Technologie.gazeta.pl

Proces dekady: Sądny dzień Microsoftu czy KE?

Konrad Niklewicz, Bruksela
13.09.2007 02:00
A A A Drukuj
Zdaniem prawników Microsoftu okrojonej wersji Windows nikt nie chciał kupować Zdaniem prawników Microsoftu okrojonej wersji Windows nikt nie chciał kupowaćFot. GEERT VANDEN WIJNGAERT AP
W poniedziałek przed unijnym trybunałem zapadnie wyrok w sprawie, którą już teraz w Unii nazywa się procesem dekady. Okaże się, czy Microsoft - jedna z największych firm świata - faktycznie złamał unijne prawo antymonopolowe
Sprawa, która może wpłynąć na dalszy rozwój światowego rynku informatycznego, ma już prawie dziesięcioletnią historię. Zaczęła się niepozornie - od listu wysłanego przez Sun Microsystems w grudniu 1998 r. do Komisji Europejskiej. Sun, producent oprogramowania dla serwerów, skarżył się, że Microsoft nadużywa swojej dominującej pozycji na rynku systemów operacyjnych dla komputerów PC. Nadużycie miało polegać na tym, że Microsoft nie informował konkurentów o tym, w jaki sposób Windowsy (najsłynniejszy produkt Microsoftu zainstalowany na 95 proc. komputerów świata) współpracują z serwerami. W informatycznym żargonie nazywa się to "interoperacyjnością".

Efekt był taki, że oprogramowanie pisane przez konkurencyjne firmy nie działało równie dobrze jak programy Microsoftu.

Skarga Suna padła na podatny grunt. Komisja już wcześniej podejrzewała, że Microsoft może działać jak monopolista. Unijni eksperci szybko zresztą zorientowali się, że koncern Microsoft może nadużywać swojej dominującej pozycji także w inny, równie przewrotny sposób: przerabiając Windows w wielofunkcyjny kombajn, dodając do niego coraz to nowe aplikacje. Zwłaszcza w tzw. odtwarzacze multimedialne, czyli programy pozwalające oglądać w komputerze filmy, TV lub słuchać muzyki. Początkowo były produkowane głównie przez firmy niezależne od Microsoftu. Pod koniec lat 90. Microsoft postanowił jednak wbudować w Windowsy swój własny odtwarzacz - Media Playera.

Koncern miał nadzieję (słusznie, jak się okazało), że klienci, gdy tylko zorientują się, że razem z Windowsami - na które i tak są skazani - dostają dodatkowo odtwarzacz multimedialny, to wówczas odwrócą się od produktów konkurencji (takich jak np. Real Player). A zdobycie kontroli nad rynkiem odtwarzaczy multimedialnych pośrednio oznaczało, że Microsoft mógłby dyktować także format zapisu plików multimedialnych, całemu świtu narzucając swój standard.

Komisja karze, Microsoft protestuje

Śledztwo trwało sześć lat i obfitowało w dramatyczne zwroty. Przesłuchano setki świadków, przeprowadzono dziesiątki skomplikowanych badań rynkowych, przeryto się przez tysiące stron dokumentacji łącznie z poufnymi e-mailami kierownictwa Microsoftu. W końcu Komisja zdecydowała się na skok na głęboką wodę - 24 marca 2004 r. komisarz ds. konkurencji Mario Monti ogłosił, że Microsoft nadużył swojej dominującej pozycji rynkowej, łamiąc unijne prawo antymonopolowe. I nałożyła na Microsoft rekordową grzywnę 497,2 mln euro.

Dla koncernu, którego roczne przychody przekraczają 50 mld dol., bardziej bolesne były dwie dodatkowe kary: •  nakaz udzielania konkurentom szczegółowych informacji technicznych dotyczących zasad komunikacji pomiędzy Windowsami i serwerami (oczywiście odpłatnie); •  żądanie, by Windows wypuścił na rynek także taką wersję Windowsów, w której nie byłoby Media Playera.

Już w czerwcu 2004 r. koncern odwołał się od decyzji Komisji do unijnego sądu pierwszej instancji w Luksemburgu. Odwołał się nie tylko co do meritum, ale poprosił jeszcze sąd, by wstrzymał wykonanie decyzji Komisji do czasu, aż cała sprawa zostanie ostatecznie rozstrzygnięta.

Tę ostatnią prośbę sędziowie jednak odrzucili. Microsoft zapłacił więc grzywnę, przygotował alternatywną wersję Windowsów... ale już w sprawie udzielania informacji dotyczących interoperacyjności stawił opór. Oferował informacje niekompletne. Konkurenci zaczęli się skarżyć, Komisja nałożyła więc na giganta (w lipcu 2006 r.) kolejna grzywnę - 280,5 mln euro - za niewykonanie jej decyzji.

Microsoft od samego początku przekonywał, że unijnego prawa nie złamał. Jego linia obrony była niezmienna: każda firma ma prawo do udoskonalania swoich własnych produktów. I każda firma ma prawo chronić swoje wynalazki technologiczne. W trakcie przesłuchań przed sądem w ubiegłym roku prawnicy Windowsa nie bez satysfakcji poinformowali, że wersja Windowsów pozbawiona Media Playera sprzedała się w pojedynczych tysiącach egzemplarzy. - Gdzie więc korzyść dla konsumenta, skoro konsumenci chcą Windowsów z odtwarzaczem? - szydzili z Komisji.

- Przez 15 lat Microsoft miał monopol na systemy operacyjne. Jeżeli teraz będzie mógł nadużyć swojej pozycji monopolistycznej na tym rynku, to wówczas będzie narzucał konsumentom standardy także w innych dziedzinach - mówi "Gazecie" Jonathan Todd, rzecznik unijnej komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes.

Przypomina, że od dekady udział Microsoftu w rynku oprogramowania dla serwerów wciąż rósł do obecnych 80 proc. Strategia giganta z Redmond najwyraźniej okazała się opłacalna.

A tymczasem w Ameryce...

Problemy z prawem dosięgnęły Microsoft także w Japonii, Korei Południowej, ale przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Tam postępowania antymonopolowe przeciwko koncernowi zaczęły się jeszcze na początku lat 90.

W 2000 roku mogło się nawet wydawać, że firma założona przez Billa Gatesa nie wyjdzie ze starcia z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości. Zarzuty były wówczas podobne jak w przypadku europejskiej decyzji - Microsoft oskarżono o nadużycie dominującej pozycji na rynku systemów operacyjnych w celu wycięcia konkurencji na innym rynku. Chodziło o wprowadzenie do Windowsów przeglądarki internetowej Explorer, która zniszczyła taką konkurencje jak np. Netscape Navigator.

Po kilku latach procesu i dramatycznych zwrotach akcji (w pewnym momencie sędzia Thomas Penfield Jackson uznał Microsoft za monopolistę i nakazał "przepołowienie" firmy, ale sąd wyższej instancji unieważnił tę decyzję) strony doszły w listopadzie 2001 r. do ugody: Microsoft zgodził się produkować Windowsy z "ukrytym" Explorerem, a dodatkowo - na żądanie władz stanowych, m.in. Kalifornii - zgodził się poddać część swojej działalności nadzorowi niezależnego obserwatora.

Ugoda weszła w życie... ale i tak Explorer odniósł ostateczne zwycięstwo, a o Netscape nikt już nie pamięta.



Zobacz więcej na temat:

    Podziel się

    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      0 głosów