Technologie.gazeta.pl

Chińskie podróbki iPhone'a

(kso)
22.10.2008
Jakże szykownie i modnie jest mieć teraz iPhone'a 3G. Jednak upragniona komórka jest bardzo droga, nawet jeśli kupimy ją wraz z abonamentem u operatora telefonii komórkowej. Szykowne, ale zbyt drogie - twierdzi wielu zainteresowanych. Łatwiejszą drogę obiecuje "tajny sposób", który od jakiegoś już czasu jest reklamowany na różnych forach i chatroomach.
Internecie znajdziemy sprzedawców, którzy sprzedają nowe iPhone'y 3G z 16 GB pamięci za marne 265 dolarów - bez simlocka i bez umowy.

Adres tej strony to wlx166.com, a należy ona do Willison (HK) Corporation Limited z siedzibą w położonej poza Hongkongiem chińskiej specjalnej strefie ekonomicznej Shenzen. Firma z dumą prezentuje się jako właściciel nowoczesnych zakładów i producent wszelkiego rodzaju sprzętu high-tech dla telefonów komórkowych. Zaufanie potencjalnych nabywców ma zapewnić wyciąg z chińskiego rejestru handlowego i dokonana w nim rejestracja. Poza tym firma oferuje olbrzymi wybór najróżniejszych telefonów komórkowych. Nieważne, czy chcielibyśmy aparat Nokii, Siemensa, Samsunga, Motoroli, Sony Ericssona, Panasonica, Sagema czy LG - rzekoma fabryka nowych technologii może dostarczyć wszystko.

iPhone'a 3G znajdziemy dopiero w wyszukiwaniu zaawansowanym: "Apple iPhone 3G Black (16GB)" - tak brzmi opis zamówienia. Każdy, kto wykazuje zainteresowanie zakupem, jest najpierw otaczany osobistą troską. Naszą przynętę chwyciła osoba podająca się za 23-letnią Sophie. Zanim poruszone zostały kwestie finasowe, rozmowa dotyczyła pogody, godzin pracy w Chinach i w Europie, igrzysk olimpijskich i "prymitywnych Amerykanów".

Rzecz jasna, Sophie cały czas pamiętała o swojej pracy: iPhone 3G z 16 GB pamięci miał kosztować 215 dolarów plus 30 dolarów kosztów wysyłki i 20 dolarów opłat celnych. Ogółem więc za iPhone'a 3G zapłacilibyśmy 265 dolarów. Sophie zażyczyła sobie najpierw zapłaty przez Western Union, ale jeśli ktoś się na to nie zgadza, dostanie w końcu IBAN i kod Swift do wykonania przelewu na prawdziwe konto bankowe. Nasz bank przeliczył tę sumę po kursie dnia i zaksięgował z konta prawie 220 euro.

Dzień zapłaty

22 września nasz iPhone wyruszył w podróż do Europy. Zapewniono nam nawet specjalny numer, za pomocą którego mogliśmy śledzić drogę naszego okazyjnego nabytku. Kiedy wreszcie po dwóch tygodniach obiekt pożądania dotarł, okazało się, czym w rzeczywistości była owa okazja: wprawdzie telefon znajdował się w kartonie typowym dla iPhone'a, ale na jego bokach znajdował się napis "Phone", czyli bez "i", które jest na prawdziwych urządzeniach, nie było też oznaczenia "3G". Już na pierwszy rzut oka stało się jasne, że to, co przyszło w pudełku, znacznie większym od oryginalnego, nie jest żadnym iPhone'em 3G. W najlepszym wypadku mógł to być "stary" iPhone bez UMTS. Tylna strona urządzenia nie była zaokrąglona i czarna, ale płaska i srebrna.

Rzekomy iPhone 3G trafił pod lupę do laboratorium. Dostarczony aparat jedynie na pierwszy rzut oka był podobny do starszego modelu wzorca. Wprawdzie zgadzał się rozmiar obudowy, ale ekran wbudowany w podróbce liczył sobie 3,2 cala, a więc mniej niż oryginał. Ekran dotykowy wprawdzie działał, nie był to jednak model "pojemnościowy", ale klasyczny touchscreen obsługiwany rysikiem. Nic więc dziwnego, że podróbka nie obsługuje wielodotykowości. Urządzenie miało za to czujnik położenia i mogło obracać ekran w niektórych aplikacjach. Małemu "chińczykowi" brakowało jednak typowych dźwięków iPhone'a.

Kolejne różnice można znaleźć na zewnętrznej stronie obudowy, w elementach obsługi i w złączach. W urządzeniu brakowało wejścia jack do podłączenia słuchawek. Także gniazdo dokowania było w chińskim aparacie wykonane inaczej niż w oryginale. Poza tym brakowało regulacji głośności po lewej stronie, próżne też były poszukiwania mechanicznego przycisku wyciszania.

Rzecz jasna urządzenie najbardziej różniło się od wzoru pod względem parametrów wewnętrznych. Podróbka nie współpracowała z UMTS i okazała się zwykłym powolnym telefonem z GPRS, który nie oferował nawet transferu EDGE. W zamian za to można było - przez Bluetooth - używać go jako przenośnego modemu, ale wątpliwej jakości, gdyż urządzenie osiąga maksymalny transfer danych na poziomie zaledwie 56 Kb/s.

Obiecywana pamięć 16 GB okazała się zaledwie 1-gigabajtową kartą microSD. Do tego jeszcze należy doliczyć około 1 MB pamięci wewnętrznej. Pamięć urządzenia można rozszerzyć maksymalnie do 2 GB, albowiem nie obsługuje ono nowoczesnych kart SDHC. Także wbudowany aparat fotograficzny nie może się równać z oryginałem: działa w rozdzielczości VGA i stać go jedynie na nieostre zdjęcia z czerwonymi paskami. W odróżnieniu od oryginału chiński "iPhone" umie także nagrywać filmy wideo, jakkolwiek są one niewyraźne, a do tego w praktycznie całkowicie bezużytecznym formacie (kod MJPEG w kontenerze AVI o rozmiarach 176×144 piksele). Odtwarzacz MP3 i wbudowane radio wydają z siebie kiepskiej jakości dźwięk. Można jednak - inaczej niż w oryginale - korzystać ze słuchawek stereo z Bluetoothem.

Oprogramowanie na podrobionym telefonie jedynie na pierwszy rzut oka ma coś wspólnego z tym, jakie znajdziemy na prawdziwym iPhone'ie. Wystarczy opuścić menu główne, a czar pryska jak bańka mydlana. Szczególnie daje się to odczuć podczas surfowania w Internecie - a w zasadzie przy próbach surfowania: przeglądarka zintegrowana w urządzeniu jest praktycznie bezużyteczna, prawie przy każdej stronie uskarża się, że ma za mało pamięci. Telefon nadaje się do przeglądania stron jedynie w nieco już staroświeckim trybie WAP.

Są jednak i takie cechy, które plasują podróbkę wyżej niż oryginał: ma on wymienialne akumulatory, a producent załącza nawet drugą baterię. Poza tym jest to telefon działający w modelu Dual SIM, można więc w nim używać równocześnie dwóch numerów telefonu od dwóch różnych operatorów. Jakość głosu podczas telefonowania można jednak uznać jedynie za przeciętną

Stan prawny

Każdy, kto zakupił taki kiepsko wykonany plagiat za jedyne 220 euro, praktycznie nie ma szans na to, że oszuści z Chin przyślą mu oryginalny aparat albo że dostanie swoje pieniądze z powrotem. Wprawdzie można zgłosić taki przypadek na policję, ale raczej nie przyniesie to żadnych efektów

Co więc można zrobić z taką podróbką? Teoretycznie można go używać jako normalnego telefonu komórkowego - prywatne użytkowanie takiego urządzenia w zasadzie nie jest karalne. Jednak przy "imporcie" na nabywcę czekają pewne pułapki: jeśli podróbka Apple'a dostanie się w ręce celników, według wszelkiego prawdopodobieństwa zostanie zatrzymana, a jeśli ktoś ma pecha, to będzie musiał jeszcze pokryć koszty jej zniszczenia. Jeśli ktoś wpadnie na pomysł, aby taki nieudany zakup odsprzedać komuś innemu, może sobie napytać biedy, albowiem takie działanie podlega już zasadom zwalczania nieuczciwej konkurencji.

...a co z Sophie?

Kiedy nasz testowy kupiec po dostarczeniu plagiatu pełen gniewu zwrócił się do Sophie i zażądał od niej wyjaśnień, chiński kontakt zareagował naprawdę. Po chwili dyskusji Sophie przyznała, że dostarczony aparat to nie jest oryginalny sprzęt Apple'a. Ostatni raz skontaktowaliśmy się z Sophie 13 października. Wyglądało na to, że jest ona głęboko poruszona zachowaniem jej firmy. Mówiła nawet, że zwolni się z pracy. Oświadczyła, że jest jej bardzo przykro z powodu całego zdarzenia. Sorry - i to był koniec. Od tego czasu po Sophie nie ma śladu, a my zostaliśmy sami z naszym chińskim "prawie iPhone'em".

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX