Dowód został dopuszczony do postępowania, ale nie na wiele się zdał - Dugan został uznany za winnego i skazany na śmierć. Poinformował o tym właśnie
magazyn Science. "Nie słyszałem o żadnej innej sprawie sądowej, w której w podobny sposób wykorzystano by wyniki fMRI" - powiedział serwisowi profesor Hank Greely ze Stanford.
O możliwości wykorzystania fMRI w postępowaniach sądowych (np. do badania prawdomówności świadków czy oskarżonych) mówiło się od lat - ale w dokumentach sądowych nie znaleźliśmy żadnego potwierdzenia, że wyniki takiego badania zostały kiedykolwiek wcześniej faktycznie wykorzystane jako dowód. W 2005 r., w sprawie Roper v. Simmons, sąd najwyższy co prawda wyraził zgodę na wykorzystania wyników fMRI jako dowodu (badanie miało dowieść, że
mózg nieletniego działa inaczej niż dorosłego), ale wydaje się, że podczas procesu takiego dowodu ostatecznie nie przedstawiono.
Tak czy owak, na razie jesteśmy dość daleko od możliwości wykorzystania fMRI do sprawdzenia czyjejś prawdomówności czy też poprawności funkcjonowania mózgu ze 100-procentową pewnością. Nie wiadomo też, czy w sprawie Dugana ten dowód w ogóle wzięto pod uwagę przy wymierzaniu wyroku. "Specyfika spraw, w których może zapaść najwyższy wymiar kary, jest taka, że robi się wszystko, by przedstawić jakiekolwiek dowody świadczące na korzyść oskarżonego" - tłumaczy Greely.
Dodajmy, że przed kilkoma miesiącami
pisaliśmy o podobnej sprawie - tam próbowano wykorzystać wyniki fMRI w procesie o molestowanie nieletnich (w sprawę zaangażowana była organizacja MacArthur Foundation Law and Neuroscience Project, w której działa Greely). Ale w tym przypadku badanie nie został ostatecznie wykorzystane jako dowód.
Debata na temat dopuszczenia takich dowodów do postępowania toczy się na kilku poziomach. Na pierwszym rozważane jest przede wszystkim to, czy uzyskane w ten sposób dane są w ogóle wiarygodne.
fMRI wypada tu nieźle - badań na ten temat nie było co prawda zbyt wiele, ale wykazały one że ta metoda badania pozwala na skuteczne wykrywanie kłamstw. Ale nie wiadomo tak naprawdę, czy skuteczność uzyskana w warunkach laboratoryjnych będzie miała jakieś przełożenie na realne sytuacje.
"Gdy buduje się model oparty na zachowaniu ludzi w laboratorium, to może on okazać się nieskuteczny np. wobec osób, które kłamią notorycznie albo osób, które zostały niesłusznie o coś oskarżone. Nie wydaje mi się, byśmy mieli jakiś standard gromadzenia materiału dowodowego, który mógłby się sprawdzić podczas procesu" - tłumaczyła nam w marcu Elizabeth Phelps, specjalista od neurobiologii z New York University.
Ale nawet mimo tego, że dane nie są idealne, to zdaniem niektórych teoretyków prawa, badanie fMRI mogłoby okazać się przydatne - np. gdyby stosowano je w połączeniu z klasycznym wariografem. Jednak większość specjalistów - w tym m.in. Hank Greely - twierdzi, że na razie, dopóki technologia ta nie zostanie w 100% dopracowana, lepiej, żeby badanie fMRI nie było wykorzystywane jako dowód w sądzie.
Jedno wydaje się pewne: jeśli pojawi się cień szansy, ze wyniki takich badań mogą zadziałać na korzyść oskarżonego, to prawnicy obrony wciąż będą próbowali wykorzystywać je jako materiał dowodowy.
Morderca chce usunięcia jego nazwiska z Wikipedii Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl