Serwis 148Apps donosi, że magiczna granica 30 tys. aplikacji została przekroczona w czwartek o 1 po południu (czasu pacyficznego). Tempo wzrostu liczby programów jest imponujące - dość powiedzieć, że
dziesięciotysięczna aplikacja pojawiła się w App Store w.... grudniu ubiegłego roku (gdy serwis startował - w lipcu 2008 - programów było zaledwie 500).
Problem w tym, że im bardziej zatłoczony robi się App Store, tym trudniej pracownikom
Apple'a zadowolić wszystkich developerów.
Philip Elmer-DeWitt z Fortune'a przygotował listę najpoważniejszych problemów, zauważonych przez autorów aplikacji dystrybuowanych via serwis Apple'a:
1. Opóźnienia w zatwierdzaniu aplikacji do sprzedaży przez App Store. W niektórych przypadkach developerzy
nie dostają żadnej decyzji - ani pozytywnej, ani odmownej.
2.
Opóźnienia w wypłacaniu pieniędzy za programy. Apple wielokrotnie spóźniał się z płatnościami - często naruszając swój własny regulamin (który przewiduje, że developer dostanie pieniądze najpóźniej po 45 dniach).
3. Dziwne zasady zwracania produktu, które teoretycznie mogą doprowadzić developera do bankructwa. Tak jest - Apple nakazuje developerom zwrócenie 100 proc. kosztów aplikacji, jeśli klient zażąda tego w ciągu 90 dni od zakupu. Problem w tym, że developer musi oddać więcej, niż dostał od klienta (bo Apple zainkasował 30 proc. bezzwrotnej prowizji za sprzedaż).
4. Pirackie wersje aplikacji z App Store były dostępna praktycznie od momentu uruchomienia serwisu - ale developerzy
coraz częściej narzekają, że Apple nic nie robi z tym problemem.
Autorzy aplikacji krytykują Apple, ale to najwyraźniej za mało, by negatywnie wpłynąć na niesamowity wzrost popularności App Store. Zresztą, czym są te problemy wobec faktu, że sklep Apple'a daje
możliwość zarobienia na jednej aplikacji nawet 600 tys. USD?
Śledź temat na bieżąco na
technologie.gazeta.pl