Do napisania tekstu zainspirował mnie post na blogu
"WEB 2.0 - z pozycji 50-latka". W kilku zdaniach (i obrazkach) możemy zobaczyć w praktyce jak trudne i złożone są problemy dotyczące legalności naszych działań w internecie. A legalność działań i treści w internecie to ostatnio taki popularny temat.
"Potęga technologii" Pan Jacek to popularny bloger prowadzący blog WEB 2.0 - ciekawy, ponieważ z pozycji 50-latka, czyli jak na internet osoby dość "wiekowej", przygląda się najnowszym trendom. Jakiś czas temu opublikował notkę pt.
Potęga technologii, w którym opisuje dwa serwisy - jeden zagraniczny TVGorge, a drugi polski iPlex.pl. Serwisy podobne, bo dostarczające użytkownikowi rozrywki - w postaci materiałów
wideo.
Jest między nimi jednak zasadnicza różnica. TVGorge to serwis lepszy, pełen najnowszych filmów i seriali. Z kolei iPlex.pl to sporo mniejszy, zawierający bazę ok. tysiąca filmów firmy SPI International Polska. Autor bloga "WEB 2.0 - z pozycji 50-latka" zestawia je razem. I nic dziwnego, przecież obydwa wyglądają i działają podobnie, a także umożliwiają rzeczy, które kiedyś, lata temu wydawały się być niemożliwe. Wideo na żądanie. Oto potęga technologii.
Legalny, nielegalny? Ta sama konserwa Czego nie zauważa pan Jacek to faktu, że TVGorge jest serwisem działającym na granicy prawa (nie wiadomo czy nielegalnym, o czym później) - coś w rodzaju agregatora nielegalnych treści, natomiast iPlex.pl to platforma starająca się w sposób legalny dystrybuować filmy w sieci. W praktyce TVGorge to lepiej narysowany serwis z torrentami lub linkami do filmów w sieci Rapidshare, a iPlex to coś w rodzaju wirtualnej wypożyczalni wideo. Spora różnica.
Dostrzegają to internauci: w komentarzach do tego wpisu pojawiły się zarzuty o to, że autor nie widzi nic złego w zestawianiu obu tych serwisów ze sobą. Pan Jacek (OneJack) odpisał dyskutantom, porównując całą sytuację do kupowania konserwy rybnej w sklepie. Bo przecież nie interesuje nas zazwyczaj "czy sklep ma na nią fakturę, zapłacił VAT, czy rybacy łowili zgodnie z limitami i mieli aktualne badania lekarskie". Tymczasem w odpowiedzi na ten komentarz, Radek Zaleski odparował, że na tej samej zasadzie "kupując radio samochodowe za 200zł nie sprawdza, czy ktoś przy okazji nie stracił szyby w aucie". Wszyscy mają więc trochę racji.
Problem z treściami w sieci Cała ta krótka notka precyzyjnie obrazuje problem z treściami w sieci. Granica między tym, co legalne i tym co nielegalne jest po prostu rozmyta. Wielokrotnie w ciągu dnia wchodzimy i korzystamy z materiałów, które nas interesują, które ktoś gdzieś umieścił, które być może nie są "legalne" .... ale my nawet nie mamy o tym pojęcia. Nie interesuje nas to, bo taka jest logika internetu - szybkiego, bezproblemowego dostępu do treści. W praktyce ja sam nigdy nie wiem, czy oglądając dzisiaj film na YouTubie nie pogwałciłem czyichś prawa autorskich? Czy oglądam film udostępniony legalnie czy ukradziony? I czy zdjęcia na Wykopie rzeczywiście były zrobione przez twórców tego serwisu? Bądźmy brutalnie szczerzy - wcale mnie to nie interesuje. Ale też nie da się ukryć - na dłuższą metę jest to problem. Problem całej kultury internetu opartej o slogan
"information wants to be free".
LG uczy, jak odtwarzać pirackie filmy... Dobrą ilustracją przenikania takiej "kultury internetu" jest dzisiejsza wiadomość dotycząca telewizorów LG. Właśnie okazało się, że LG w instrukcji obsługi do swojego telewizora zawarto informację, w jaki sposób można odtwarzać pirackie wersje filmów w formacie
DivX. Więcej o tej sprawie możesz przeczytać w dzisiejszym artykule
LG uczy, jak odtwarzać pirackie filmy.
W telewizorach, które posiadają złącza USB, faktycznie wygodnie i beż żadnych problemów możemy oglądać pirackie filmy w formacie DivX. Tak samo jest w odtwarzaczach DVD czy konsolach do gier... Jeżeli chodzi o LG, to sam to sprawdziłem podczas testu telewizora
LG 42SL9000. I trudno się koreańskiej firmie dziwić - jej zadaniem jest realizowanie potrzeb swoich użytkowników, podobnie jak jest to zadaniem
YouTube'a, iPlexa i TVGorge'a. A że potrzeby użytkownika mogą przyczyniać się do łamania prawa - cóż to nieubłagana logika kultury internetu. Wszyscy jesteśmy mentalnymi złodziejami - nawet taka wielka firma jak LG.
A niektórzy płacą za możliwość ściągnięcia nielegalnych plików Mało? Otóż nie jest tajemnicą że w internetowe dyski (np. Chomikuj) czy w serwisy z torrentami są pełne nielegalnych treści. Natomiast dużym zaskoczeniem jest fakt, że ludzie potrafią płacić za dostęp do tych treści. A to już paradoks - płacimy komuś, kto udostępnia nam nielegalne pliki. I to pomimo faktu, że jest cała masa alternatywnych darmowych serwisów z nielegalnymi plikami. Co więcej, ludzie płacący za nielegalne pliki w sieci, nie widzą nic złego w tej działalności. Przecież ktoś, kto dostarcza im tak dobrą usługę, zasługuje na godziwy zarobek, czyż nie? I znów warto powtórzyć - być może dziwne, ale zgodne z logiką internetu. Prawdopodobnie dla autora blogu "WEB 2.0 - z pozycji 50-latka" Chomikuj jest świetnym narzędziem. I miałby rację. Jak z niego korzystają ludzie, do czego używają, to już zupełnie inna para kaloszy...
Kultura wolnego dostępu - dokąd nas zaprowadzi? Znaleźliśmy się w osobliwej kulturze, w której dostęp do treści jest wolny i niczym nieskrępowany. Granica pomiędzy legalnym a nielegalnym (a bardziej górnolotnie - etycznym bądź nie) w internecie gwałtownie się zamazuje. Wszyscy się zgodzimy, że kupowanie kradzionego radia samochodowego jest paserstwem i działaniem nieetycznym. Nie stosujemy jednak tych samych kryteriów wobec podobnych zachowań w internecie. Ba, często nawet sami jesteśmy "paserem", nawet o tym nie wiedząc (jak pan Jacek). Czy to zwalnia nas z odpowiedzialności? I dokąd nas to wszystko zaprowadzi?
Nikt tego nie może do końca wiedzieć. Co wiadomo na pewno - wszyscy jesteśmy piratami.