Nie, iMo nie jest oficjalnym produktem
Apple. I mimo, że na stronie projektu wyczytacie coś zupełnie innego, nie jest to także "w 100 proc. automatyczny, zrobotyzowany samochód, którego premiera zaplanowana jest na 2024 r". iMo to efekt pracy Anthony'ego Jannarelly - studenta wydziału projektowania samochodów Coventry University. To projekt, który sprawia, że sami chcielibyśmy studiować projektowanie aut.
Niewielki dwukołowiec jest zautomatyzowany - gdy jest niepotrzebny, przebywa w pozycji iPark. Jeśli zaś chodzi o prowadzenie to auto może prowadzić się samo; mamy tu także holograficzny interfejs użytkownika, w którym do sterowania pojazdem lub planowania podróży wykorzystywane są gesty dłoni. Potrzebujesz więcej przestrzeni? Żaden problem. Wystarczy odpowiednio ukształtować miękką obudowę, która dopasowuje się do potrzeb użytkownika. Najlepsze w tym pomyśle jest jednak to, że to auto działa. Jannarelly tłumaczy, że w swoim koncepcie wykorzystał jedynie technologie, które są dostępne już dziś.
Zmieniający kształt automatyczny samochód? Coś takiego na pewno kupimy. nawet gdyby trzeba było czekać do 2058 r.
Jannarelly wyjaśnia, że koncept iMo "oparty jest na filozofii Apple. Chodzi o zastosowanie procesu eliminacji i stworzenie czegoś prostego i eleganckiego z wykorzystaniem najnowszych technologii". Projekt studenta bardzo nam się podoba. Boimy się jednak, że Jannarelly szybko zapozna się z inną filozofią Apple: zasadą zdecydowanego eliminowania z rynku wszystkiego, co ma logo Apple, a nie wyszło z biur projektowych w Cupertino.
Niezależnie od apple'owego wpływu, najciekawsze w iMo jest to, że można by go złożyć już dziś z elementów dostępnych w 2008 r. "Wszystkie funkcje, w które wyposażone jest to urządzenie, oparte są na istniejących już technologiach. Chciałem po prostu przewidzieć, jak będą one ewoluowały do roku 2024" - tłumaczy autor.
Dwukołowy napęd ze stabilizacją żyroskopową znany jest z Segway'a. General Motors, Volkswagen i kilka innych firm pracują już nad samochodami, które będą same się prowadzić, powstają już również (w laboratoriach koncernów samochodowych oraz uniwersytetów) systemy sterowania autem za pomocą gestów. Nawet idea zmiennokształtnego samochodu nie jest aż tak odległa, jak mogłoby się wydawać. Nad takim projektem pracował już koncern BMW. Koncept GINA jest na razie dość prymitywny, ale przecież Jannarelly podkreśla, że chciał przewidzieć drogę ewolucji tych technologii. "W ciągu 50 lat kształty poszczególnych części, takich jak koła czy siedzenia będą ewoluowały w stronę tych, które ma iMo" - tłumaczy.
Jesteśmy pewni, że wielu czytelnikom niespecjalnie podoba się pomysł przekazania kontroli nad autem dwukołowemu urządzeniu, które przypomina nieco komputer iMac G3, ale Jannarelly twierdzi, że iMo uczyni podróżowanie tak wydajnym, że prawdziwi automaniacy będą mieli więcej czasu (i benzyny) na szaleństwa na drodze czy torze wyścigowym. "Powinniśmy tak projektować pojazdy tego typu, aby stały się w końcu oszczędnymi samochodami naszych marzeń. iMo został zaprojektowany z myślą o ciasnych, pełnych aut centrów miast. Gdy maniacy prędkości zobaczą, jak wygodnie i efektywnie mogą podróżować w mieście, zrozumieją, że dzięki iMo zyskają więcej wolnego czasu na cieszenie się swoim Dodge'm Challengerem" - tłumaczy autor projektu.
Kupujemy ten argument. A poza tym podoba nam się pomysł samochodu, który sam zawiezie nas do domu po popijawie na mieście.