Technologie.gazeta.pl

Google Android w telefonach Sony Ericssona i China Mobile

Michał Młynarczyk
15.12.2008 12:25
A A A Drukuj
HTC Dream - pierwszy telefon z androidem. fot. Gizmondo
  • Android
Pierwszy telefon z systemem Google, T-Mobile G1 miał swoją premierę trzy miesiące temu. Od początku było jasne, że to bardziej balon próbny niż dojrzały, komercyjny produkt. Ofensywa Androida dopiero ma się zacząć.
Pierwsza generacja iPhone zrobiła mnóstwo szumu, ale sprzedawała się średnio. W ciągu 12 miesięcy nabywców znalazło nieco ponad 6 milionów urządzeń. Czyli niewiele więcej, niż sprzedano egzemplarzy modelu 3G w samym trzecim kwartale 2008 roku. Na pierwsze kroki Androida trzeba patrzeć właśnie przez ten pryzmat. Ciągle brakuje wiarygodnych danych na temat poziomu sprzedaży G1. Plotka mówiąca o 1,5 miliona zamówień do końca bieżącego roku okazała się być... tylko plotką. Bardziej realnie brzmią prognozy, w których pojawia się liczba kilkuset tysięcy egzemplarzy. Na pierwsze, rzetelne informacje będziemy musieli prawdopodobnie poczekać do lutego 2009, kiedy to opublikowane zostaną raporty firm badających rynek smartfonów. Ale już teraz widać, że Google ciężko pracuje na sukces Androida.

Nowe gwiazdy drużyny Androida

Lista członków założycieli Open Handset Alliance (stowarzyszenie odpowiedzialne za rozwijanie platformy Android) jest naprawdę pokaźna. Poza internetowym gigantem Google, znalazły się na niej takie firmy jak China Mobile (największy operator komórkowy na świecie), T-Mobile, eBay, Intel, Nvidia, HTC, LG, Motorola i Samsung. A do tego kilkadziesiąt innych, mniej znanych, ale często mających olbrzymi wpływ na to, jak wygląda i działa sprzęt elektroniczny, z którym stykamy się na co dzień. Spośród tej grupy warto wymienić producenta odbiorników GPS, firmę SiRF oraz Synaptics, który dostarcza touchpady dla laptopów praktycznie wszystkich, popularnych marek.

9 grudnia, do trzydziestu czterech członków założycieli, dołączyło czternaście kolejnych firm. Wśród nich duzi operatorzy komórkowi (Vodafone, SoftBank) i producenci urządzeń przenośnych (Asus, Garmin, Huawei, Sony Ericsson i Toshiba).

Dzięki temu, do OHA należy już trzech największych, międzynarodowych operatorów komórkowych (poza wspomnianym wcześniej China Mobile i Vodafone - również hiszpańska Telefonica) oraz prawie całe, światowe TOP 5 producentów komórek (łącznie ponad 40% udziału w rynku).

Prawie. Bez Nokii, która sama ma niecałe 40% rynku telefonów komórkowych. Do OHA nie należą też Apple i RIM (producent BlackBerry). Te trzy firmy sprzedają dziś ponad 70% wszystkich smartfonów. OHA jest więc sojuszem outsiderów, którzy dotąd nie odnieśli większego sukcesu na polu sprzedaży smartfonów. HTC i Sony Ericsson mają tu wprawdzie wiele doświadczeń, ale nie przekładają się one (przynajmniej na razie) na poważny sukces komercyjny.

Chińczyki trzymają się... z dala od Apple

Czy wielka trójka producentów smartfonów ma się czego obawiać? Symptomatyczny może być przypadek China Mobile. Od wielu miesięcy firma negocjuje z Apple warunki wprowadzenia iPhone na chiński rynek. Bezowocnie. Chińczycy nie chcą zgodzić się na oddawanie części zysku producentowi smartfonu (jak robią to inni operatorzy mający iPhone w swojej ofercie). Zamiast tego, operator, przy współpracy z innym, chińskim gigantem (Lenovo), opracowuje konkurencyjny telefon oparty - jakżeby inaczej - na Androidzie.

Nowe modele komórek korzystających z systemu Google zapowiedziały firmy, które do niedawna były podporą platform Windows Mobile i Symbian: Sony Ericsson, Motorola i HTC. Nie znaczy to jednak, że nie zobaczymy już Sony Ericssonów z Symbianem (tyle, że mało prawdopodobne, by firma postanowiła wskrzesić interfejs UIQ...) albo HTC z Windows Mobile. Producenci decydują się na jednoczesne wytwarzanie komórek korzystających z różnych platform.

Gdzie są pieniądze?

Obserwując wyścig producentów smartfonów i komórkowych systemów operacyjnych łatwo zapomnieć o jednej, podstawowej rzeczy. Ich celem nie jest wcale sprzedanie jak największej liczby urządzeń, ale osiągnięcie jak największego zysku. A to, chociaż zwykle zbieżne, nie zawsze musi być w stu procentach równoznaczne. Doskonale świadczą o tym przykłady Apple, Google i Nokii.

Dzięki sporym marżom, firma z jabłkiem w logo zarabia krocie mając zaledwie kilkunastoprocentowy udział w rynku. Poza tym, App Store, czyli internetowy sklep z aplikacjami dla iPhone i iPoda touch zdaje się napędzać sprzedaż tego drugiego urządzenia. Mimo recesji, najdroższy model odtwarzacza Apple błyskawicznie znika z półek. Apple czerpie zyski z pośredniczenia w sprzedaży samych aplikacji oraz multimediów (jest największym w USA dostawcą muzyki). Więcej iPodów i iPhone'ów to więcej klientów sklepu iTunes.

Strategia Google jest podobna. Firmie zależy na stworzeniu nowego, mobilnego rynku reklamy internetowej. W dniu, w którym OHA powiększyło się o nowych członków, klienci AdWords zyskali możliwość kierowania swoich ogłoszeń do użytkowników smartfonów wyposażonych w pełnoprawne przeglądarki WWW (iPhone, Android).

Nokia, dla odmiany, by zarobić więcej próbuje wykorzystać istniejącą bazę użytkowników. Jak? Oferując im nie tylko telefony, ale i usługi. Znamy już Nokia Maps - program do nawigacji instalowany fabrycznie w pamięci nowych smartfonów fińskiego producenta. Razem z telefonem dostajemy tylko wersję demo, która wygasa po krótszym lub dłuższym czasie - potem trzeba płacić. Ale na tym wcale nie koniec. Nokia Messaging, czyli push email dla smartfonów S60 jest na razie dostępny bezpłatnie. Ta "promocja" skończy się jednak wtedy, gdy usługa wyjdzie z wersji beta.

Zobacz więcej na temat:

    Podziel się

    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      0 głosów