Niestety, okazało się, że wszystkie założenia, na których oparto koncept
Future Combat Systems, były błędne - Ameryka walczy obecnie z terrorystami, a nie z
wielkimi armiami. Broń stosowana najczęściej przez wroga - improwizowane ładunki odłamkowe umieszczane przy drogach - wymaga stosowania mocniejszego (a nie lżejszego, jak zakładano) pancerza. Na domiar złego próby stworzenia elektrycznych pojazdów bojowych na razie nie przyniosły zadowalających rezultatów. Co więcej, budżet projektu FCS - i tak już niemały - rozrósł się do gargantuicznych 200 mld USD. A każdy dodany do niego miliard i każde technologiczne niepowodzenie powodują, że coraz częściej słyszymy głosy, by
znacząco zreformować lub
zakończyć FCS.
Robert Gates,
sekretarz obrony, twierdzi, że nie zamierza jednak zabijać projektu - chce go jednak radykalnie zmodyfikować.
Zapowiedział właśnie, że chce zrezygnować z tworzenia wszystkich ośmiu pojazdów bojowych uznawanych za serce projektu FCS - w tym m.in. lekkiego czołgu, działa samobieżnego i transportera piechoty. "Uznałem, że jest zbyt wiele pytań bez odpowiedzi dotyczących strategii projektowania pojazdów FCS. Obawiam się też, że - nawet pomimo ewentualnych poprawek - pojazdy te nie odpowiadają potrzebom współczesnego pola walki. Zakładano, że ich niewielka waga, niskie zużycie paliwa i błyskawiczny dostęp do informacji o sytuacji zrekompensują lżejsze opancerzenie. Ale to, czego uczymy się w czasie walk w Iraku czy Afganistanie, pokazuje, że to założenie nie do końca może się sprawdzić" - mówił Gates.
Gdy sześć lat temu oficjalnie inicjowano projekt FCS generałowie postanowili zupełnie zmienić sposób zamawiania i tworzenia sprzętu. Zwykle armia kupuje na raz jeden określony typ broni czy sprzętu - jeden model czołgu, jeden typ sieci czy jeden model myśliwca. Jednak w dwóch ostatnich dekadach Pentagon wielokrotnie decydował się na zlikwidowanie jakiegoś programu rozwoju broni - generałowie zdecydowali więc, że tym razem zamiast zamawiać pakiet wielu różnych typów broni (pojazdy, roboty, pociski, sieci) złożą zamówienie na jeden kompletny, zintegrowany "produkt" - Future Combat Systems. Kontrakt na zrealizowanie tego zlecenia przyznano dwóch firmom - Boeing oraz SAIC. Tłumaczono, że dzięki temu cały sprzęt będzie sprawnie współpracował. Ale krytycy twierdzili, że połączenie wielu programów w jeden było fatalnym pomysłem - FCS stał się zbyt kompleksowy i ociężały, przez co nigdy nie będzie w stanie sprawnie działać. Dopytywano też, dlaczego rząd i armia
praktycznie nie nadzorowały działań Boeinga i SAIC?
Gates zgodził się z krytykami: "Niepokoją mnie warunki aktualnych kontraktów - w szczególności bardzo nieatrakcyjna dla nas struktura kosztów, która sprawia, że rządowi trudno jest wymagać od zleceniobiorców efektywności. Ponieważ koszt projektów związanych z pojazdami bojowymi szacowany jest obecnie na 87 mld USD, to uważam, że powinniśmy upewnić się, że strategia, cele, wymagania i technologię spełniają nasze oczekiwania - zanim ruszymy z projektem w kolejną fazę".
Niektóre elementy FCS na pewno będą kontynuowane. Zbudowane w ramach projektu niewielkie roboty naziemne i latające niedługo zostaną dostarczone wojsku. Ale jeśli Gates zrealizuje swoje zamiary, to oryginalny FCS przestanie istnieć. Nasz informator z Kapitolu komentuje: "Generałowie chcieli, by projekt stał się tak wielki, że nie będzie w stanie upaść. Wygląda na to, że ta sztuka im się nie udała".