Technologie.gazeta.pl

Ochrona lotniska ostrzelała notebooka. Dysk przetrwał...

Charlie Sorrel
27.12.2009 06:52
A A A Drukuj
Fot. Lily Sussman Fot. Lily Sussman
Amerykanka Lily Sussman wybrała się ostatnio na wakacje do Izraela - zamierzała odwiedzić rodzinę, obejrzeć zabytki i wypocząć. Niestety, po drodze zetknęła się z ochroną lotniska - a ta, jak się okazało, traktowała swoje obowiązki bardzo poważnie...
Na lotnisku Sussman została zabrana na przesłuchanie - w tym czasie urzędnicy przeglądali też jej dziennik i sprawdzali zdjęcia w aparacie cyfrowym (mamy sugestię: w czasie wizyty w Izraelu raczej nie fotografujcie graffiti przedstawiającego gwiazdę Davida ze słowem "fuck"). Później na pewien czas zostawioną ją samą... W pewnym momencie Amerykanka usłyszała komunikat ogłoszony w głównym terminalu - coś w stylu "Prosimy się nie przejmować strzałami, które padną za chwilę. Ochrona musi wysadzić podejrzany pakunek znaleziony w bagażu jednego z pasażerów".

Później okazało się, że nikt niczego nie wysadził - zamiast tego do MacBooka Amerykanki oddano trzy strzały. Później ochroniarze po prostu... oddali jej dziurawy komputer i pożegnali się. Co ciekawe, wcześniej nikt nawet nie pytał kobiety o hasło.

Mimo poważnych uszkodzeń wszystkie dane ocalały - dysk nie został trafiony i dane dało się odzyskać. Komputer się też nie rozpadł - po prostu ma teraz trzy spore przestrzeliny. Gdyby jakimś cudem działał (bo nie działa), to były najlepiej zmoddowany MacBook na świecie...

Jaki jest morał z tej opowieści? Cóż - róbcie zawsze kopie zapasowe danych z komputera. Nigdy nie wiadomo kto i kiedy zechce go ostrzelać.

Blog Lily Sussman.

Czytaj więcej na technologie.gazeta.pl

Zobacz więcej na temat:

    Podziel się

    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      6 głosów