Technologie.gazeta.pl

"Wolność w Internecie" - podsumowanie wystąpienia Hilary Clinton

Joanna Sosnowska
22.01.2010 12:22
A A A Drukuj
Hilary Clinton AP/Jose Luis Magana
Wczoraj miało miejsce przemówienie amerykańskiej sekretarz stanu, Hilary Clinton, zatytułowane "Wolność w Internecie". Stany Zjednoczone obiecują ścisłą współpracę z przedstawicielami różnych sektorów w celu zapewnienia szerokiego i nieskrępowanego dostępu do Sieci. Jest to oczywista reakcja na cenzurę Internetu, która ma miejsce między innymi w Chinach, oraz na ataki przeprowadzone na Google.
Clinton odnosiła się do praktyk różnych państw (Chiny, Korea Północna, Egipt, Wietnam) w których obywatelom "ogranicza się wolny przepływ informacji". Wystąpienie w wielkiej części nawiązywało do obowiązku poszanowania wolności słowa, czym w XXI wieku nie mogą się cieszyć jeszcze mieszkańcy różnych części świata - w tym Iranu, Chin, itd. Powoływała się również na wolność wyznania, do której dostępu nie mają mieszkańcy Chin, gdyż blokowany jest dostęp między innymi do witryn hinduistycznych, chrześcijańskich, czy poruszających kwestię Tybetu.

Nowa żelazna kurtyna

"Opowiadamy się za niepodzielnym Internetem, w którym cała ludzkość ma równy dostęp do wiedzy i idei" mówiła Clinton i było to jedno z bardziej stanowczych zdań wystąpienia. Retoryka w wielu momentach nawiązywała do języka zimnej wojny lat '80. Sekretarz stanu wspomniała, że pozostałości muru berlińskiego nie przez przypadek znajdują się akurat w Newseum ("muzeum newsów", poświęcone historii mediów) - miejscu w którym wygłaszane było przemówienie. Mur ten bowiem dawniej symbolizował podział Europy; teraz jest podziału tego zaledwie reliktem. "Powstają jednak mury elektroniczne, zamiast fizycznych. W niektórych krajach ludzie nie mają dostępu do poprawnych wyników wyszukiwania. Jest to nowa żelazna kurtyna, wykorzystywana przez rządy" mówiła Clinton.

W sprawie ataku na Google

Przemówienie skupione było raczej na zarysowaniu wielkiej wagi wolności Internetu, niż na odpowiedzi w sprawie ataku na Google; wątek ten także jednak został poruszony. "Liczymy na to, że władze Chin przeprowadzą dokładne dochodzenie w sprawie cyberataków, które doprowadziły Google do ogłoszenia swojej decyzji [o zaprzestaniu cenzurowania Internetu i możliwym wycofaniu się z rynku chińskiego - przyp. red]". Poruszono także (implicite) kwestię relacji USA - Chiny. Hilary Clinton mówiła, że kraje, które ograniczają dostęp do informacji lub naruszają podstawowe prawa użytkowników Internetu ryzykują tym, że same odgradzają się od postępu, wpisanego w istotę XXI wieku. "Stany Zjednoczone i Chiny różnią się opiniami w tej kwestii. Mamy zamiar odnieść się do tych różnic szczerze i konsekwentnie, w kontekście naszej wspólnej i kompleksowej relacji".

Została złożona także obietnica nawiązania ścisłej współpracy z przedstawicielami świata akademickiego, biznesu, różnych grup społecznych w celu umożliwienia nieskrępowanego dostępu do Internetu dla jak największej ilości osób. Do tego amerykański rząd wspierać ma rozwój narzędzi internetowych, umożliwiających internautom realizowanie prawa do wolności słowa.

Pytania bez odpowiedzi

Wystąpienie Hilary Clinton zamiast rozwiać wątpliwości, wywołało ich jeszcze więcej. Wśród państw wymienianych na "osi zła" znalazły się jedynie te, które całkowicie odstają od amerykańskiej wizji państwa. Ani jedno słowo komentarza nie padło w sprawie Australii, która przecież także zapowiedziała wprowadzenie filtrowania treści internetowych. Jak się to ma do wspólnej ofensywy i zapewniania powszechnego dostępu do nieocenzorowanej Sieci? Pojawia się także pytanie, jak wyglądać to teraz powinno na naszym polskim gruncie w kontekście Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych?

Komentarz

Część mediów wyciągnęła po tym przemówieniu daleko idące wnioski. Padają określenia "mocnego rozliczenia się z Chinami", "twardej postawy", "początku cyberwojny". Moim zdaniem jednak na razie nie należy rozpędzać się z ferowaniem wyroków. Podzielam zdanie publicysty Foreign Policy, Joshua Keatinga, który stwierdza, że wystąpienie Clinton traktować można raczej jako preludium do "nowej inicjatywy lub wizji, niż jako obietnicę rozwinięcia takiej wizji. Fakt, że Clinton z powagą odnosi się do zagadnienia - nawet, jeśli stanowisko Departamentu Stanu nie jest do końca wyrażone - jest mile widziany". Wygląda to trochę tak, jakby zapowiedź, że 21 stycznia ogłoszona zostanie "nowa polityczna inicjatywa" padło nieco za wcześnie. Jakiś cichy głos cały czas bowiem podszeptuje mi analogię do Hellera i jego "Paragrafu 22". Popełniwszy błąd Yossarian nadlatywał ponownie na most nad Ferrarą. Aby uniknąć kompromitacji i kłopotliwych wyjaśnień, przyznano mu za to medal. "To może być rozwiązanie: chwalić się głośno czymś, czego powinniśmy się wstydzić. To jest sposób, który nigdy nie zawodzi".



Pełne wystąpienie Hilary Clinton zamieścił serwis Reuters, a częściową relację z wystąpienia można znaleźć w tekście Wystąpienie Hilary Clinton - relacja na żywo z ambasady USA w Warszawie

Czytaj więcej na technologie.gazeta.pl

Zobacz więcej na temat:

    Podziel się

    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      7 głosów