Technologie.gazeta.pl

Apple, Google, Microsoft i Nokia - w szklanej kuli

Michał Młynarczyk
08.02.2010 15:06
A A A Drukuj
Patentowy wpływ Jobsa na Apple fot. Wired News
Co zdarzy się w ciągu najbliższych kilku lat w świecie nowych technologii? Puśćmy wodze fantazji!
W ciągu ostatnich kilku lat działo się bardzo wiele. Smartfony przestały być zabawkami dla geeków, a zwykli użytkownicy zaczęli korzystać z mobilnego internetu. Niesamowita popularność odtwarzaczy MP3 (samych iPodów wyprodukowano ponad 250 milionów) zadała cios sprzedaży tradycyjnych płyt CD. Muzykę ściągamy z sieci - legalnie lub nie - co ogranicza zyski wytwórni muzycznych (online kupowane są raczej pojedyncze utwory niż całe albumy) popychając je do sięgania głębiej do kieszeni artystów. Następne w kolejce są e-książki, które, dzięki niepozornemu gadżetowi, w największej internetowej księgarni świata sprzedają się lepiej niż wydania tradycyjne. Kto wie, co zmieni nowa generacja tabletów z iPadem na czele.

Ale to dopiero początek. Zajrzeliśmy do szklanej kuli i zobaczyliśmy w niej kilka, możliwych scenariuszy najbliższej przyszłości. Który z nich ma szanse się spełnić? Może żaden, a może wszystkie.

Apple w telewizorze i w samochodzie

Jobs to Midas świata IT. Czego się nie dotknie, zamienia w złoto. Dobra passa szefa Apple trwa od ponad dziesięciu lat. Najpierw uratował Apple - producenta komputerów. Potem zamienił firmę w jednego z najbardziej dochodowych wytwórców odtwarzaczy MP3 i telefonów komórkowych. Nie tracąc tempa zrobił kolejny zwrot. Dziś Apple to również pośrednik sprzedający 1/4 muzyki kupowanej w USA i prawie 100% aplikacji dostępnych na smartfony. Najnowsza "zabawka" Jobsa, iPad, ma pomóc mu zawładnąć rynkiem elektronicznych książek.

Co będzie dalej? Telewizor. To ostatni, nieskolonizowany przez Apple ekran. Oczywiście, przystawka Apple TV jest dostępna nie od dziś. Ciągle jednak pozostaje swego rodzaju eksperymentem - pod względem popularności nie może równać się z iPodem, iPhone ani nawet z komputerami Mac. W szklanej kuli widzimy następcę tego urządzenia, zintegrowanego z dekoderem telewizji (kablowej, satelitarnej) i pozwalającego na uruchamianie aplikacji z App Store na ekranie odbiornika. Albo nawet biały telewizor z logo nadgryzionego jabłka. Obraz nie jest zbyt wyraźny.

Drugie spojrzenie w kulę - wnętrze samochodu. Na desce rozdzielczej, zamiast radia i ekranu do nawigacji, miejsce na iPhone albo iPada. Wszystko oczywiście perfekcyjnie zintegrowane - bez uchwytów mocowanych na przyssawkę. Do sterowania służą przyciski na kierownicy auta i dodatkowe guziki umieszczone na desce (dotykowy ekran nie jest zbyt praktyczny podczas jazdy). Na wyświetlaczu urządzenia widzimy aplikację nawigacyjną, która pobiera dane z komputera pokładowego by zaproponować przerwę na tankowanie na najbliższej stacji (w baku jest już prawie pusto, a kolejna okazja dopiero za 100 km, poza tym jedziemy ponad dwie godziny bez przerwy).

Google kupuje Motorolę i wypuszcza tablet

Dla Google, im więcej internautów, tym lepiej. Przybywa odsłon, przestrzeni do wyświetlania reklam i widzów tych reklam. Stąd pomysł z Androidem, który miał sprawić, że znacząca część z czterech miliardów posiadaczy komórek zacznie używać ich do przeglądania stron WWW (Uwaga! link do pliku .ppt). Google nie był jednak zadowolony z tego, co z jego systemem robią producenci telefonów. Stąd wziął się Nexus One. Tyle, że gigant z Mountain View nie ma specjalnie doświadczenia w produkowaniu (Nexusa wytwarza HTC) i sprzedawaniu fizycznie istniejących produktów. Efekt - Nexus One, mimo wszystkich swoich technologicznych fajerwerków, jest mniej popularny niż na przykład Motorola Millestone (Droid). Szklana kula podpowiada: Google kupi Motorolę albo przynajmniej tę część firmy, która zajmuje się telefonami komórkowymi. Dzięki temu, zyska dostęp do wiedzy i zasobów bardzo doświadczonego producenta sprzętu mobilnego. I to zapewne za bezcen, bo chociaż Motorola zaczęła ostatnio odbijać się od dna, ciągle jest cieniem siebie samej sprzed kilku lat.

Co będzie dalej? Tablet. To w końcu idealny komputer dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z internetem. Tani, prosty w obsłudze i fabrycznie skonfigurowany do korzystania z podstawowych usług (oczywiście tych od Google).

Koniec Windows Mobile

Szklana kula nie jest zbyt łaskawa dla Microsoftu. Nie chodzi jednak o to, co w niej widać, ale o to, czego nie widać. A nie widać Windows Mobile. Wersja 6.5 systemu delikatnie mówiąc nie powalała na kolana. Kolejna, siódma edycja ma trafić do sprzedaży dopiero pod koniec bieżącego roku. To bardzo późno - w międzyczasie zobaczymy zapewne kolejną, dużą aktualizację oprogramowania iPhone i kilka nowych wersji Androida.

Siódemka będzie instalowana tylko na urządzeniach z najwyższej półki. Microsoft odpuszcza więc walkę o "przeciętnego użytkownika", na którym tak zależy Google i Nokii. Jednocześnie, Windows Mobile coraz mniej pewnie może czuć się w swojej tradycyjnej twierdzy - na rynku biznesowym. Ulubieńcem korporacji został RIM (nawiasem mówiąc, drugi po Nokii producent smartfonów na świecie) ze swoim BlackBerry.

Mobilne okienka przez długi czas mogły pochwalić się najszerszym wyborem aplikacji. Dziś muszą konkurować przede wszystkim z Apple'owskim AppStorem, który ma niesamowitą moc przyciągania developerów. Skusił nawet twórców AutoMapy, przez lata nie mogących się zdecydować na wersję aplikacji przeznaczoną dla bardzo popularnego Symbiana.

Nokia jak Apple, tylko inaczej

Jeśli już jesteśmy przy Symbianie. Można go lubić lub nie, ale trudno odmówić mu popularności. To ciągle najczęściej wybierany smartfonowy system operacyjny. Wiele wskazuje na to, że tak pozostanie. Co z tego, że iPhone jest wygodniejszy od Symbiana z dotykowym interfejsem, skoro nie da się go kupić za 1 zł z dwuletnią umową w przeciętnym abonamencie? Nikt lepiej od Nokii nie potrafi robić popularnych smartfonów.

Finowie nie wystartowali pierwsi ze swoim sklepem z aplikacjami, nie rozpoczęli też mody na bezpłatną nawigację. Ale co z tego? Ovi Store zaczyna się rozkręcać. Nokia Maps zostały pobrane ponad milion razy. W ciągu tygodnia od udostępnienia. Nokia nie robi może rzeczy, które ekscytowałyby blogosferę i jej okolice, za to doskonale radzi sobie z docieraniem do rejonów zapomnianych przez Steve'a Jobsa. Tutaj liczy się skala. Nokia nie zarabia setek dolarów na każdym telefonie, ale sprzedaje tych telefonów prawie pół miliarda rocznie.

W szklanej kuli widzimy Nokię jako... Apple dla reszty świata. Firmę, która jest przede wszystkim pośrednikiem dostarczającym treści - muzykę, filmy, aplikacje, itd. Robiącą to samo, co producent iPhone, tyle że w trochę mniej elegancki, ale za to bardziej dostępny sposób. Zresztą, spróbujcie kupić muzykę w iTunes korzystając z polskiej karty kredytowej. A teraz powtórzcie ten eksperyment w Nokia Music Store.

Patrząc w kulę dostrzegamy nowe smartfony Nokii - wyposażone w jedną ze zaktualizowanych wersji Symbiana (dwie poważne aktualizacje pojawią się jeszcze w tym roku). Są szybsze, wygodniejsze w obsłudze i pozwalają na całkiem sprawne korzystanie z internetu. Może nie mają tak dobrych przeglądarek jak Android, tak dużego wyboru aplikacji jak iPhone, ani nie obsługują emaila tak elegancko jak BlackBerry, ale w końcu "Nokia to Nokia", a do tego za 1 zł...

Fryzjerki z BlackBerry

Duży biznes pokochał BlackBerry. W szklanej kuli widzimy smartfony RIM w rękach drobnych przedsiębiorców. Ci, którzy nie mają czasu bawić się multimedialnymi gadżetami, ciągle używają komórek przede wszystkim do dzwonienia. Nie przekonał ich blichtr iPhone, a Windows Mobile jest dla nich zbyt skomplikowany (w użytkowaniu, administrowaniu, itd.). Z drugiej strony, w coraz większym stopniu korzystają z emaila jako narzędzia pracy.

BlackBerry idealnie pasuje do tego obrazka. Nie ma dużego, dotykowego ekranu (pomińmy na chwilę niezbyt udanego Storma), który wymaga zmiany przyzwyczajeń i sprawia, że bateria rozładowuje się zastraszającym tempie. Ma za to wygodną klawiaturę QWERTY i dołączoną usługę błyskawicznego dostarczania poczty. Tak prostą w konfiguracji, że nie wymaga wizyty "pana informatyka" i... po prostu działa. Za przesyłanie danych nie trzeba dodatkowo płacić, a samo urządzenie jest już stosunkowo tanie.

Nawigacja samochodowa - tylko w pakiecie

Szklana kula milczy na temat osobnych urządzeń do nawigacji samochodowej. W ciągu kilku lat zostają wchłonięte przez smartfony z nawigacją i coraz bardziej rozbudowane fabryczne systemy audio-wideo. Czy ktoś, kto w swoim telefonie (kupionym za 1 zł, w ramach umowy z operatorem komórkowym) może korzystać z bezpłatnej nawigacji, będzie skłonny wydać kolejne kilkaset złotych na osobne urządzenie? W 99% przypadków - nie. Nawigacja to jedna z najbardziej pożądanych funkcji komórki (slajd 5.).

Jak dotąd, na drodze do popularyzacji tej usługi stało kilka barier: niewielkie ekrany, mała popularność urzadzeń z wbudowanym GPS, wysokie ceny aplikacji. Wzrost popularności smartfonów (a nawet zwykłych aparatów wyposażonych w spore dotykowe wyświetlacze) likwiduje dwie z nich. Trzecia właśnie pada. A wraz z nią lecą na łeb na szyję ceny akcji producentów urządzeń nawigacyjnych.

Ostateczny cios zadają producenci samochodów wyposażający nowe modele w coraz bardziej rozbudowane systemy audio-wideo. To przecież znacznie tańsze i dużo prostsze niż zaprojektowanie bardziej ekonomicznego silnika albo dodanie kolejnych poduszek powietrznych.

To wszystko zobaczyliśmy w naszej szklanej kuli. Co widać w Waszych?

Zobacz więcej na temat:

    Podziel się

    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      10 głosów

    Komentuj, dodawaj zdjęcia i znajomych!