Jewgienij
Kaspersky rozmawiał z serwisem
ZDNet Asia na konferencji Interpolu w Singapurze. Jego poglądy mogą wydawać się kontrowersyjne, ale zważywszy na fakt, że do wielu lat stara się on - na swój sposób - zwalczać przestępczość internetową, stają się bardziej zrozumiałe.
'Gdyby mógł Pan zmienić 3 rzeczy w dzisiejszym świecie..' Kaspersky podkreślał w wywiadzie, że jego praca nie zakończyła się na stworzeniu programu antywirusowego i firmy. Mówił, że to nieustający wyścig zbrojeń technologicznych, "my" kontra "ci źli". Na pytanie o zmianę 3 rzeczy we współczesnym świecie współtwórca Kaspersky Labs bez wahania udzielił odpowiedzi - strukturę Internetu. Wskazywał na zbytnią anonimowość sieci, która powodując poczucie bezkarności może prowadzić do łamania "netykiety". "Internet nie został stworzony dla wszystkich - podkreślał - powstał z myślą o wąskiej grupie naukowców amerykańskich", a później na tych samych zasadach udostępniono go wszystkim.
Policja internetowa "Chciałbym zmienić Internet wprowadzając regulacje - paszporty, policję internetową czy międzynarodowe porozumienia, dotyczące przestrzegania pewnych standardów". A co, jeśli jakieś kraje nie przyjmą porozumienia lub będą łamać jego założenia? Cóż, mniej więcej to samo, co stało się swego czasu
z gazem rosyjskim płynącym na Ukrainę - odetnie się takie państwa od sieci.
Wskazywał, że chciałby aby powstała organizacja regulująca bezpieczeństwo w Internecie, ale nie oparta o polityke poszczególnych krajów; te bowiem skupiają się zawsze na własnym podwórku, a Internet, jak wiadomo, nie ma granic. "Dlatego zawsze mówię nie o cyberpolicji, ale o policji internetowej - o internetowym Interpolu".
Niedoskonałe adresy IP Przeprowadzająca wywiad Vivian Yeo wskazała, że przecież i tak każdy musi być zarejestrowany u swojego dostawcy Internetu i posiadać własny numer IP. Kaspersky jednak ukończył Instytut Kryptografii, Telekomunikacji i Informatyki, zwrócił więc uwagę na fakt, że na przykład połączenie Wi-Fi może być szyfrowane, chronione hasłem. A adres IP może prowadzić do kafejski internetowej, w której niemożliwością byłoby ustalenie tożsamości użytkownika. "Pomyśl o samochodach - mają tablice rejestracyjne, ale mimo to kierowcy muszą legitymować się prawem jazdy", argumentował.
Komentarz Wszechobecny kult wolności i anonimowości w Internecie może niekiedy zdumiewać, lub wręcz budzić przerażenie. To całkowite równouprawnienie, którego nie ma w świecie "rzeczywistym". Może budzić anarchiczne skojarzenia; gdy bowiem z miasta znikają służby porządkowe, zanikają w nas też siły praworządności. "Dzika" anonimowość prowadzić może do wyrażania swoich opinii w
niecenzuralny lub obraźliwy sposób. Pojawia się sprzeczność - walczymy zażarcie o "złotą wolność", ale z drugiej strony, lubimy mieć bat nad sobą...
Swoją drogą, rozwiązania proponowane przez Kaspersky'ego nie są idealne - jeśli odcinać będzie się od sieci poszczególne państwa, to odetnie się także Bogu ducha winnych użytkowników, którzy nie łamią prawa lub zgadzają się z zaproponowanym porozumieniem. Tym samym musieliby ponosić konsekwencje tylko swojego położenia geograficznego. Analogia do prawa jazdy, chociaż obrazowa, też wymagałaby dopracowania. Prawo jazdy jest bowiem raczej dokumentem świadczącym przede wszystkim o opanowaniu pewnych umiejętności (znajomość zasad ruchu drogowego, obsługa pojazdu), a dopiero później identyfikatorem kierowcy.
Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl