Twitter jest popularny wśród protestujących - ale nie w tym stopniu, co telefony komórkowe czy serwisy społecznościowe. Zastanawiam się tylko - i martwię - w jakim stopniu amerykańskie media próbują w świetle bieżących wydarzeń promować i chronić wykreowany przez siebie wizerunek Iranu...".
Twitter potwierdza wprowadzenie płatnych kont Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl