Dawne nadzieje Któż by ich nie chciał mieć - legendarnie szybkie, bezszelestne i .. cholernie drogie - dyski SSD. Dlatego ciśnienie nam się podniosło gdy usłyszeliśmy w zeszłym roku o serii V renomowanej firmy
Kingston - kosztowały mniej więcej o połowę taniej niż dyski konkurencji (o modelach tańszych pomilczmy, chyba że ktoś z Was zna tańsze cacko, o którym warto wspomnieć).
Nastroje równie szybko nam opadły, gdy spojrzeliśmy na szybkości odczytu i zapisu - również mniej więcej o połowę niższe niż u konkurencji. I mimo wszystkich zalet dysku SSD, jakoś żal nam było na myśl, o wydawaniu na dysk 128 GB równowartości klasycznego dysku 2 TB o porównywalnych prędkościach odczytu i zapisu. Do tego seria V jest obsługiwana przez chip JMicron, który ma dosyć kiepską reputację (przy zbyt dużej liczbie operacji dyskowych, dostawał czkawki).
Nowa seria Przed wiosną Kingston wypuszcza nową serię, V+, o bardzo przyzwoitych parametrach: 230 MB/s odczyt, 180 MB/s zapis. I choć cenowo plasuje się na poziomie konkurentów (za najmniejszy dysk z serii o pojemności 64GB przyjdzie nam zapłacić około 750 PLN) to oprócz przyzwoitych parametrów, nowego chipa Samsunga kontrolującego pracę układu, Kingston dodał do swoich dysków SSD magiczną funkcję TRIM. W skrócie: mówi ona dyskowi, które części dysku nie są używane (serio, dotychczas dużo dysków nie wiedziało o tym, czy dane w jakimś rejonie dysku są potrzebne, czy nie - powodowało to problemy z wydajnością, gdy każdy fragment dysku został zapisany przynajmniej raz). By ją wykorzystać, potrzebny nam będzie
Windows 7 lub
Linux.
Na starcie rewolucji cenowej nie widać. Poczekajmy jednak, aż ceny zaczną spadać po premierze. Kolejny ruch po stronie konkurencji. Być może seriia V++ (o ile taka powstanie), będzie w końcu połączeniem przyzwoitych parametrów wprzyzwoitej ceny.