Chociaż prób było wiele, wszystkie skończyły się mniej lub bardziej spektakularnymi porażkami. Komputer w formie talbetu, czyli (często pozbawionego klawiatury) notebooka z dotykowym ekranem o przekątnej ok. 10 cali nigdy się nie przyjął. Czy teraz będzie inaczej?
Tablety to obecnie jeden z najgorętszych tematów w świecie IT. Podczas tegorocznych targów CES tego typu urządzenia można było znaleźć na stoiskach wszystkich, liczących się producentów sprzętu komputerowego. Prezes Microsoftu, Steve Ballmer, otwierając imprezę zaprezentował prototyp tabletu HP pracującego pod kontrolą Windows 7. Nie cichną plotki na temat podobnego urządzenia firmy Apple. Wszyscy zwariowali na punkcie tabletów. Nie po raz pierwszy zresztą.
Przypadki Pana T.
Ważył prawie 2,5 kg, miał 10-calowy monochromatyczny ekran, procesor Intel 8088 i korzystał z systemu MS DOS. Ten praprzodek współczesnych tabletów trafił do sprzedaży na samym początku lat 90. XX wieku. Nazywał się GRiDPad. Chociaż jego parametry mogą budzić dziś co najwyżej uśmiech politowania, pod względem filozofii działania komputer firmy GRiD niczym nie różnił się od współczesnych tabletów. GRiDPad nie miał klawiatury, a do wprowadzania tekstu służył dotykowy ekran obsługiwany za pomocą rysika. Ten wczesny model tabletu nie zyskał nigdy znaczącej popularności - był używany głównie przez wojsko. Z GRiDPadów korzystał też Chrysler, który wyposażał w urządzenia magazynierów.
W momencie, gdy pierwsze egzemplarze tabletów GRiD trafiały do sklepów, firma Apple rozpoczynała prace nad swoim tabletem. Chociaż Newton bywa często uważany raczej za protoplastę współczesnych palmtopów, jego wymiary (ekran o przekątnej 5 - 6 cali, ponad 500 g masy) nie pozwalają na nazwanie go komputerem kieszonkowym. Na dotykowym ekranie Newtona można było pisać za pomocą rysika - oprogramowanie rozpoznawało pismo odręczne. Tablet Apple służył przede wszystkim do zarządzania czasem (standardowe oprogramowanie zawierało kalendarz i listę zadań do wykonania) oraz przechowywania danych adresowych. Jak się jednak okazało, te same zadania równie dobrze mogło wypełniać urządzenie znacznie mniejsze, a do tego tańsze. Palm Pilot z 1996 roku kosztował połowę tego co Newton MessagePad i ważył tylko 160 gramów. W lutym 1998 roku, kilka miesięcy po swoim powrocie na fotel prezesa firmy, Steve Jobs zamknął projekt Newton.
Na powrót idei tabletu nie trzeba było jednak długo czekać. W 2001 roku Bill Gates zaprezentował system Windows XP Tablet PC Edition, a wraz z nim prototyp nowego urządzenia. Tablet Gatesa bardzo przypominał GRiDPad - był wyraźnie większy od Newtona. Oczywiście, w porównaniu z urządzeniem z początku lat 90., mógł pochwalić się znacznie lepszymi parametrami technicznymi - nie odbiegającymi znacząco od współczesnych mu laptopów. Microsoft położył nacisk na funkcję notowania. Dzięki dotykowemu ekranowi i rysikowi, Tablet PC miał zastąpić tradycyjne notesy. Na rynku pojawiły się również urządzenia wyposażone w klasyczną klawiaturę. W ich przypadku wyświetlacz mógł być obrócony tak, by po zamknięciu klapki komputer przypominał zwykły tablet.
Szybko jednak okazało się, że nie ma zbyt wielu chętnych na elektroniczny notes w cenie kilku tysięcy dolarów. Tablety nigdy nie zawojowały rynku. Dziś, na każde 100 sprzedanych komputerów przenośnych przypada 77 notebooków, 22 netbooki i 1 (jeden) tablet.
Czwarty ekran, piąte koło u wozu?
To bardzo krótkie podsumowanie dwudziestoletniej historii tabletu. Z konieczności - wybiórcze. Można by skrócić je jeszcze bardziej gdyby zdecydować się na przedstawienie urządzeń, które odniosły znaczący sukces. Światem elektroniki użytkowej nieodmiennie rządzą trzy ekrany. Pierwszy z nich to telewizor. Drugi - komputer. Trzecim jest telefon komórkowy. Z telewizora korzystamy przede wszystkim w domu; z komputera również w pracy, a z telefonu we wszystkich sytuacjach "pomiędzy". Jeśli będąc w drodze potrzebujemy możliwości peceta - przymykamy oko na ograniczoną mobilność i zabieramy ze sobą laptopa.
Wydaje się, że tablety ciągle nie potrafią znaleźć sobie miejsca w tej układance. Są zbyt duże, by traktować je jak smartfony (a więc nosić przy sobie cały czas), a wtedy, gdy i tak decydujemy się na zabranie czegoś, co nie mieści się do kieszeni, równie dobrze sprawdza się zdecydowanie tańszy i bardziej uniwersalny notebook.
Tablet mógłby odnieść znaczący sukces, gdyby udało mu się zastąpić laptopa. Tymczasem jednak, jego miejsce zajmuje coraz częściej netbook, który nad tabletem ma dwie zasadnicze przewagi: jest dużo tańszy i wyposażony w klawiaturę. Jak widać, sterowanie za pomocą ekranu dotykowego to dla większości użytkowników komputerów zbędny gadżet. Zbędny, a nawet kłopotliwy. Coraz lepiej sprawdza się w przypadku telefonów komórkowych - to prawda. Tyle, że komputer w znacznie większym stopniu służy do wprowadzania tekstu. W tej konkurencji dotykowy wyświetlacz ciągle przegrywa z tradycyjną klawiaturą. Jak dotąd, żadnemu z producentów tabletów nie udało się zaproponować sensownego rozwiązania tego problemu. Nie jest nim na pewno urządzenie wyposażone zarówno w dotykowy wyświetlacz, jak i w klawiaturę. Ze względu na skomplikowaną konstrukcję kosztuje dużo. Zbyt dużo, by przekonać zwykłych użytkowników do porzucenia klasycznego notebooka.
W poszukiwaniu nisz
Jest już jednak na rynku gadżet, który pod względem wymiarów mieści się gdzieś pomiędzy telefonem a laptopem, nie ma dużej, wygodnej klawiatury, a jednocześnie może pochwalić się całkiem przyzwoitą popularnością. To Kindle - czytnik e-książek podłączony do sklepu Amazon. W ostatnie święta Amazon sprzedał więcej publikacji na Kindle niż tradycyjnych książek. Mówiąc o sukcesie tego urządzenia trzeba jednak pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, Kindle jest wyjątkowo wyspecjalizowanym gadżetem. Jego monochromatyczny wyświetlacz wykonany w technologii elektronicznego papieru doskonale nadaje się do czytania tekstów, ale w zasadzie do niczego więcej. Po drugie, czytnik Amazon to ciągle produkt niszowy. Firma nie chwali się dokładnymi wynikami sprzedaży, ale według szacunków firmy badawczej Forrester Research, tylko 1,5% amerykańskich internautów korzysta z jakiegokolwiek urządzenia tego typu.
Mimo to, wydaje się, że wynajdywanie niszowych zastosowań to jedyna szansa dla producentów tabletów i tabletopodobnych gadżetów. Dobrym przykładem może być Dash firmy Sony. Zaprezentowana na targach CES 2010 przerośnięta ramka fotograficzna pozwala użytkownikowi na korzystanie z niektórych usług internetowych - umożliwia czytanie newsów, sprawdzanie pogody czy oglądanie filmów z YouTube. Dash nie jest urządzeniem mobilnym. To raczej coś, co moglibyśmy postawić na kuchennym stole, by sprawdzać przy śniadaniu najnowsze informacje na temat warunków drogowych. Do kuchni chciałoby też wejść NIMble ze swoją mikrofalówką z wbudowanym komputerem wyposażonym w ekran dotykowy i system Android. Coś w rodzaju tabletu mogłoby zostać zintegrowane z domowym telefonem stacjonarnym. Tę koncepcję prezentował na CES m.in. Intel. Z kolei Lenovo proponuje hybrydę - notebooka z wyjmowanym ekranem, który sam w sobie może pełnić funkcje tabletu.
Mały notebook czy duży smartfon?
Oglądając tablety wystawione na CES 2010 byliśmy pod wrażeniem olbrzymiej różnorodności tych urządzeń. Z grubsza, można podzielić je na dwie grupy: małe komputery i duże smartfony. W tej pierwszej znajdą się wszystkie tablety z systemem Windows 7 i procesorami Atom (oraz ich odpowiednikami). W tej drugiej - urządzenia korzystające z różnych odmian Linuksa (również Google Android) i smartfonowych procesorów albo platformy NVIDIA Tegra 2. Te pierwsze są zwykle mniej mobilne (większe wymiary, słabsza bateria), ale jednocześnie pozwalają na bezpośrednie uruchamianie standardowych, komputerowych aplikacji.
Dla Steve'a Ballmera tablet to urządzenie do "czytania, przeglądania stron WWW i korzystania z multimediów poza domem". Tak też przedstawia ten gadżet reklama HP.
- Mówimy o czymś, co jest prawie tak przenośne jak telefon, a jednocześnie ma podobne możliwości jak pecet z Windows 7 - tłumaczy Ballmer. Inaczej niż jeszcze kilka lat temu, tablet nie jest reklamowany jako narzędzie pracy, cyfrowa wersja notesu. Kosztuje też dużo mniej. Według wczesnych informacji, 7-calowy HP Slate ma być niewiele droższy od netbooka.
W kontekście tabletu jako "małego netbooka bez klawiatury" sensu zaczynają nabierać plotki dotyczące podobnego urządzenia z logo Apple. Firma Steve'a Jobsa jest dziś ostatnim, dużym producentem komputerów przenośnych, który nie oferuje swoim klientom niczego za mniej niż 999 dolarów. Gdyby Apple udało się stworzyć rozwiązanie służące do wprowadzania tekstu za pomocą ekranu dotykowego - coś na miarę pomysłowego i wygodnego multitouch w iPhone - być może tablet mógłby w końcu zdobyć serca (i portfele) użytkowników. Producent makintoszy ma już nawet odpowiednie patenty.