Pierwszy proces był dość nietypowy - w przeciwieństwie do innych oskarżonych o piractwo w
P2P (którzy zwykle twierdzili, że nic nigdy nie udostępniali) Tenenbaum od razu przyznał, że faktycznie dystrybuował muzykę w Internecie. Jego linia obrony oparta była na stwierdzeniu, że miał do tego prawo i że udostępnienie nastąpiło w ramach tzw. dozwolonego użytku osobistego. Twierdził też, że muzykę którą później udostępnił pobrał z sieci P2P tylko dlatego, że nie była ona legalnie dostępna w żadnym serwisie internetowym.
Sąd jednak nie przyjął tych tłumaczeń - prowadząca sprawę sędzia Nancy Gertner zaznaczyła, że co najmniej od 2003 r. (tzn. od momentu uruchomienia w USA iTunes Music Store) Amerykanie nie mają większych problemów z zaopatrywaniem się online w legalną muzykę. Dlatego też Tenenbaum został uznany za winnego i skazany (do złamania przez niego praw autorskich doszło w 2004 r.).
Teraz jego obrońca - Charles Nesson, profesor z Wydziału Prawa Uniwersytetu Harvarda - złożył kolejny wniosek w tej sprawie - donosi PCWorld.com. Zdaniem prawnika sąd błędnie ocenił niektóre istotne dla sprawy fakty. Chodzi np. o uznanie 2003 za rok, od którego nie było już problemów z kupowaniem muzyki online. Nesson tłumaczy, że iTunes co prawda faktycznie wystartował w tym roku, ale początkowo dostępny był jedynie dla użytkowników Mac OS X (czyli zaledwie kilku procent internautów), a poza tym jego katalog w momencie startu był dość ubogi. Jego zdaniem bardziej odpowiednią datą byłby rok 2007 - bowiem dopiero wtedy katalog był odpowiednio obszerny, zaś
Apple zrezygnował z zabezpieczeń
DRM (co dla niektórych użytkowników było poważnym ograniczeniem).
Dlatego też obrońca domaga się, by sąd raz jeszcze przeprowadził postępowanie w tej sprawie. Na wypadek, gdyby wniosek ten został odrzucony, Nesson złożył od razu kolejny - poprosił w nim o znaczące obniżenie zasądzonego odszkodowania. Jego zdaniem skandalem jest, że za udostępnienie muzyki o wartości poniżej 30 USD (większość udostępnionych przez Tenenbauma piosenek kosztuje w iTunes 99 centów) sąd wymierzył karę w wysokości 675 tys. USD.
Więcej informacji:
PCWorld.com Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl