Zjawisko piractwa internetowego obejmuje w Polsce prawie 60 proc. internautów, jak wynika z badań Business Software Alliance. Tym samym plasujemy się na niechlubnym końcu Unii Europejskiej, gdzie średnia wynosi 35 proc. Jeszcze większa skala piractwa utrzymuje się jedynie w Grecji, Rumunii oraz Bułgarii. Przedstawiciele stron zainteresowanych powstrzymaniem tego procederu postanowili przedyskutować możliwe rozwiązania.
Edukacją w piratów Konsensusu w debacie nie osiągnięto - natomiast każdy zgadzał się, że Polacy mają zbyt małą świadomość problemu. Należałoby więc postawić na edukację użytkowników, by uświadomić im, że piractwo to kradzież. Postulowano także zmianę nomenklatury z neutralnego "piractwo" na nacechowaną pejoratywnie "kradzież". Zastanawiano się także nad kwestią posiadania nielegalnych plików na użytek własny. Okazuje się, że w erze Internetu kwestia zaczęła być nie do końca sprecyzowana. Wcześniej wiadomo było, że "użytek własny" to możliwość skopiowania wcześniej legalnie nabytej płyty, aby móc odtwarzać ją w samochodzie. W przypadku pobierania plików z Internetu okazuje się, że prawo nie reguluje pewnej niszy.
"Przemysł muzyczny traci w ten sposób zatrważające kwoty" podkreślał Hieronim Wrona dodając, że częściowo do poprawy sytuacji mogłaby się przyczynić ściślejsza współpraca ministerstw Edukacji, Kultury oraz MSWiA.
A co, gdyby muzyka i filmy były tańsze? Rozwiązanie takie w formie luźnej idei zostało zaproponowane przez wiceprezesa Business Centre Club. Wskazywał on na fakt, że może gdyby pliki z muzyką czy z filmami były tańsze i "bardziej przyjazne naszej kieszeni", to skala piractwa by się zmniejszyła. Gdyby film kosztował ok. 10 zł i można było go legalnie pobrać z Internetu - czy nie byłaby to warta rozważenia alternatywa?
Pomysł ten jednak nie zyskał łaskawego przyjęcia. Rozmówcy wskazywali na fakt, że własność intelektualna ma swoją cenę, a nasze społeczeństwo coraz bardziej się bogaci. Dlaczego więc twórcy mieliby nie otrzymywać należnego im wynagrodzenia w odpowiedniej wysokości?
Paragrafem w piratów Adam Rapacki, podsekretarz stanu w MSWiA oświadczył, że opracowywana jest właśnie dyrektywa, która na obrady rządu powinna trafić jeszcze w tym półroczu. Chodzi o nowelizację
Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, w tym zarówno o projekt
tzw. rejestru stron zakazanych, jak i zapis pozwalający na
odcinanie piratów od Sieci. Nie podano żadnych konkretnych szczegółów, jako że na razie gotowe są jedynie "założenia dyrektywy". Powinna być ona gotowa w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, lecz przed wprowadzeniem jej w życie mają odbyć się konsultacje społeczne.
Strachem w piratów Kolejny pomysł proponował wytaczanie spektakularnych procesów sądowych, jakie mają miejsce
w innych krajach. Rozwiązanie zyskało aprobatę, lecz natychmiast przypomniano, jak długo może toczyć się taki proces. "Dlaczego nie ma zbiorowych procesów osób, które masowo udostępniają pliki na serwisie Chomikuj?" padło pytanie z grona słuchaczy. Okazuje się, że procesy są wytaczane z tym, że poszczególnym użytkownikom, co dodatkowo nie jest nagłaśniane, więc "chomikujący" czują się bezkarni.
Komentarz Piractwo w Polsce jest rozpowszechnione - to fakt. Czy jednak rozważane sposoby jego zapobiegania mogą być skuteczne? Na małą skalę zapewne mogą - procesy odstraszą okazjonalnych piratów, a ci bardziej wyspecjalizowani szybko znajdą nowy sposób na pobieranie plików z Sieci. Zdaje się, że realnym sposobem rozwiązania tego problemu byłoby na początek obniżenie cen plików (muzycznych, filmowych) połączone z szeroko zakrojoną akcją edukacyjną zwiększającą świadomość użytkowników.
A Wy jaką cenę bylibyście skłonni zapłacić za legalny plik z muzyką czy filmem, aby nie opłacało się już szukać i ściągać ich z Internetu?
Plany antypirackie kosztują więcej niż wynoszą straty przemysłu muzycznego? Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl