Technologie.gazeta.pl

"Wolność w Internecie" wg USA - dziś oficjalne stanowisko w sprawie ataku na Google

Joanna Sosnowska
21.01.2010 12:25
A A A Drukuj
Chińska flaga Chińska flaga
Zaraz po poinformowaniu przez Google, że ich infrastruktura została złamana przez ataki cyberprzestępców pochodzących najprawdopodobniej z Chin ogłoszono, że 21 stycznia Hilary Clinton oznajmi nową inicjatywę polityczną, zatytułowaną "Wolność w Internecie". Dzisiaj zatem odbędzie się konferencja, na której amerykańska sekretarz stanu po raz pierwszy obwieści oficjalne stanowisko USA w tej sprawie. Czego możemy spodziewać się po oświadczeniu?
12 stycznia, czyli w ubiegły wtorek, Google podał do wiadomości, że w grudniu dokonano serii włamań do jego infrastruktury - chodziło przede wszystkim o konta pocztowe. Jako winowajców wskazywano osoby pochodzące z terenu Chin, spekulowano nawet o udziale Pekinu, ponieważ usiłowano włamać się na konta Gmail chińskich opozycjonistów oraz zachodnich dziennikarzy przebywających w Państwie Środka. Następnego dnia po tych doniesieniach amerykańska sekretarz stanu Hilary Clinton spotkała się z szefami najważniejszych firm z dziedziny IT - Google, Twittera, Microsoftu czy Cisco Systems. Asystent Clinton oznajmił następnie, że 21 stycznia odbędzie się jej wystąpienie, zatytułowane "Wolność w Internecie". Technologie będą uczestniczyć w wideo konferencji z tego wydarzenia, oraz relacjonować na bieżąco jego przebieg.

Atak na Google - krok po kroku

Włamanie na konta pocztowe użytkowników Gmaila rozsierdziło Google; firma oświadczyła, że nie będzie już więcej przyczyniać się do cenzury chińskiego Internetu, a nawet może całkowicie wycofać się z chińskiego rynku. To jedyne oficjalne wypowiedzi Google w tej sprawie. Nie zostało wyjaśnione, czy koncern podejrzewa o współudział władze w Pekinie (pojawiły się jednak takie supozycje). Na marginesie warto wspomnieć, że - jak podaje Wall Street Journal - Google wykupił jedno z bardziej atrakcyjnych miejsc reklamowych i podczas zapytań związanych z koncernem z Mountain View i Chinami, wyświetla link prowadzący do wpisu na blogu w którym opisane jest nowe podejście do Chin.

Sam atak z kolei został przeprowadzony najprawdopodobniej za pomocą kilku środków - konia trojańskiego, luk w Internet Explorerze oraz Adobe Readerze; niewykluczony jest także udział pracownika chińskiego oddziału Google. W konsekwencji rządy Francji oraz Niemiec zaapelowały do swoich obywateli, by "przesiedli się" z przeglądarki Microsoftu na inny produkt. Wydawać się to może zwykłym ruchem w trosce o dobro użytkowników; nie sposób jednak zignorować faktu, że to apel rządów dwóch bardziej istotnych państw Unii Europejskiej. Ostrzeżenie władz, nie firm zajmujących się kwestiami bezpieczeństwa, które co jakiś czas publikują nowy, "mrożący krew w żyłach" raport.

Atak na Google - polityka

W swoją pierwszą zagraniczną wizytę Hilary Clinton udała się właśnie do Chin. Gest dobrej woli, ukłon w stronę państwa, którego znaczenia na światowej arenie nie można niedoceniać. Zapowiadała wówczas, że z przedstawicielami rządu Państwa Środka rozmawiać będą "na tematy które dzielą - prawa człowieka, Tybet, wolność wyznania czy wolność słowa". Gdy ujawniono jednak falę ataków na Google, oraz ok. 30 innych amerykańskich przedsiębiorstw, Ameryka zażądała wyjaśnień. Clinton stwierdziła, że zaistniała sytuacja budzi wiele "pytań oraz wątpliwości" dodając jednocześnie, że "możliwość działania bez przeszkód w cyberprzestrzeni ma zasadnicze znaczenie". Podczas konferencji, dowiemy się jak duże. Zastanawia mnie jednak fakt, że władze Stanów Zjednoczonych nie były tak bardzo zaniepokojone, gdy mowa była o chińskich atakach na amerykański Departament Obrony. Teraz natomiast, gdy ofiarą ataku padły amerykańskie przedsiębiorstwa, organizowana jest międzynarodowa konferencja...

Atak na Google - suwerenność

Ameryka zareagowała na doniesienia o ataku natychmiast. Z dzisiejszego oświadczenia możemy dowiedzieć się zapewne iż USA występuje w obronie swoich obywateli i sprzeciwia się wykorzystywaniu wolnego medium, jakim jest Internet. Pogwałcono bowiem zarówno prywatność obywateli amerykańskich (dziennikarzy "stacjonujących" w Chinach) jak również suwerenność ponad 30 amerykańskich przedsiębiorstw. Na szwank wystawione zostały prywatne dane użytkowników; a o niebezpieczeństwach związanych z kradzieżą danych pisaliśmy już nie raz.

Atak na Google - konsekwencje

W całej sprawie istotne jest to, że głos zabiera sekretarz stanu USA. Nie przedstawiciel jednej z firm, które czują się pokrzywdzone. Nie zbiorowość użytkowników. Głos zabiera Państwo. Google to koncern prywatny, lecz wciąż amerykański. Podobnie jak Microsoft, którego produkt skrytykowały rządy Niemiec i Francji. Rządy, nie prywatne przedsiębiorstwa. Tym samym sprawa wykroczyła poza obręb gospodarczo - społeczny, zyskując kontekst polityczny. Stany Zjednoczone, usilnie usiłujące pełnić rolę "naczelnego dyplomaty świata", korzystają z każdego pretekstu by wystąpić przeciw niewygodnemu podmiotowi, kreując się na naczelnego obrońcę praw człowieka, "prawa do życia, wolności i dążenia do szczęścia". Mam nieodparte wrażenie, że pod płaszczykiem ochrony samej istoty Internetu - z założenia bez barier, wolnego, nieskrępowanego - załatwiane są porachunki polityczne.

Komentarz

Z jednej strony mamy zatem użytkowników - nas, nasze konta na Gmailu, na które ktoś usiłował się wkraść. Do tego pozostaje kwestia chińskich opozycjonistów, w których to najprawdopodobniej wymierzona była cała akcja. Z drugiej strony - państwa, które wydają "zarządzenia", "apele" i "oświadczenia w sprawie". Ameryka (po raz kolejny) wykazuje się podziwu godnym patriotyzmem, stając gorąco w obronie swoich korporacji. Tylko czy nie powinno to zostać załatwione na gruncie pozapaństwowym?

Specjaliści ds. bezpieczeństwa zauważyli jakiś czas temu, że działania poszczególnych państw w Internecie bardziej przypominają wirtualny wyścig zbrojeń, niż podchody "zwykłych kryminalistów". Do tej pory byłam sceptyczna i usiłowałam nie dać się porwać gorączce spekulacji, podejrzeń i przypuszczeń. Gdy jednak tak wiele decyzji w tej sprawie podejmowanych jest "odgórnie", nie sposób się nie zastanowić. Dziś dowiemy się dokładnie, co do powiedzenia o "Wolności w Internecie" mają Stany Zjednoczone i w jakim kierunku potoczą się dalsze działania.

Konferencja "Wolność w Internecie" rozpoczyna się o 15. Relację z tego wydarzenia zdawać będziemy na bieżąco.

"Chińska robota" w Google - takiego ataku jeszcze nie było?

Czytaj więcej na technologie.gazeta.pl

Zobacz więcej na temat:

    Podziel się

    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      7 głosów

    PYTANIE Czy grozi nam globalna cyberwojna?

     Tak, już się zaczęła
     Tak, jest to bardzo prawdopodobne
     Nie wiem
     Nie, to podejrzenia spiskowców
     Że jaka wojna??

    Komentuj, dodawaj zdjęcia i znajomych!