Z doniesień serwisu USAToday.com wynika, że okradanie internetowych kont stało się ostatnio w USA prawdziwą plagą - przestępcy wykorzystują fakt, że większość pracowników małych i średnich firm ma dość mierne pojęcie o bezpieczeństwie i bez namysłu instalują oni w komputerze wszelkie podesłane im (np. e-mailem) oprogramowanie. Problem w tym, że w niewielkich firmach z jednego komputera korzysta zwykle wielu użytkowników - i często zdarza się, że jeden z nich nieświadomie instaluje w nim złośliwe oprogramowanie, a inny korzysta później z serwisu transakcyjnego e-banku. To idealna okazja dla cyberprzestępców, którzy dzięki najróżniejszym trojanom i keyloggerom mogą bez większych problemów wykradać dane niezbędne do zalogowania się do e-banków (a potem "czyścić" firmowe konta).
Dlatego też FBI i ABA zalecają właścicielom niewielkich firm, by stosowali dodatkowe środki ostrożności - jednym z sugerowanych rozwiązań jest wybranie jednego komputera, który służył będzie wyłącznie do korzystania z e-bankowości. Dzięki temu zminimalizowane ma zostać niebezpieczeństwo przypadkowego zainstalowania w nim złośliwego oprogramowania (o ile, rzecz jasna, taka maszyna będzie wyposażona w odpowiednie oprogramowanie zabezpieczające - m.in. antywirusa oraz
firewall).
Przedstawiciele ABA podkreślają, że właściciele firmowych kont w przypadku uzyskania przez przestępców dostępu do konta zwykle ponoszą większe straty niż klienci indywidualni (którzy są chronieni w takiej sytuacji przed odpowiednie przepisy prawa federalnego). Klienci indywidualni zwykle są w stanie uzyskać zwrot środków ukradzionych z konta (o ile odpowiednio wcześnie poinformują bank, że ktoś mógł przejąć ich dane). Klienci biznesowi mają z tym dużo większe problemy, więc ewentualny atak przestępców jest dla nich dużo groźniejszy.
Więcej informacji:
USAToday.com.
Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl