Web-Sheriff w imieniu właścicieli praw autorskich stara się dochodzić sprawiedliwości w Internecie. Filtruje Sieć, poszukując materiałów znajdujących się bezprawnie na serwisach torrentowych. W ciągu ostatnich kilku lat stawał już w obronie twórczości Michaela Jacksona, Prince'a i innych. Internetowy szeryf nigdy nie śpi, nigdy nie odpoczywa, 365 dni w roku przemierza bezkresne obszary Internetu chroniąc światowe marki i ich własności intelektualne (jak czytamy na stronie Web-Sheriff).
Aj, senior, bandyci znów napadli na wioskę Teraz do Web-Sheriff z prośbą o zablokowanie pewnych materiałów zwróciło się studio Magnolia Pictures. Chodziło o wyśledzenie i usunięcie filmu Warlords, który ma pojawić się w kinach dopiero za kilka tygodni. Szeryf wysłał więc do właścicieli wielu serwisów torrentowych prośby o usunięcie rzeczonego filmu ze stron. Problem w tym, że jedno z żądań trafiło do Legit Torrents - serwisu z legalnymi plikami torrent (to chyba między innymi ten serwis odpowiada za
jeden procent legalnych plików w sieci BitTorrent).
Web-Sheriff i zbyt długa ręka sprawiedliwości Jakkolwiek Web-Sheriff należy do tych przedstawicieli antypiratów, którzy "najpierw proszą, a dopiero później strzelają", to tym razem jego przedstawiciele popełnili pomyłkę. Zapewne w poszukiwaniu nielegalnych kopii filmu Warlords przeszukali kilkadziesiąt serwisów z torrentami, ale umiejscowienie wśród innych także Legit Torrents okazało się mylne. Znajdujący się tam bowiem
plik Warlords to zwykły, niewinny MMORPG,
gra Kung-fu, którego akcja rozgrywa się w Chinach.
O całej sprawie poinformował serwis
TorrentFreak, do którego zwrócił się właściciel Legit Torrents. Pomyłka została już zgłoszona przedstawicielom Web-Sheriff, ale jak na razie nie ma odpowiedzi.
Gdy jeden procent to legalne pliki Legit Torrents stał się ofiarą pomyłki; do jednego worka bowiem najwyraźniej wrzucono wszystkie pliki torrent jako nielegalne. Przypomnijmy jednak, że według badań Suhard Sahi, naukowca z Princeton, niemal połowę torrentów stanowią filmy i seriale (46 proc.),
pornografia to 14 proc., tyle samo wynosi odsetek pobieranych gier i oprogramowania. 10 proc. to muzyka, a 14 proc. nie przypisano do żadnej z powyższych kategorii. Z tego wszystkiego zaledwie jeden procent to pliki udostępniane w legalny sposób. Nic dziwnego zatem, że ktoś w końcu się pomylił i pochopnie zażądał usunięcia pliku.
Czytaj więcej na
technologie.gazeta.pl