Odł dłuższego czasu bylismy świadkami wielkiego szumu reklamowego, ogłaszano rewolucję w 3D itd. Ale ostatecznie po seansie Avatara miałem mieszane wrażenia. Okazało się jednak, że rewolucji w 3D - przynamniej według mnie - film wcale nie przyniósł.
Avatar - niespełniona rewolucja 3D? Dlaczego Avatar nie jest rewolucją w 3D? Na ekranie nie widać tych wszystkich zapowiedzi - film nie uderza z siłą pociągu ekspresowego wjeżdżającego na stację...
W tak długim filmie, jakim jest Avatar (160 min.) w istocie jest niewiele scen, które faktycznie uzasadniają zrobienie tego filmu w trójwymiarze. Na początku trójwymiarowy obraz faktycznie robi duże wrażenie, ale potem - gdy widz przyzwyczaja się już do obrazu 3D - Avatar nagle traci tę swoją całą trójwymiarową rewolucyjność. Niestety, ale zdecydowanie za mało jest scen i sekwencji, które wykorzystywałyby efekt głębi i "wychodzenia" z ekranu. Jeżeli ktoś obejrzy ten film w wersji 2D, to moim zdaniem naprawdę wiele nie straci. Film może zachwycić raczej tylko tych, którzy jeszcze nie widzieli żadnego filmu 3D w kinie.
Avatar tak, Avatar 3D niekoniecznie. Wydaje mi się nawet, że film z 2007 roku pt. Beowulf miał kilka lepszych scen 3D. A do tego obraz Zemeckisa pozostaje chyba wciąż jedynym filmem 3D, który poza efektami może poszczycić się wciągającą historią. A fabuła to właśnie pięta achillesowa Avatara...
Zrobić film, który dorówna Titanikowi... Oczekiwałem po tym filmie więcej. Raz, że ten film powstawał ładnych kilka lat. Po drugie zrobił go James Cameron, twórca rewelacyjnego Titanika, który w 1997 roku podbił świat - i do dzisiaj ten film jest najpopularniejszym obrazem w historii kina. Titanic został doceniony zarówno przez publiczność jak i przez krytyków - film zarobił 1,8 miliarda dolarów i został nagrodzony 11 statuetkami Oscara (najwięcej w historii, obok Ben Hura). Po tym sukcesie Cameron aż na 12 lat przestał robić filmy fabularne. Nic dziwnego... Bo co można zrobić, jak się już zostało królem filmowego świata? Ale apetyt rośnie, więc kolejny film Camerona musiał być mocnym uderzeniem na miarę Titanika. Cameron w międzyczasie eksperymentował z techniką 3D (m.in. zrobił krótki film 3D do kin IMAX pt. Głosy z głębi, w którym powrócił z kamerą 3D na pokład prawdziwego Titanika).Wreszcie po trzecie, zwiastuny i zapowiedzi dawały nadzieję na jakiś przełomowy film... Ostatnio pojawiły się też nominacje do nagrody Złotych Globów, nawet w kategorii najlepszy film...
Świetna reżyseria.... Przez cały ten czas zastanawiałem się nad jednym - czy po 12-letniej przerwie Cameron nie zapomniał, jak się robi dobre filmy? Okazuje się jednak, że nie zapomniał. Avatar jest bardzo dobrze wyreżyserowany - narracja jest prowadzona znakomicie. Film trwa 2,5 godziny, ale widz nawet przez chwilę nie ma chęci zerknąć na zegarek. O ile kunsztowi reżyserskiemu Camerona trudno cos tutaj zarzucić, to jednak można poważnie przyczepić się do scenariusza, który - nie ukrywajmy tego - jest dość kiepski.
... ale słaba fabuła Ogólnie Avatar to historia na pograniczu SF i fantasy - taka bajka w kosmosie. Coś w rodzaju historii kosmicznej Pocahontas, połączonej z wątkami rodem z Tańczącego z wilkami. Do tego Avatar został jeszcze podlany nieznośnie nachalnym, proekologicznym sosem. Wyraźny podział na tych dobrych, żyjących w zgodzie z naturą i tych złych, służących technologii i korporacjom jest bardzo sztampowy. Filmowi Camerona nie udało się niestety uniknąć przekleństwa filmów 3D, gdy fabuła jest tylko pretekstem do ukazania trójwymiarowych sekwencji. Kunszt reżyserski osłabiony więc został przez właściwie banalną historię.
Nachalna promocja ekologii w Avatarze Chyba wszystkie wcześniejsze filmy Camerona (Titanic, Terminator i Terminator 2: Dzień Sądu, Obcy - Decydujące starcie, Głębia, a nawet Prawdziwe kłamstwa) były nie tylko widowiskowymi filmami, ale niosły również ze sobą istotną refleksję dotyczącą współczesnego świata. Mówiły w wiarygodny sposób o zagrożeniach stojących przed światem oraz o ludzkich słabościach. Natomiast jedyną refleksją, którą można znaleźć w Avatarze jest nachalna promocja ekologicznego stylu życia.
Avatar - efekty specjalne na miarę Oscara Avatar jest rewolucyjny, ale nie w 3D, lecz w.... efektach specjalnych. Wirtualne postaci zachwycają mimiką i naturalnością ruchów, są pełne ludzkich emocji. Do złudzenia przypominają prawdziwych aktorów... Trzeba przyznać, że po jakimś czasie zapominamy wręcz, ze mamy do czynienia z fikcyjnymi postaciami wykreowanymi w pamięci komputera. Mimika twarzy, wyrażanie emocji i poruszanie się ludu Na'vi - tym naprawdę można się zachwycić. Jestem prawie pewien, że za efekty specjalne w tym roku statuetkę Oscara zdobędzie właśnie Avatar. Jeżeli możemy mówić o jakiejś rewolucji w przypadku tego filmu, to na pewno w dziedzinie efektów specjalnych.
A gdzie Bill Paxton? Co więcej, po jakimś czasie wydaje się, że wirtualni Na'vi grają nawet lepiej niż ludzie. Pomógł w tym również fakt, że aktorskich tuzów raczej w Avatarze brakuje. Dobrzy aktorzy są niczym kwiatek do kożucha w tym filmie - Sigourney Weaver i Giovanni Ribisi grają nieistotne rólki i niestety nie mają możliwości zaprezentować swoich umiejętności. Przy okazji aktorów warto zauważyć, że zabrakło tutaj ulubieńca Camerona - znakomitego Billa Paxtona - który pojawiał się właściwie w prawie każdym filmie tego reżysera.
Avatar - arcydzieło współczesnego marketingu? Jedno jest pewne - Avatar to arcydzieło współczesnego marketingu. Po całej tej wielkiej kampanii reklamowej, podsycaniu napięcia i wielkich słowach, ten film po prostu nie mógł się nie sprzedać. Szkoda że Avatar nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Ale źle nie jest. Dostaliśmy porządne kino przygodowe ze świetnymi efektami specjalnymi, które się dobrze ogląda, ale szybko się zapomina. Avatar z pewnością nie jest jednak filmem na miarę możliwości Jamesa Camerona, autora kultowych dwóch pierwszych Terminatorów oraz znakomitej drugiej części Obcego.
Avatar - podsumowanie Nie zrozumcie mnie źle - to nie jest kiepski film. Tyle, że rzeczywistość nie sprostała zapowiedziom... Wydawałoby się, że ten film może być albo znakomity, albo beznadziejny. A ostatecznie wyszedł z tego tylko niezły film, któremu daleko do Terminatora czy Titanika.
Avatar 3D - przełom w efektach specjalnych z udziałem Nvidia Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl