Gates pozostaje prezesem rady nadzorczej, ale nie będzie brał udziału w codziennych decyzjach koncernu. Pałeczkę przejmuje krzykliwy, a czasem również spocony, Steve Ballmer.
Wielu analityków z branży nie jest pewnych przyszłości Ballmera, po części z powodu problemów z
Yahoo, a również ze względu na pełen problemów start Visty. Mimo to, Mary Jo Foley, bloggerka ZDNetu, która zajmuje się Microsoftem od czasów, gdy Bill Gates przestał być nastolatkiem, wierzy, że firma ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Rozmawialiśmy z nią o jej książce
Microsoft 2.0: How Microsoft Plans to Stay Relevant in the Post-Gates
Era [Jak Microsoft planuje pozostać graczem po odejściu Gatesa], o fiasku rozmów z Yahoo, o największych wyzwaniach stojących przed Microsoftem i przemianach Billa Gatesa.
Wired: Jak Pani przewiduje - Steve Ballmer podda się sam, czy go wyrzucą?Mary Jo Foley: Będzie się trzymał tego, co powiedział. W zeszłym roku stwierdził, że pozostanie prezesem przez dziewięć lat, bo akurat wtedy jego najmłodszy syn uda się na studia. Wątpię, by się go pozywali wcześniej.
Rada miałaby problem ze znalezieniem lepszej osoby od Ballmera na to stanowisko. Jest co prawda mocno przywiązany do pewnych koncepcji. Nigdy nie powiedziałby: "Wyrzućmy Windowsa i zacznijmy od nowa", mimo że wiele osób uważa to za niezbędny krok. Jest jednak ucieleśnieniem Microsoftu.
Wired: Czy myśli Pani, że Ballmer jest w stanie poradzić sobie z największymi bieżącymi problemami Microsoftu?Foley: Obecnie ich największe wyzwanie to czerpanie zysków z istniejących produktów, przy jednoczesnym wykorzystywaniu nowych modeli biznesowych i strategii. Wiele osób myśli, że ich najważniejsze zadanie to konkurowanie z
Google, ale to nieprawda. Muszą zadbać o
Windows.
Wired: Co w takim razie z Windows Mobile?Foley: Unikam go jak zarazy. Zawsze, gdy kupuje nowy telefon, wszyscy ostrzegają mnie, by nie miał Windows Mobile. Ten system jest po prostu okropny. Myślę, że to właśnie on jest wielkim wyzwaniem dla Microsoftu.
Ta firma cierpi na zarazę "konsumencką". Chcą być aktywni w każdym sektorze tego rynku, ale moim zdaniem lepiej wyszliby, trzymając się swoich korzeni i obsługując firmy, a nie goniąc za każdym nowym trendem.
Wired: Zajmuje się Pani Microsoftem od dawna. Czy podczas zbierania materiału do książki, odkryła Pani informacje, które całkowicie Panią zaskoczyły? Foley: Zadziwia mnie jak szybko w dzisiejszych czasach ludzie przestali się liczyć z Microsoftem. To dosłownie odruch Pawłowa, od razu słyszę: "Oni nie są ważni." Kiedyś, nowa firma starająca się o finansowanie u inwestorów miała w prezentacji coś, co nazywano "slajdem Microsoftu" - planem co robić, gdy Microsoft wejdzie na ich rynek. Teraz tak nie jest, a to bardzo niebezpieczne dla spółek jakiegokolwiek rozmiaru. Ta firma potrafi wejść na rynek i zgarnąć z niego wszystkie pieniądze.
Wired: A co z próbą przejęcia Yahoo?Foley: Nie mogłam uwierzyć, gdy usłyszałam o tym. Myślałam tylko: "To będzie katastrofa." Dopiero co wysłałam moją książkę do wydawcy, więc musiałam ją zmodyfikować. Wiedziałam, że wielu pracowników Microsoftu nie chciało tego i nie potrafiłam dostrzec pozytywnej strony takiego ruchu.
To, że rozmowy się nie powiodły uważam za świetną wiadomość dla firmy, wydaje mi się, że udało im się uniknąć kłopotów. Mam nadzieję, że nie wrócą do stołu negocjacyjnego.
Wired: Co stanie się z Microsoftem po odejściu Gatesa?Foley: Zawsze istniał podział na "ludzi Billa" i "ludzi Steve'a". Ci ostatni mieli MBA, a ich korzenie to działy sprzedaży. Pierwsi to tradycyjnie ludzie zajmujący się technologią. Po odejściu Gatesa, ci związani z Ballmerem prawdopodobnie uzyskają większe wpływy. Ciekawa jestem kto stanie na czele ludzi Billa. Wydaje mi się, że wraz z odejściem Gatesa od codziennych obowiązków dojdzie do widocznej zmiany w podejściu firmy.
Wired: Jak zmienił się Bill Gates przez ten cały czas, gdy zajmowała się Pani Microsoftem?Foley: Pierwszy raz przeprowadzałam z nim wywiad w 1984 roku i wtedy był naprawdę trudnym rozmówcą. Dziennikarz wiedział wchodząc na wywiad z nim, że zostanie w jakiś sposób poniżony. Potrafił powiedzieć: "To najgłupsze pytanie jakie kiedykolwiek słyszałem." albo patrzeć się gdzieś w dal i ignorować rozmówcę. Teraz jest o wiele lepiej. Ludzie wiążą to z wiekiem, dziećmi, starzeniem się, ale niezależnie od powodów, jest teraz o wiele lepszy w kontaktach z prasą.