Dlaczego? Po pierwsze, do
wideo potrzeba kamery wideo - a
Apple już zapowiedział, że oprogramowanie
iPhone 3.0 nie wprowadzi takiej funkcji. Nie wiadomo na razie, czy kolejny model iPhone'a będzie to potrafił. Wideo rejestrują "złamane" (przy pomocy Jailbreaka) telefony Apple'a - przy okazji błyskawicznie wyczerpując baterie... Twierdzenia Burrowsa wydają się więc wątpliwe...
Po drugie, do edycji wideo trzeba naprawdę wydajnej maszyny. iPhone robi zadziwiająco dobre zdjęcia, zaś jeśli wykorzystamy zewnętrzne aplikacje do ich edycji, możemy osiągnąć naprawdę niezłe efekty. Ale to jest operowanie na jednej klatce - do wideo potrzeba o wiele więcej mocy (chyba, że mówimy o zwykłym kopiowaniu i wklejaniu fragmentów klipów). Burrows napisał, że jego informator jest przekonany, iż w kolejnym iPhonie będzie aplikacja iMovie - czyli edytor wideo z prawdziwego zdarzenia. Prawdopodobieństwo oceniamy tu na 3 (w pięciostopniowej skali).
A poza tym spójrzmy na historię i na tradycyjne podejście Apple. Od momentu pojawienia się pierwszego iPoda Apple utrzymywał wyraźny podział - firma przyjęła, że urządzenia kieszonkowe i komputery mają zupełnie różne zastosowania i zestawy funkcji i każde z nich najlepiej sprawdzi się właśnie w swojej dziedzinie. To jedna z przyczyn sukcesów iPoda - to jest nieskomplikowane urządzenie, które świetnie nadaje się do słuchania muzyki i niczego więcej. Do zarządzania kolekcją nagrań użytkownik ma iTunes. A teraz przeskoczmy do dziś - wciąż jest tak samo. iPhone co prawda robi zdjęcia, ale są przechowywane w aplikacji Photos, która jest tak naprawdę jedynie ich przeglądarką. Myślę, że program iMovie nie będzie niczym więcej - to będzie po prostu
przeglądarka i odtwarzacz waszych klipów.
Making Movies: The Next Big Thing in iPhones? [Business Week]
Śledź temat na bieżąco na
technologie.gazeta.pl