Cała sprawa zaczęła się kilka tygodni temu - pani Paradiso zorientowała się pewnego poranka, że nie działa jej łącze internetowe. Gdy zadzwoniła na infolinię dostawcy Internetu (czyli firmy Qwest Communications) z reklamacją, dowiedziała się, że to żadna awaria, tylko świadoma decyzja - firma zawiesiła jej konto, bo pani Paradiso pobierała z Internetu pirackie filmy (w sumie 18 pozycji - m.in. filmy fabularne i seriale telewizyjne). Problem w tym, że główna bohaterka afery nie pobierała żadnych filmów i w ogóle nie korzysta z sieci
P2P (z których jakoby ściągnięto owe pliki).
Niestety, to tłumaczenie nie na wiele się zdało - przedstawiciele Qwest Communications przyjęli stanowisko rodem z "Misia" - "Nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi?". Innymi słowy - oni mają dowody, że pani Paradiso filmy pobrała i w związku z tym nie zamierzają słuchać jej tłumaczeń.
Zdesperowana Amerykanka postanowiła szukać wsparcia u czwartej władzy - opisała swój problem dziennikarzom serwisu CNet.com, którzy rozpoczęli własne dochodzenie w tej sprawie. Okazało się, ze to wystarczyło - fakt, iż sprawą zajęły się media, natychmiast zmotywował pracowników Qwest Communications do bliższego przyjrzenia się sprawie. I wtedy na jaw wyszło, że Cathi Paradiso chyba faktycznie nie pobierała tych filmów - technicy firmy znaleźli bowiem dowody na to, że ktoś włamał się do jej domowej sieci i korzystał za pośrednictwem jej łącza z sieci P2P.
Mogłoby się wydawać, że to sprawa jakich było już wiele - bo przecież nie pierwszy raz zdarzyło się, że jakiś internauta został niesłusznie posądzony o piractwo. Pisaliśmy o tym wielokrotnie - w historii były już wszak przypadki
oskarżania Bogu ducha winnych emerytów o pobieranie gejowskiego porno czy nawet
oskarżania o piractwa... drukarek i routerów.
Trzy przewinienia? Wystarczy jedno...
Ale ta sprawa jest ważna z innego powodu - bo przecież w USA toczy się właśnie dyskusja o wprowadzeniu tzw. zasady trzech przewinień, w myśl której możliwe byłoby permanentne odcinanie od Sieci osób, które trzy razy przyłapano na łamaniu praw autorskich (takie przepisy wprowadzono już w kilku krajach w Europie. Okazuje się jednak, że to ta dyskusja jest właściwie bezcelowa - przykład pani Paradiso pokazuje, że internautę można odciąć od Sieci już dziś. I to bez trzech przewinień czy udowodnienia winy przed sądem (lub jakąkolwiek inną instytucją władną do orzekania w tej sprawie) - wystarczy, iż dostawca Internetu uzna, że ktoś pobrał piracki film...
Więcej informacji o całej sprawie można znaleźć w
serwisie CNet.com.
Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl