Jobs spotkał się z dziennikarzami wpływowej amerykańskiej gazety by zaprezentować im wszystkie atuty iPada (na którym dostępne może być wkrótce e-wydanie WSJ). Podczas prezentacji pojawiły się pytania o obsługę formatu Flash (i w sumie nic dziwnego, bo witryna WSJ Flashem stoi - mnóstwo tam filmów, animacji i interaktywnych galerii wykorzystujących technologię firmy Adobe).
Szef
Apple nie pozostawił im złudzeń - oświadczył, że iPad Flasha nie obsługuje i obsługiwać nie będzie, bo jego firma nie zamierza użerać się z przestarzałą, pełną błędów i dziur technologią. Dodał też, że nikogo takie podejście nie powinno dziwić, bo produkty Apple znane są z tego, że nie obsługują przestarzałych standardów i formatów - to dlatego zniknęły z nich czytniki dyskietek, porty FireWire 400, tradycyjnie podświetlane ekrany LCD itp. Szef Apple mówił też, że gdyby iPad obsługiwał technologię Flash (i przez cały czas musiał odtwarzać takie animacje), to jego maksymalny czas pracy na bateriach uległby skróceniu z 10 do ok. 1,5 h.
Jobs tłumaczył dziennikarzom, że Flash nie jest niezastąpiony - mówił, że filmy przeznaczone do publikacji na stronach WWW zawsze można konwertować do formatu H.264. Valleywag całkiem słusznie zaznacza jednak, że Jobs ani słowem nie wspomniał o tym, że ten format jest opatentowany i niewykluczone, że w przyszłości za korzystanie z niego trzeba będzie słono płacić. Nie dodał też, że jeśli nawet serwisy internetowe zdecydują się na przesiadkę na jakiś inny standard, to będą zmuszone do skonwertowania na ów standard wszystkich swoich zasobów opartych na technologii Flash. Co będzie bardzo drogie i czasochłonne.
Ale naszym zdaniem Apple ma z Flashem jeszcze jeden problem - bo gdyby na iPadzie czy
iPhone'ie można było bez problemów uruchamiać tysiące tych wszystkich flashowych gierek, które znaleźć można w Sieci, to klienci nie kupowaliby ich w App Store. Taka wizja się z pewnością Jobsowi bardzo nie podoba.
Więcej informacji:
Valleywag.
Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl