Nie tylko Polska zmaga się ostatnio z wysiłkami władzy, mającymi na celu wprowadzenie cenzury w Sieci. W minioną sobotę w Warszawie zorganizowano
manifestację przeciwko projektowi blokowania wybranych stron internetowych. Na jutro podobny protest zaplanowali Australijczycy.
Świąteczna manifestacjaZ okazji jutrzejszego Dnia Australii serwis
Internet Blackout zachęca do przyłączenia się do manifestacji i "świętować wolność". Serwis proponuje także by wszyscy, którzy nie popierają inicjatywy rządu nałożyli symboliczną żałobną szatę na swoje profile w portalach społecznościowych czy na własne strony internetowe.
Plan ministra komunikacji Stephena Conroy'a zakładający blokowanie dostępu do wybranych stron internetowych znajduje się już w dość zaawansowanej fazie. Przeprowadzono już pierwszy próbny etap, który jednak nie do końca zakończył się powodzeniem, ponieważ nie przyłączyli się do niego wszyscy dostawcy usług internetowych.
'Czarna lista' stronPrzeciwnicy rządowego pomysłu powołują się na argumenty, że system i tak nie będzie chronił dzieci przed "niewłaściwą zawartością Internetu". lecz da tylko rodzicom złudne poczucie bezpieczeństwa. Do tego dostawcy Internetu zostaną obciążeni kosztami implementacji filtrów blokujących strony znajdujące się na "czarnej liście". Sama lista także nie zyskała przychylności Australijczyków. Zestawienie to w marcu 2009 wyciekło do Sieci i okazało się, że
znajduje się na niej 2 395 adresów stron internetowych. Wśród nich znajdowały się witryny z hazardem online, strony fetyszystów, satanistów, kilka stron z Wikipedii, biuro podróży a nawet strona pewnego dentysty z Queensland. Jak podaje
The Register, do tej pory do protestu organizowanego przez
Internet Blackout przyłączyło się ok. 500 stron internetowych.
Australijski sprzeciw ma miejsce kilka dni po
przemówieniu Hilary Clinton, w którym amerykańska
sekretarz stanu nawoływała do zniesienia cenzury w Internecie. W Polsce jednocześnie rząd przyjął
projekt ustawy o podobnych założeniach blokowania wybranych stron internetowych. Jeśli projekt zaakceptowany zostanie przez Komisję Europejską, w następnej kolejności trafi do Sejmu.
Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl