Technologie.gazeta.pl
Polecamy filmy

Piraci atakują sklep Apple'a

Brian X. Chen
02.04.2009 19:00
A A A Drukuj
Fot. GreggFuller/cc-by-20/Wired
App Store Apple'a stał się ostatnio wyjątkowo atrakcyjnym celem dla piratów. Do tej pory zdołali oni złamać zabezpieczenia ok. 20 proc. dostępnych w nim płatnych aplikacji dla iPhone'a - dzięki temu można pobierać i instalować je bez żadnych opłat.
App Store oferuje obecnie ok. 25 tys. płatnych programów - firma Medialets szacuje, że już ok. 5 tys. z nich została zcrackowanych. Analitycy twierdzą też, że w niektórych przypadkach stosunek wykorzystywanych przez użytkowników pirackich i legalnych kopii danej aplikacji wynosi nawet 100:1 (tzn. na jeden uczciwie kupiony program przypada 100 pirackich kopii).

"Dla developerów to jest realny, bardzo poważny problem - Apple oraz społeczność muszą go szybko rozwiązać" - mówi Eric Litman, szef Medialets (firma zajmuje się monitorowaniem rynku aplikacji dla iPhone'a).

To, jak bardzo problem piractwa szkodzi App Store, nie jest na razie jasne - niezbędna jest debata w tej sprawie. Bo przecież Apple tradycyjnie nie puszcza pary z ust - firma nie podaje żadnych statystyk i nie odpowiedziała na żadną z naszych kilku próśb o komentarz.

Faktem jest, że piractwo oprogramowania jest obecnie poważnym problemem - wystarczy chwilę poszukać w Google, by bez problemu pobrać nielegalne kopie najdroższych nawet programów czy systemów. Z raportu organizacji Business Software Alliance opublikowanego w ubiegłym roku wynika, że negatywny wpływ piractwa na gospodarkę szacowany jest na setki miliardów USD strat. BSA twierdzi, że gdyby tylko w USA udało się w ciągu czterech lat obniżać tzw. współczynnik piractwa o 10% rocznie, to przełożyłoby się to na ok. 41 mld USD zysków producentów oprogramowania.

Nic więc dziwnego, że w końcu piraci zainteresowali się również App Store. Pirackie wersje aplikacji dla iPhone'a pojawiają się w różnych miejscach. Jest np. 5,4-gigabajtowy plik (można go pobrać z BitTorrenta) o nazwie X-Mas iBrain Pack, zawierający w sumie 808 "złamanych" aplikacji dla iPhone'a.

Istnieją też dziesiątki stron WWW, oferujących pirackie programy rodem z App Store - np. Appulo.us, z której obecnie można pobrać ponad 3,2 tys. programów. Właśnie wystartował też serwis The Monkeys Ball. Jego zasoby są niewielkie - na razie jest tam tylko 81 programów, ale ciekawostką jest fakt, że właściciel strony twierdzi, iż oferuje demonstracyjne wersji aplikacji dla iPhone'a. Użytkownicy mogą je pobrać i wypróbować - a potem powinni legalnie kupić z App Store. "Chcemy, żeby użytkownicy traktowali nas jak dostawców wersji demo - skoro Apple ich nie oferuje. To wina firmy, że ludzie nie są w stanie sprawdzić towaru przed zakupem" - tłumaczy Omar, jeden z twórców strony.

Kai Yu, szef firmy BeeJive, mówi, że niedawno na serwerze firmy (oferującej komunikator dla iPhone'a) zainstalowano specjalne oprogramowanie monitorujące. Dzięki niemu na jaw wyszło, że ok. 60% ruchu na serwerze generują użytkownicy pirackich wersji BeeJive (aplikacja kosztuje 16 USD). "Sądzimy, że proceder nielegalnego dystrybuowania i wykorzystywania aplikacji z App Store jest znacznie bardziej rozpowszechniony, niż sądzi większość użytkowników" - mówi Yu.

Apple nie stosuje w App Store żadnych zabezpieczeń antypirackich - dlatego pracownicy BeeJive musieli sami zająć się walką z piractwem. Teraz, gdy użytkownik nielegalnej wersji aplikacji próbuje się zalogować do serwera, wyświetlany jest mu fragment serialu Office Space poświęcony złodziejom.

Warto jednak zauważyć, że nie wszyscy developerzy uważają iPhone'owe piractwo za problem. Brian Greenstone, właściciel Pangea Software, mówi, że przez pierwszy tydzień po wprowadzeniu do App Store gry Enigmo monitorował, ilu użytkowników pobiera pirackie kopie. Okazało się, że przez pierwsze siedem dni stanowili oni zaledwie 5% wszystkich nabywców aplikacji. W kolejnym tygodniu ich liczba jeszcze się zmniejszyła - prawie do 0.

"Piraci zawsze poradzą sobie z zabezpieczeniami. To tylko kwestia czasy. Oczywiście, możemy próbować z nimi walczyć, ale skoro prawie nikt nie korzysta z pirackich kopii naszych produktów, to po prostu nie ma sensu tego robić. Szkoda zachodu" - mówi Greenstone.

Wtóruje mu Steve Demeter, autor popularnej gry Trism - w jego przypadku liczba nielegalnych użytkowników aplikacji również jest znikoma (i to mimo tego, że Trism był jednym z pierwszych "złamanych" programów na iPhone'a). "Gdy mój program po raz pierwszy pojawił się na Pirate Bay, nie bardzo wiedziałem, czy się stresować, czy cieszyć" - mówi Demeter.

Trism doskonale sprzedawał się przez pierwsze dwa tygodnie po premierze, później sprzedaż zaczęła wyraźnie spadać. Ale w końcu ustabilizowała się i teraz Demeter niespecjalnie przejmuje się piratami (warto dodać, że developer zarobił w pierwszych dwóch miesiącach dostępności Trism ok. 250 tys. USD).

Kai You sądzi, że Apple jest świadomy problemu i już pracuje nad jakimś rozwiązaniem. "Mamy nadzieję, że to, co obserwujemy teraz, to tylko tan przejściowy, związany z tym, że App Store tak naprawdę jest wciąż nowością. To taki Dziki Zachód" - mówi szef BeeJive.

Śledź temat na bieżąco na technologie.gazeta.pl

Zobacz więcej na temat:

    Podziel się

    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      0 głosów