Dziś premiera nieistniejącego tabletu Apple. Koncern z Cupertino bardzo umiejętnie nie puścił pary z ust, stopniując napięcie odkąd po raz pierwszy zaczęły rozprzestrzeniać się plotki. Przesadą będzie stwierdzenie, że teraz sięga już ono zenitu, tym niemniej jest prawie pewne, że dziś w San Francisco tablet zostanie zaprezentowany światu. I vice versa.
I o to "vice versa" właśnie chodzi. Wiemy mniej więcej, jakiej specyfikacji możemy spodziewać się po tablecie. Ma on być wyposażony w 10-calowy wyświetlacz z multitouch, procesor Qualcomm, obsługę 3D i 3G. Mniej więcej tyle, jeśli chodzi o relację tablet - świat. Jeśli się ją jednak odwróci, to powstaje pytanie czy iSlate (iPad, iTablet) pójdzie śladami starszego brata - iPhone'a w wytyczaniu nowych szlaków i zmieni naszą perspektywę postrzegania mobilnych komputerów.
Wiadomo na przykład, że Apple dużo wcześniej prowadził rozmowy z różnymi koncernami medialnymi. Domniemanym celem było ustalenie, czy i w jaki sposób treści gazet mogą być dystrybuowane na nowym urządzeniu. Sami wydawcy są zainteresowani współpracą, gdyż otwiera to nowe możliwości przed sposobami zarówno dostarczania treści, jak i pobierania za nie opłaty. Tym samym tablet Apple mógłby zająć miejsce, lub przynajmniej poważnie zagrozić prężnie rozwijającemu się rynkowi e-readerów. Możliwość czytania na kolorowym ekranie porównywalnej wielkości do tej, znanej z typowych czytników, połączona z funkcją odtwarzania filmów, swobodnego surfowania po sieci i korzystania z aplikacji komputerowych sprawia, że czytnik e-booków może stać się po prostu... niepotrzebny. Swoją drogą wydawcom nie ma się co dziwić - z nowymi możliwościami, których nie mają typowe readery, gazeta zmienić się może w multimedialne przeżycie, gdzie każdy artykuł ożywa pod palcami, stając się jeszcze bardziej dosłowną Biblioteką Borgesa, niż jest nią Internet.
Jeśli potwierdzą się doniesienia iLounge, to tablet można będzie ładować zarówno w poziomie jak i w pionie. Oznaczać to będzie większy wybór sposobów, w jaki można z niego korzystać. Netbooki zyskały ogromną popularność, ze względu na dużą mobilność (małe wymiary, waga, długi czas życia na baterii), fizyczną klawiaturę, oraz możliwość wykonywania działań prawie jak na notebooku. Okazuje się jednak, że nie ma takiej funkcji, którą już oferują netbooki, a która nie znajdzie się w tablecie Apple. Przy innej okazji, zastanawiając się do czego służy tablet, jeden z czytelników (empewu)zauważył żartobliwie, że urządzenie nada się idealnie do oglądania filmów w łóżku. Jeśli tak, to będzie to zupełnie inny sposób odbioru treści. Z różnych względów - ponieważ tablet fizycznie może znajdować się bliżej nas, jak również ze względu na jego obsługę (dotykowy ekran).
Pod względem gier istotne są dwie funkcje nieistniejącego oficjalnie tabletu - wielkość ekranu, obsługa palcami, oraz dobry procesor. Gry na iPhone'a z konieczności są dość ograniczone funkcjonalnie - żadną miarą nie można porównać ich do gier desktopowych. W końcu mała przestrzeń ekranu połączona z niewielką wydajnością nie może poskutkować niesamowitymi doznaniami wizualnymi. W wypadku tabletu Apple może być inaczej. Ekran daje miejsce do popisu (może nawet dla gier typu multiplayer na jednym tablecie?), a do tego każde nowe urządzenie skutkuje rozwojem rynku, więc może stoimy u progu nowej ery postrzegania i odbierania gier?
Tablet Apple i App Store
Serwis z aplikacjami na urządzenia mobilne Apple, (iPhone'y, iPody), czyli App Store, okazał się być strzałem w dziesiątkę. W listopadzie okazało się, że mimo drakońskich niekiedy sposobów cenzurowania zgłaszanych aplikacji, w sklepie znalazło się 100 tys. programów, pobranych wówczas przez użytkowników 2 miliardy razy. Dla porównania - w sklepie mobilnym Google - Android Market znajduje się około 20 tys. programów. Okazuje się więc, że do sukcesu iPhone'a niepomiernie przyczyniła się możliwość jego personalizacji, instalowania dowolnie wybranych przez siebie aplikacji. To dlatego czasami zdarza się, że słowo "iPhone" traktowane bywa jako synonim "smartfona" (czy "iPod" jako synonim "odtwarzacza muzyki"). Tablet Apple jest zatem kolejną szansą dla programistów. Dlaczegóż by rezygnować z modelu, który raz już się sprawdził, a co więcej - odniósł sukces?
A co jeśli tablet Apple...
Oczywiście może się także okazać, że tablet Apple
a) nie istnieje i zobaczymy dzisiaj np. nowego MacBooka.
b) będzie wielkim niewypałem, ponieważ jest urządzeniem "do wszystkiego czyli do niczego"
c) zostanie kupiony przez zagorzałych wielbicieli Apple i przez nikogo innego
d) dowolny inny scenariusz, np:
Każde jednak nowe urządzenie porusza wyobraźnię i budzi nadzieję na możliwości, które się z nim jednocześnie pojawią. Traktowanie tabletu Apple jako ostatecznego zbawcy, który odkupi nasze dotychczasowe cierpienia związane z niewygodnym oglądaniem filmów czy też męczeniem wzroku podczas czytania jest znaczną przesadą. Jednak jako platforma z którą wiążą się nowe technologiczne możliwości rojenia takie są jak najbardziej uzasadnione.