Podczas gdy antypiraci kontynuują krucjatę przeciwko użytkownikom sieci
BitTorrent, wyrasta im obok kolejny groźny przeciwnik - serwisy hostujące pliki. Mimo, że strony warezowe istnieją już od dawna, w ostatnich latach znacząco zwiększyła się liczba osób korzystających z Rapidshare czy Megaupload. Linki do nielegalnych plików dystrybuowane są różną drogą przez portale społecznościowe, fora czy też komunikatory internetowe.
"To niewiarygodnie łatwe w użyciu, zupełnie jakbyś miał swój własny serwer FTP" - zaznacza Vic DeMarines, wice-prezydent w firmie V.I. Labs zajmującej się dystrybucją antypirackiego oprogramowania. Jednocześnie stawia jednak ostre zarzuty pod adresem twórców serwisu Rapidshare twierdząc, iż bez hostowania nielegalnych plików, serwis nie przynosiłby żadnych zysków. "Zarabiają na tym niezłe pieniądze, jestem pełen wątpliwości, czy serwis przynosiłby takie dochody bez pomocy piratów" - dodaje.
Przedstawiciele Rapidshare tłumaczą jednak, że pliki naruszające prawa autorskie są natychmiast usuwane z ich serwerów, a także dystansują się od tego, co użytkownicy na tych serwerach umieszczają. "Dla nas każdy plik jest taki sam" - stwierdził kilka miesięcy temu rzecznik firmy w wywiadze dla tygodnika The Times.
Jak wynika z badań firmy Ipoque,
P2P wciąż jest najpopularniejszą metodą wymiany pirackich plików. Według opublikowanego niedawno raportu, z P2P w dalszym ciągu korzysta od 43% do 70% ściągających z sieci, w zależności od części świata. Dużo szybciej rozwija się jednak właśnie internetowy file-hosting w tej chwili posiadając od 15% do 35% rynku. Jak przewiduje DeMarines, już za kilka lat umieszczanie plików na serwerach może stać się następcą sieci P2P, które mogą przegrać z antypiracką krucjatą.
źródło: computerworld