Wpiszmy w
Google News hasło "Tablet Apple". Wyskakuje kilkanaście tysięcy wyników. Wśród polskich na pierwszym miejscu "Tablet
Apple zagrozi czytnikom e-booków?". Później podobnie, w tytułach przez wszystkie przypadki odmieniane są frazy "tablet", "Apple", "tajemnica", "rewolucja", "przełom", "bomba", "najważniejsze dzieło". Gdybyśmy wiedzę na temat tego urządzenia czerpali wyłącznie z tytułów, to z powyższych moglibyśmy wywnioskować, że tablet już został zaprezentowany i okazał się najważniejszym przełomem technologicznym od momentu wynalezienia metody druku przemysłowego przez Gutenberga. A przecież tabletu jeszcze nie ma, a na dodatek my nic o nim nie wiemy.
Wiemy, że nic nie wiemy Co ciekawe, w tę zbiorową ekstazę popadli głównie dziennikarze mediów "niekomputerowych" - to w nich zwykle pojawiają się sugestie, że tablet będzie przebojem, który zrewolucjonizuje nie tylko branżę
IT, ale też cały rynek wydawniczy (o ile prawdziwe okażą się plotki o tym, że Apple zamierza nastawić się na oferowanie książek i periodyków).
Serwisy specjalistyczne są zwykle dużo bardziej ostrożne w opiniach - dziennikarze zdają się pamiętać o tym, że tak naprawdę to przecież nic nie wiemy o tym urządzeniu (choć nie wszyscy - vide tytuły w stylu
"Alan Kay: With the Tablet, Apple Will Rule the World"). To warto podkreślić: tak naprawdę wciąż nie podano żadnych oficjalnych informacji na temat tabletu. Ba - Apple przecież wciąż nie potwierdził, że szykuje tablet. Na pewno wiadomo tylko jedno - dziś o 19 odbędzie się oficjalna prezentacja nowego produktu Apple. Wszystko po za tym to tylko spekulacje, całkiem sprytnie podsycane przez Apple. Jasne, jest duża szansa, że faktycznie będzie to tablet (bo w końcu nie ma dymu bez ognia, a w każdej plotce tkwi ziarno prawdy). Ale równie dobrze może się zdarzyć, że zobaczymy tylko nowy model Macbooka albo nową wersję iLife.
Premiera roku? My też nie jesteśmy wyjątkiem - w ostatnich tygodniach wielokrotnie pisaliśmy o tablecie - o tym, że ma to być
opus magnum Jobsa oraz
ratunek dla prasy drukowanej. Rozważaliśmy też, jak mogłoby się nazywać to urządzenie -
iSlate czy może iGuide?. Bo przecież w końcu to faktycznie może być najważniejsza premiera technologiczna tego roku...
Jak oni to robią? Jednak niezależnie od tego, co właściwie pokaże dziś Apple i na ile owa nowość będzie rewolucyjna, to Steve Jobs i tak dokonał czegoś niesamowitego (i to nie pierwszy raz). Szef Apple po raz kolejny sprawił, że choć nikt nic nie wie, to i tak od kilku miesięcy wszyscy mówią tylko o jednym - o mitycznym tablecie Apple. Nie przypominamy sobie żadnej innej sytuacji, w której szacowne amerykańskie periodyki - np. New York Times czy Washington Post (a z nimi media z całego świata) przez kilka tygodni z rzędu publikowały wyłącznie plotki i nieoficjalne informacje o jakimś produkcie. Zwykle takie informacje są ignorowane lub podawane sporadycznie - w przypadku Apple jest inaczej. Tu każda plotka wydaje się być traktowana jak informacja z pierwszej ręki. Tylko jeden człowiek na świecie potrafi do tego stopnia zapanować nad umysłami fanów i dziennikarzy...
Chapeau bas, panie Jobs.
Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl